Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Hobby · 8 min czytania

I na dodatek bez tytułu...!

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I na dodatek bez tytułu...!

- Rozkosznie tu u was. – Powiedział z szerokim uśmiechem mężczyzna w średnim wieku o przywykłej do słońca twarzy. - Dobrzeście to ujęli, imć obierzyświacie. – Zabełkotał sołtys Swędzipchełek. – Iście... – westchnął, spoglądając przed siebie. Sołtys, obierzyświat i jeszcze jeden mężczyzna siedzieli w jedynej gospodzie, w całej wsi. Było pusto. chłopi poszli pracować w pole. „Ot, utrafił w samo sedno” – pomyślał milczący mężczyzna, stojący obok sołtysa. Wyglądał przez otwarte drzwi na jedyną ulicę wsi. Pusto. Tylko wiatr leniwie błąka się pomiędzy siołem, jakby leniwie... - To co? Znajdzie się jaka praca dla mnie? – Zapytał poraz wtóry przyjezdny. - Panie... nie uświadczysz tu, we wsi, żadnego wiktu. Sam przeto widzisz; mamy jedną gospodę, trzy bordele, kowala i strumień. - A jeśli o domy rozpusty idzie, uświadczysz panie u nas całej wielości chorób. A i uzdrowiciela ci u nas brak, takoż, kiedy niedomoga cię zmoży, samotrzeć trza ci se będzie poradzić. – Odezwał się małomówny jegomość w pikowanym kaftanie, stojący obok Swędzipchełka. - Wieśniacy mówili, jeśliście dalej zainteresowani chałturą, że nieopodal strumienia gigantyczny wij poluje. Ludziska gadają, że pijawa wielka jest...! - Ile? – Zapytał po chwili milczenia podróżnik. - Ile...? – Zapytał wójt swego przybocznego. - Mówią, że ze dwa metry to on w pionie miał... - Jeno mi o cenę, nie o gabaryty monstra idzie! - Kilku mówi o cenie sięgającej trzech nocy w bordelu „Rozkoszna noc”. Łeż to i kłam; „Rozkoszna noc” to bordel o wielkiej renomie. – Tutaj sołtys zrobił długą, efektowną pauzę, podczas której pociągnął długi łyk piwa. – A co za tym idzie, bardzo drogi. Mię, jakąż pełnię funkcję, to wiecie, ledwoż byłoby stać na najtańszą zawszoną pół-elfkę... I to po całym roku oszczędzania! A gdzie tu, cała wieś... Eh. Rzeknę ci ja tak, jako, że spróbujecie się z plugastwem i je utrupicie, takoż licząc od dnia jutrzejszego, caluśki tydzień możecie panie w tej gospodzie spędzić, za darmo. A i ja, z mego mieszka uszczknę grosz lub dwa. - Co się tak krzywicie panie? – Zapytał małomówny. – Toż to tylko tak ludziska gadajo... Jeden bies wie, czy to monstrum ma te dwa metry... - Oj, panie kowal, gorzej z wami? A ja was za mądrego człeka miałem. – Pokręcił głową sołtys, dziwiąc się głupoty kowala. – To ten mój mieszek tam mu lico powykręcał. Widać przecie, obejście biedne, więc co do tych groszy, to prawda musiała być niechybnie. Alem tak tylko powiedział, nie denerwujcie się panie. – Sołtys porozumiewawczo skrzywił lewą część twarzy, co miało prawdopodobnie obrazować dyskretne mrugnięcie okiem. Nieznajomy się zgodził. Wieczorem jeszcze zaszedł do kuźni, pożyczył osełkę. Nad ranem przyniusł ją z powrotem. U boku miał miecz, na sobie kolczugę, o okach większych niźli ludzkie oko (kowal zastanawiał się później, czy to aby na pewno z metalu ją zrobiono). - Idę. – Powidział po krótkiej chwili milczenia. Nie doczekawszy się żadnej reakcji ze strony kowala, poszedł. Po chwili wrócił. - E... Którędy nad ten strumień...? – Zapytał jeszcze. - Idźcie panie prosto, podług ścieżynki, po tej, która z pozoru do latryny prowadzi. Tej za gospodą. Wnet wyjdziecie na strumień... · „...wyjdziecie na strumień.” – przypomniał sobie słowa kowala, patrząc na strumień błota, wolno sunący przed nim. [Nie, to nie rzeka Ankh!] Był obieżyświatem, podróżnikiem, poszukiwaczem przygód... Niejedno państwo odwiedził, z niejednym przeciwnikiem przyszło mu stanąć na długość miecza, ale po raz pierwszy słyszał, żeby ktoś określił coś takiego mianem strumienia! Ale jak się po chwili okazało, bagno nie było strumieniem; był to kanał odpływowy z latryny, o czym przekonał się już ostatecznie, pociągając nosem. Właściwy ciek okazał się być położony dalej, za wysokimi krzakami tarniny. „Śpiew...?” – pomyślał, a słuch go nie zawodził. Kiedy odgarnął ręką krzaki, okazało się, iż w strumieniu zanużona do pasa kąpała się młoda

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
I na dodatek bez tytułu...! — czytnik · opowiadania