Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 12 min czytania

Hydraulik

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Obserwując dom, Harry palił papierosa. Powoli, flegmatycznie zaciągał się i wypuszczał z ust równe kółka dymu. Co jakiś czas strzepywał popiół wprost na chodnik. Drugą rękę włożył do kieszeni kombinezonu. Miał na sobie swój zwykły niebieski uniform, spodnie na szelkach i czerwoną, flanelową koszulę w kratkę. Czapka, którą chronił głowę przez cały upalny dzień, teraz nie była mu już potrzebna, więc zawiesił ją na sztachecie pobliskiego płotu. Słońce dopiero co zaszło i wieczorne niebo nabrało krwawej barwy. Patrzył, jak w oknach domu zapalają się pojedyncze światła na parterze. Za kuchennymi firankami dostrzegał zarysy krzątających się wewnątrz postaci. Stał zaledwie po drugiej stronie wąskiej uliczki, więc doskonale słyszał podniesione głosy z wewnątrz. Rozróżniał tubalny, podniesiony męski głos i piskliwe krzyki kobiety. Kiedy awantura rozgorzała na dobre, do wrzasków dołączyły dźwięki rzucanych przedmiotów. „Niezła jatka” pomyślał Harry, zawieszając leniwy wzrok na samochodzie stojącym pod domem. Był to jasnoczerwony ford. Nie mógł mieć więcej, niż 5 lat, myślał Harry, patrząc na stan blachy. Ponadto był czysty i lśniący, jak spod igły. Że też taki piękny samochód trafił na takiego przygłupa. O tak, ten właściciel musiał być kompletnym idiotą. Harry przyglądał mu się przed południem, kiedy wyszedł przed dom i próbował zmienić koło. Miał zupełnie nieodpowiedni klucz i na siłę próbował odkręcić śruby. Chyba nigdy wcześniej nie robił tego sam. Albo składał regularne wizyty w warsztacie, albo dopiero co kupił swój pierwszy samochód. Nieważne. Faktem, że w ogóle się na tym nie znał. Po dwudziestu minutach bezsilnego mocowania się z kołem ustąpił. Harry obserwując go, cały czas miał ochotę krzyknąć, żeby wziął inny klucz. Nie zrobił tego, ale postanowił sobie, że nauczy go, jakiego klucza powinno się używać. Wbije mu to do głowy. Dosłownie. Albo ta jego żona. Wisi pół dnia na telefonie, paplając w otwartym na oścież oknie. Drze się tak, że słychać ją na całej ulicy. Jakby to kogoś obchodziło? Teraz znowu ma jakieś pretensje. Chociaż, skoro ma za męża tego kretyna, w sumie nie ma się czemu dziwić. Rozległ się brzęk tłuczonego szkła i krzyki ustały. Harry dopalił papierosa do końca i rzucił peta pod płot. Zdjął ze sztachety czapkę i rozejrzał się w górę i w dół ulicy. Było pusto. W sąsiednich domach również pozapalano światła, lecz na zewnątrz nie było nikogo. Pomimo, że cały dzień był parny, a wieczór swym chłodem przyniósł ulgę. W domu zapadła cisza. Harry obserwował, jak na piętrze zapala się światło, a w oknie pojawia się kobieca postać. No tak, to ta pinda. Wyryczała się na faceta, a teraz ryczy w samotności. Nieważne. To był dobry moment. Harry przeszedł przez ulicę. Towarzyszył mu metaliczny brzęk narzędzi sterczących z jego spodni na szelkach. Minął forda, patrząc na niego z uznaniem, a nawet z lekką nutą współczucia i stanął przed frontowymi drzwiami. Naciśnięty dzwonek zabrzmiał ostro i przeszył panującą ciszę niczym alarm. Harry zerknął do góry. Światło na piętrze wciąż się paliło. Świetnie. Wbił rękę w tylną kieszeń spodni, szukając odpowiedniego narzędzia. Wydobył żelazny klucz i przyjrzał mu się uważnie. Tak, to ten. „Zapamiętasz, czym się odkręca koła, palancie” Drzwi otworzyły się bezgłośnie i stanął w nich mężczyzna. Był mniej więcej tego samego wzrostu, co Harry. Jego łysa głowa błyszczała się w mętnej poświacie żarówki świecącej w przedpokoju. Zmierzył postać hydraulika podejrzliwym spojrzeniem. - Czego? - To tutaj rura nawaliła – rzekł Harry, bynajmniej nie pytającym tonem. - Rura? – powtórzył tamten z głupkowatą miną. – Jaka rura? - Taka, cioto. Wraz z ostatnim słowem uniósł rękę trzymającą klucz i wziął szeroki zamach. Trafił go wprost w czubek głowy. Krew trysnęła równo na boki. Uderzenie było tak silne, że koniec klucza utkwił w pogruchotanej czaszce mężczyzny. Ten zmrużył oczy i zachwiał się. Harry przytrzymał go, choć z niemałym trudem, aby nie upadł. Zamarł i przez moment nasłuchiwał. Cisza. Na piętrze spokój. Rzucił krótkie spojrzenie w dół i w górę ulicy. Nikogo. Zrzucił bezwładne ciało w gąszcz rosnących obok ścieżki krzaków tak, że nie było go widać. Wszedł do domu. Przeszedł przez hol. Mijając otwarte drzwi do pomieszczeń, zaglądał do nich ostrożnie. W jednym z nich stał włączony telewizor, jednakże nikt go nie oglądał. „Przerwałem ci niedzielny serial? Jakże mi przykro.” Szedł bardzo cicho, by nie narobić hałasu. Co jakiś czas czujnym okiem spoglądał na schody wiodące na piętro, lecz nikt się nie pojawił. Wreszcie, na końcu korytarza znalazł kuchnię. Wszedł do niej. Nie bacząc już na hałas, podszedł do zlewu i otworzył szafkę pod spodem. Wydobył narzędzia z kieszeni i rzucił je na posadzkę. Rozległ się głośny dźwięk, kiedy zabrzęczały o kuchenne kafelki. Wziął jedno z nich do ręki i, pogwizdując wesoło, zabrał się do pracy. Nie przerwał nawet wtedy, gdy usłyszał kroki na schodach. Dopiero krzyk sprawił, że odwrócił głowę w kierunku drzwi. - CO pan tu robi? Ujrzał kobietę w szlafroku i papilotach. Jej mina wyrażała przerażenie na widok obcego w domu. - Spokojnie, pani kochana – powiedział Harry – rurę naprawiam. - Rurę? – rzekła wzburzonym tonem – co mi pan tutaj opowiada? Nie trzeba naprawiać żadnej rury! Harry zmierzył ją chłodnym spojrzeniem. - Proszę pani – proszę mi tu kitu nie wciskać, bo że trzeba ją naprawić, to ja widzę. A w końcu się na tym znam. Dawno nie widziałem tak zapchanej rury. Uspokoiła się i spytała niepewnie: - Naprawdę? - Słowo honoru, pani kochana. Jak jej nie naprawie, to będzie źle. - Ale... ja nikogo nie wzywałam! - Spokojnie, wszystko gra.... mąż wezwał. Obejrzała się w stronę holu. - Mąż? Eee... Charles?…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Hydraulik — czytnik · opowiadania