Historia · 18 min czytania
i nakazuję wam kochać się wzajemnie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
"I nakazuję wam kochać się wzajemnie" czyli historia podwójnego buntu
Prolog
Nazywał się Adam. Miał długie opadające na plecy blond włosy i błękitne jak ocean oczy. To były piękne oczy. Jego ciało wyglądało jak ciało młodego boga, piękne, jakby wyrzeźbione przez Michała Anioła. Uśmiech... Jego nie da się opisać. Ten uśmiech nie urzekał, on zniewalał. Zniewalał pięknem, szczerością i niewinnością. Miał niespełna siedemnaście lat. Był kimś! Kimś jedynym w swoim rodzaju. Wiedział o tym. Wszystko co kiedykolwiek miało okazje spojrzeć w jego oczy także o tym wiedziało. Bo on był nie tylko wspaniały i piękny. Jego po prostu znał każdy. A Bóg wiedział, że był dobry.
Nie wiedziała skąd się wzięła. Obudziła się na trawie. Na soczystej, świeżej trawie. Słońce delikatnie głaskało jej policzki. Otworzyła oczy i pierwsze co zobaczyła, to on. Mężczyzna. Siedział nieopodal i patrzył się na nią z takim zainteresowaniem jakby pierwszy raz w ogóle widział człowieka. Czy tak wyglądał Bóg? Czy to Bóg tak uważnie się jej przyglądał? Czemu Bóg miałby się jej przyglądać? Znał ją... Znał bardzo dobrze, więc czemu? To nie mógł być Bóg. - Ta jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała - powiedział młodzieniec i podał jej rękę, żeby wstała. Kiedy stali obok siebie, w końcu miała okazję mu się przyjrzeć. Był piękny... Taki męski, a jednocześnie tak niewinny jakby nie wiedział co właściwie robi na tym świecie. Był jak Bóg. I tylko jednego brakowało mu do boskiej chwały. Mądrości...
Bóg powiedział, że nie wolno im jeść owoców z drzewa poznania dobra i zła. Powiedział, że jeśli choć ugryzą ten owoc, umrą. Tylko nie do końca wyjaśnił czym była ta śmierć.
Kiedy przyszedł wąż i powiedział, że mogą zerwać owoc, poczuli w sobie boską moc. Poczuli, że ma rację. I pomarli...
1
Część 22 / 3
Czym jest bunt? Tego do końca nie wiadomo. Bunt jest to świadome i celowe wystąpienie przeciw jakimś prawom, nakazom. Bunt, to zaprzeczenie jakimś ogólnie przyjętym racjom. Postawa buntownicza to postawa stojąca w opozycji do czegoś, lub kogoś. Przykładem buntownika może być mityczny bohater - Prometeusz, który wykradł bogom święty ogień i podarował go ludziom, aby ci nie zginęli pożarci przez zwierzęta. Buntownikiem był także Konrad z dramatu "Dziady" Adama Mickiewicza, gdyż zarzucał Bogu, że zapomniał o Polakach i że Jego moc nie jest tak wielka jak wszyscy sądzą. Stawiał się na równi z Bogiem, aby w kultowym momencie wielkiej improwizacji uznać siebie za wyższego i silniejszego niż sam Bóg. Buntowniczką była wreszcie Antygona, która przeciwstawiała się nakazom króla Kreona. Robiła wszystko by godnie pochować brata, łamiąc rozkaz królewski. Swoje racje przypłaciła życiem. To tylko nieliczne przykłady buntowników w literaturze. Czy jednak bunt tylko w ten sposób może się ujawnić? Czy tylko tak rozumiany bunt jest buntem? Czy bunt zawsze związany jest z nienawiścią?
2
- Przepraszam! Ile za tę gazetę? - na ladę spadł najnowszy numer czasopisma "Charaktery". - Dziewięć pięćdziesiąt. - A jeszcze niedawno kosztowała nieco ponad osiem. Czemu wszystko idzie tak kolosalnie do góry? - Pewnie po to, żeby biedny student miał na co wydawać ciężko zarobione pieniądze. - Skąd pani wie, że jestem studentem? - Nie wiem. Mówiłam to raczej o sobie. - A gdzie pani studiuje? - Na Uniwersytecie Warszawskim. - Naprawdę? A co takiego? - A czemu to tak pana interesuje? - Przepraszam. nazywam się Wiktor i też studiuję na UW. Jak nietrudno się domyśleć psychologię. - Naprawdę? Na którym roku? - Na trzecim. - Ja też studiuję psychologię, ale na drugim roku. Dziwne, że nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy. - Sam nie wiem. Podszedłem tutaj, bo pani twarz wydała mi się znajoma, więc może jednak kiedyś już panią spotkałem... - Naprawdę? Właściwie, to mnie też wydaje się, że gdzieś już pana widziałam. Często pan tu przychodzi? - Tutaj jestem pierwszy raz, ale pewnie minęliśmy się nieraz na korytarzu i stąd to wrażenie. - Pewnie ma pan rację. - Proszę nie mówić do mnie per "pan". Nie jestem aż tak stary. - Ale czy to wypada? - Pięknym kobietom wszystko wypada. - Słucham? - Powiedziałem... - Tak. Wiem... Słyszałam. Ale pierwszy raz słyszę coś takiego z ust mężczyzny. - No to widocznie nie spotkała pani do tej pory mężczyzny takiego jak ja. No to jak ma pani na imię, jeśli mogę zapytać? - Karolina. - Jakoś nie pasuje do pani to imię. Tu pasuje imię pełne finezji, dobrego smaku... Jakby pieszczoty. - Pan jest poetą? - Raczej marnym. Ale mogę spróbować coś napisać jeśli zgodzisz się pójść ze mną na kawę... Zgodziła się.
*** Nie zajęło im długo odkrycie, że są dla siebie stworzeni. Jeden spacer, kolacja i już wiedzieli czego od życia oczekują. Nic dziwnego, że po kilku spotkaniach Wiktor oświadczył się Karolinie i od tamtej pory zaczęli planować wspólny ślub…
3
- Czy wiesz, co jest w życiu najważniejsze? - Myślę, że wiem. - Więc co? - Szczęście. - Szczęście? Tak po prostu? - Nie. Nie tak po prostu. Szczęście. To wystarczy. - A co jest szczęściem dla ciebie? - Szczęście to … życie. Szczęście to możliwość wyboru co dzień innej drogi… Możliwość naprawienia swoich błędów. Możliwość podążania w dowolnym kierunku… - Wolna wola? - Tak. Chyba to właśnie dla mnie jest szczęściem.
- Wyglądasz pięknie. – uśmiechnął się do niej próbując tym samym jakby dodać jej otuchy. Denerwował się. Ona na pewno też. Było w ich działaniu tyle pewności i tyle lęku zarazem. Skąd ten lęk? Nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Wszystko potoczyło się tak szybko. Jakby ktoś w górze wiedział co ich czeka. Jakby czekał tylko, aż się spotkają, a potem… Potem tylko uśmiech, ślub, wesele … i życie. - Czy ty Karolino bierzesz sobie tego oto Wiktora Protosa za męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz, że go nie opuścisz aż do śmierci? - Tak - w jej głosie nie było słychać niepewności. Nie było słychać lęku ani fałszu. Jej głos brzmiał delikatnie, ale stanowczo. To podniosło go na duchu. - Czy ty Wiktorze, bierzesz sobie tę oto Karolinę Mulier za żonę i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że jej nie opuścisz aż do śmierci. - Tak. Mieli ochotę skoczyć sobie w ramiona. Niestety. Tradycji musiało stać się za dość. Odczekali do końca uroczystości, wiedząc, że przed nimi całe życie u swego boku. Ta myśl była piękna i straszna zarazem.
Część 33 / 3
4
- Miałeś wątpliwości? - Kiedy? - Wtedy. Przed ołtarzem. Wtedy kiedy przyrzekłeś mi wierność do końca. - Nie. Coś ty? Ja już wiedziałem. - Co takiego wiedziałeś? - Że jesteś moja. Byłaś moja nie od wtedy. Byłaś moja od zawsze. Odkąd świat wiedział, że się narodzę, już byłaś mi pisana…
- Dostałem pracę! – krzyknął stojąc w drzwiach rozradowany Wiktor. Zewnętrznie rozpierała go duma. Czuł się wspaniale. Wiedział, że Karolina też będzie dumna. Zawsze wspierała go w tym co robił. Zawsze stała po jego stronie. Tym razem jednak coś się zmieniło. To coś zapowiadało koniec sielanki jaką wspólnie zamierzali sobie stworzyć. - Wiktorze. Musimy poważnie porozmawiać. – powiedziała nie patrząc mu w oczy. Głowę miała schyloną. Twarz spuchniętą od płaczu. - Co się stało? – przeląkł się. Ogarnął go nieopisane lęk. Lęk, jakby miał zaraz coś stracić. Jakby spełniły się jego najgorsze oczekiwania. - Byłam dziś na badaniach u doktora Starzyńskiego. Okazało się, że jestem w ciąży… - urwała. On stał jakby go wmurowało w ziemię. Tego się nie spodziewał. - … A ja nie wiem czy powinnam urodzić to dziecko… - dodała pod nosem. Podświadomie nie chciała, żeby to usłyszał. On jednak w tej chwili wyostrzył wszystkie zmysły i dotarły do niego te straszne słowa. - Co ty mówisz? - Mam bardzo złe przeczucia… Coś mówi mi, że stanie się coś złego…
Nie dokończyła. Wtedy uderzył ją po raz pierwszy…
5
- Wiesz… Miałam sen. W tym śnie spadaliśmy gdzieś, w jakąś nieskończoną otchłań. Coś jakby wciągało nas do jej środka. Płakaliśmy. Łapaliśmy się wszystkiego czego tylko można było, ale nie mogliśmy. Za każdym razem gdy natrafialiśmy rękami na coś twardego, to coś kruszyło, rozpadało się w naszych rękach. W tym śnie bałam się, ale jednocześnie to co się działo było takie ekscytujące. W myśli zadawałam sobie pytanie „Gdzie spadniemy”… Ale nie dowidziałam się. Obudziłam się zanim upadliśmy…
24 grudnia 2006 roku przyszły na świat bliźniaki. Nadano im imiona Kacper i Adam. Wiktor i Karolina nie posiadali się ze szczęścia. Ona lubiła siadywać nad kołyską i wpatrywać się w swoje małe pociechy. On, zawsze po pracy nosił je na rękach tak długo, aż nie usnęły. A kiedy usnęły, delikatnie kładł je do łóżeczka i najciszej jak tylko mógł wycofywał się zawsze zostawiając otwarte drzwi. Nie wiadomo właściwie kiedy Wiktor i Karolina przestali ze sobą rozmawiać. To stało się tak samo nagle jak wszystko co wiązało się z nimi. Nie było momentu, który mógł by ich przygotować na uderzenie pioruna. On po prostu uderzał z niespotykaną siłą. Karolina z…