Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Dom i ogród · 21 min czytania

HUŚTAWKA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kobieta odłożyła słuchawkę i przeciągnęła się za biurkiem. Spojrzała na wiszący na ścianie zegar. Wyglądał jak jakiś naprawdę wartościowy i elegancki przedmiot, w rzeczywistości była to zwykła imitacja ze sklepu z tanimi rzeczami. Najważniejsze, że działał i akurat teraz pokazywał tę godzinę, na którą czekali wszyscy pracownicy biura. - Jak cudownie! Piętnasta w piątek! Nareszcie weekend! – uśmiechnęła się do siedzącej przy biurku obok rudowłosej koleżanki. – Masz jakieś plany? Ruda potrząsnęła burzą loków i pochyliła się w jej stronę tak, jakby chciała jej zdradzić największą tajemnicę. - Mam umówioną wizytę u fryzjera i manikiurzystki. – spojrzała na swoje dłonie, a po chwili na dłonie koleżanki – Swoją drogą, też by ci się przydała taka wizyta, Magda. Jeśli chcesz, to dam ci numer mojej kosmetyczki. Co ty na to? - Nie… raczej nie, ale dzięki za troskę, Ulka. Wiesz, teraz będę miała sporo roboty i to takiej, że wizyta u kosmetyczki byłaby tylko marnowaniem pieniędzy. - A, no tak, zapomniałam, że się przecież wprowadzasz teraz do nowego domu! – Ulka klepnęła się dłonią w czoło aż podskoczyły jej kosmyki rudych włosów. – Nie żałujesz, że kupiliście dom na wsi? Będziesz miała teraz kawał drogi do pracy, nie? Magda potrząsnęła przecząco głową - No co ty! Tam jest wspaniale: cisza, spokój, zdrowe powietrze… Czego więcej można chcieć? A do pracy będę miała co najwyżej piętnaście kilometrów, to nie jest tak daleko przecież. - Ja chyba jestem zbyt wielkim mieszczuchem, nie mogłabym mieszkać na wsi… - Ula zamyśliła się przez chwilę. – Ale przecież ja cię teraz zatrzymuję niepotrzebnie, a pewnie się spieszysz do nowego domciu! Dobra, już ci nie przeszkadzam! Leć już! - No to do zobaczenia w poniedziałek! Miłego weekendu, Ulka! - I nawzajem! Nie przemęcz się tam za bardzo przy tej przeprowadzce, ok? Magda zaśmiała się krótko. Cmoknęła Ulę w policzek i wyszła z biura. Na parkingu znalazła swojego starego golfa, wrzuciła na tylne siedzenie torebkę i usiadła za kierownicą. Nie ruszyła jednak tak od razu, lecz najpierw przez chwilę siedziała w ciszy i spokoju. Przypomniała sobie te wszystkie miesiące, w czasie których próbowała wraz z Pawłem, swoim mężem, sprzedać ich mieszkanie w mieście i poszukać czegoś na wsi. Było ciężko, ale w końcu się udało i nareszcie mogą się wprowadzić do swojego nowego domu. Kiedy pojechali tam pierwszy raz, Magda od pierwszego wejrzenia zakochała się w tym domu i w okolicy. Co prawda otoczenie było nieco zaniedbane, bo dom przez pewien czas stał pusty, więc trzeba będzie się zająć zarośniętym ogródkiem, ale to dopiero później. Pierwszeństwo ma sam dom i wszystko, co jest związane z przeprowadzką. Ogródek i jego oczyszczanie z krzaków to przecież nie taka pilna sprawa. Magda ocknęła się z zamyślenia i uruchomiła silnik. Wyjechała z parkingu przed biurem i włączyła się do ruchu. Tym razem jednak skręciła w przeciwnym kierunku do tego, jaki obierała zazwyczaj. Zamiast w kierunku centrum miasta, pojechała w kierunku wsi, ku swojemu nowemu życiu.

Jadąc cały czas z dozwoloną prędkością mogła sobie pozwolić na oglądanie krajobrazu, który się rozciągał po obu stronach krajowej „siedemnastki”. Pola, łąki, całe morza falujących zielonych traw… Takie to wszystko było dla niej nowe, inne niż te wszystkie do tej pory oglądane przez nią bloki w kolorze szarości i odrapane fasady kamienic, z których płatami odpadała farba wraz z tynkiem, co Magdzie kojarzyło się z widokiem osoby cierpiącej na jakąś zaawansowaną łuszczycę. Po przejechaniu mniej więcej dziesięciu kilometrów Magda zjechała na boczną szosę. Tutaj nawierzchnia nie była już tak równa jak na drodze krajowej. „No cóż, trzeba będzie się przyzwyczaić.” – pomyślała. Nieco zwolniła, żeby móc spokojnie i bez ostrych szarpnięć omijać dziury w jezdni. Jechała tędy dopiero kilka razy, a teraz po raz pierwszy jako kierowca, nie bała się jednak, że zgubi drogę, bo właściwie nie było tutaj jakichś rozwidleń, więc miała pewność, że jedzie dobrze. A w razie czego miała dzwonić do Pawła. Pamiętała, że ma przejechać koło lasu, który widziała już nawet przed sobą po lewej stronie. - Tylko pamiętaj, żeby tam przy lesie uważać na zakręcie, bo jest dosyć ostry, a z przodu zawsze może ci wyjechać jakiś szaleniec! – odezwały jej się w głowie słowa Pawła. - Pamiętam, pamiętam.- odpowiedziała na głos i po sekundzie uświadomiła sobie, że przecież jest sama w samochodzie. - Głupia! Już z tej radości gadasz sama do siebie! – powiedziała znowu na głos i zachichotała. Po drodze podziwiała małe, spokojne domki, niektóre częściowo ginące wśród krzaków bzu lub jaśminu. Obok prawie wszystkich domów rosły jakieś drzewa owocowe: jabłonie, wiśnie, czereśnie, mirabelki czy śliwki. „U nas też tak będzie!”, postanowiła w myślach. „Może kiedyś, jak będziemy mieli dzieci, będą miały frajdę, że mogą sobie ot tak, po prostu wyjść do ogrodu i zjeść coś zdrowego i słodkiego. Ja tak dobrze nie miałam. Żeby coś takiego dostać, musiałam sobie to kupić. Moje dzieci muszą mieć lepiej!” Jadąc obok lasu starała się uważnie patrzeć na drogę, by nie dać się zaskoczyć w razie, gdyby rzeczywiście zza zakrętu wyskoczył jakiś szaleniec, przed którym ostrzegał Paweł. Kątem oka zauważyła, że w rowie oddzielającym las od jezdni bawiła się mała ciemnowłosa dziewczynka. Długie, kruczoczarne warkocze, przewiązane były niebieskimi wstążkami. Dziecko mogło mieć jakieś pięć lat i, zdaniem Magdy, było troszkę za lekko ubrane jak na taką pogodę. Co prawda świeciło słońce i na niebie nie było żadnej chmurki, pojawiały się jednak od czasu do czasu dosyć silne podmuchy wiatru, które sprawiały, ze temperatura odczuwalna była o wiele niższa od rzeczywistej. Dziewczynka natomiast miała na sobie tylko spodenki-ogrodniczki z kieszonką na piersiach. Spod szelek nie wystawały jednak rękawki żadnej bluzeczki, co Magdę lekko oburzyło. „Ciekawe, gdzie jest matka tego dziecka. Nie dość, że pozwala się bawić małej tak blisko szosy, to jeszcze tak lekko ją ubrała! Gdybym ja była matką tej dziewczynki, na pewno nie pozwoliłabym, by moje dziecko było narażone na jakieś przeziębienie, a może nawet zapalenie płuc!”. Magda z oburzeniem pokręciła głową. Kiedy jednak zbliżyła się do miejsca, gdzie wcześniej była dziewczynka, dziecka już tam nie było. Na krzaku dzikiej róży, który rósł w przydrożnym rowie, trzepotała na wietrze tylko jedna samotna niebieska wstążka do włosów. „Dziwne…”, pomyślała Magda. „Może pobiegła gdzieś do lasu… A to jeszcze gorzej świadczy o matce!”, z oburzeniem potrząsnęła burzą ciemnobrązowych włosów i dodała nieco gazu. Po mniej więcej siedmiu minutach zaparkowała przed lekko zardzewiałą bramą wjazdową. Zauważyła, że na podwórku kręcił się już Paweł wraz z ludźmi od przeprowadzek. Właśnie kończyli rozładowywać ostatnie rzeczy z samochodu dostawczego. Piętnaście minut później mężczyzn już nie było, a Paweł i Magda zostali sami z całą masą obowiązków do wykonania. Mimo wszystko byli szczęśliwi, że rozpoczynają nowe życie w nowym miejscu. Przez całe popołudnie i wieczór Paweł i Magda ustawiali meble i rozpakowywali niezliczone pudła. - Skąd się tego tyle nabrało? – zapytał w pewnym momencie Paweł, ocierając pot z czoła. – To wszystko na pewno nasze? Może to ci faceci od przeprowadzek nam coś podrzucili? - Niestety, kotku, ale to wszystko należy do nas i musimy sobie z tym poradzić sami. – Magda się uśmiechnęła i pocałowała Pawła w sam czubek nosa. W ferworze rozpakowywania się Magda całkiem zapomniała o dziecku przy drodze. Dopiero wieczorem sobie o nim przypomniała, gdy jej wzrok padł przypadkiem na starą huśtawkę. Akurat przesuwali szafę, która miała być ostatnia tego dnia, gdy nagle wyjrzała przez okno na stary, zaniedbany ogród. Krzewy i chwasty osiągnęły już wysokość dorosłego mężczyzny, a niektóre były jeszcze wyższe. Pośród wybujałych, od dawna nie przystrzyganych krzaków róż zobaczyła wystające czubki czegoś, co przypominało skrzyżowane u góry drewniane drągi. Gdy przyjrzała się lepiej zobaczyła również poprzecznie ułożoną na prowizorycznych stojakach belkę, z której zwisały stare, zardzewiałe już łańcuchy. Po całym dniu mocnych podmuchów wiatru wieczór był wyjątkowo spokojny i nawet najdrobniejszy listek nie poruszał się w ogrodzie. Również huśtawka zwisała smętnie i żadna siła nią nie poruszała. - Paweł, zobacz – Magda przestała przesuwać mebel. – Czy to nie jest przypadkiem huśtawka? Paweł przecisnął się między ukośnie stojącą szafą a ścianą i podszedł do okna. - Rzeczywiście. Wiesz, jak zechcesz, to później mogę powycinać te krzaczory i trochę ją odnowić. Albo w ogóle wstawić nową, bo ta nie wygląda na bezpieczną. Na pewno już drewno zbutwiało. - Naprawdę mógłbyś to zrobić? – Magdzie oczy zabłysły jak małemu dziecku na widok prezentów pod choinką. – Jesteś kochany! Rzuciła się na szyję Pawłowi i natychmiast go puściła, by pobiec do kuchni. W prawie polowych warunkach udało jej się wynaleźć na szybko coś do zjedzenia na kolację. Zjedli w blasku gołej żarówki smętnie zwisającej pod sufitem. Magda postanowiła, że założenie żyrandola w kuchni będzie jutro jej najważniejszym obowiązkiem, bo jednak sama żarówka bez abażuru nie daje takiego poczucia domowego ciepła. Szczerze mówiąc czuła się w jej blasku nieco nieswojo, prawie jak w koszarach na starych filmach wojennych… Po całym dniu męczących zajęć obydwoje byli bardzo zmęczeni. Ułożyli się więc na podłodze, na której uprzedni rozłożyli karimaty i śpiwory. Łóżka służyły niestety chwilowo jako skład pudeł i mniejszych mebli, więc nie mogli z nich skorzystać. Byli jednak tak wyczerpani, że nie zwracali uwagi na brak wygód. Przed snem Paweł uchylił jeszcze okno w sypialni, bo w pomieszczeniu zrobiło się bardzo duszno. Niewiele to jednak pomogło, gdyż na zewnątrz nadal nie było najlżejszego nawet podmuchu. - Paweł… - Magda zagadnęła spod swojego śpiwora. - Hmm? – usłyszała mruknięcie zza swoich pleców. - Śpisz? - Nie. Jeszcze nie. - Wiesz, jadąc tutaj spotkałam po drodze małą dziewczynkę. Była naprawdę śliczna. Taka mała czarnulka. I wiesz co? Jak się tak zastanowię teraz, to mogę powiedzieć nawet, że była nieco do ciebie podobna. - To dlatego była śliczna. – zaśmiał się Paweł. - Ale ja mówię poważnie! – Magda usiadła w swoim śpiworze. – Wyglądała tak na jakieś

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
HUŚTAWKA — czytnik · opowiadania