Fantastyka · 7 min czytania
Hugo, cz. II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Hugo Stacks nie obudził się głodny, co mogłoby oznaczać, że kolejny dzień okaże się udany. Mógł jednak założyć to nieco przedwcześnie. Około dziesiątej usłyszał dobijanie do drzwi. Stary, irytujący, kobiecy głos, jak zwykle wyrażał o nim niepochlebne opinie. Pani właścicielka ciągle dobijała się do jego mieszkania, przychodząc z jakimiś wydumanymi sprawami. Zwykle tymi wydumanymi sprawami był niezapłacony czynsz. Hugo postanowił wyjść oknem, oczywiście po to, by móc podziwiać widoczki. Na dworze nie było czego podziwiać. Szara breja chodników i ścian zlewała się w oczach. Kałuże i błoto na ulicach roznosiło się coraz bardziej, aż wreszcie zaczął padać deszcz i wszystko zamieniło się w bagienne jeziorko. Ale nikt go jeszcze dzisiaj nie pobił. Na razie zapowiada się nieźle. To właśnie założył przedwcześnie. Niespodziewany cios skierowany w szczękę powalił go na ziemię i przy okazji pozbawił jednego z ulubionych zębów. Nie dość, że był już dostatecznie brzydki sam z siebie, to teraz jeszcze szczerbaty. Nie podobało mu się to. Nie chciał wstawać. To mogłoby skutkować jakimiś kolejnymi ciosami, a miał nadzieję, że nikt nie byłby aż tak sadystyczny, by kopać leżącego. Wciągając powietrze przez usta, oraz odrobinę cementowego pyłu przy okazji, popatrzył w górę, na twarz swojego oprawcy. - No cześć – odparł Hugo. - Śmiesz mnie teraz witać, Stacks? - oburzył się mężczyzna. – Po tym, co zrobiłeś? Hugo przez chwilę próbował sobie przypomnieć, co takiego mogło to być. Ostatnio przecież był grzeczny. Mężczyzna zobaczył w jego oczach tą przenikliwą analizę i zirytował się jeszcze bardziej. - No jasne, i teraz nawet nie pamiętasz... Dlaczego wszyscy kolesie tacy są? - Może mała podpowiedź? - prosił Hugo, wypluwając krew ze śliną. - Pamiętasz Izabelę? Długie, rude włosy, niebieskie oczka, ładny tyłek? - zapytał mężczyzna. - No pamiętam – potwierdził Stacks. - A co, ty zapomniałeś? To trochę dziwne, przecież to twoja dziewczyna... Aha, przypomniał sobie. To w tej sprawie. - No widzisz, ładnie kojarzysz, Stacks. A pamiętasz może, jak przeleciałeś ją w moim samochodzie? - Ale to było dawno, drogi kolego, po co wyciągać stare sprawy? - Mam na imię John, Stacks. John. Łatwo zapamiętać. A „to” było sześć tygodni temu. Nie tak łatwo zapomnieć. - Słuchaj, kolego... - John, do cholery! - No dobra, jak ci tam, tak, przespałem się z twoją dziewczyną, ale przecież to nic nie znaczyło! Ona była strasznie zalana, a ja akurat przechodziłem... Był to wyjątkowo smutny dzień, jak przypominał sobie Hugo, a on nie dostawał zbyt często takich interesujących propozycji. Podobno to przez jego paskudną twarz. Dziewczyny jakoś nie gustują w jego twarzy. - Słuchaj, kmiocie, ona jest w ciąży! - wydarł się nagle mężczyzna, szarpiąc czarną koszulkę Hugona. Stacks zmarszczył czoło. - A skąd wiesz, że to nie twoje? - dopytywał Hugo. Głos mu się trochę podwyższył ze strachu. - No bo... dopiero co wróciłem z woja... No, to teraz wszystko było jasne. Zdzira zaczęła się nudzić i poszła w balety z pierwszym lepszym, to znaczy z nim, Hugonem. Ta sytuacja stawała się coraz smutniejsza. John nagle puścił wyblakłą koszulkę i schował twarz w swoich rękach. Potem zaczął płakać. Hugo nie wiedział, co robić. Ma go…