Akcja · 8 min czytania
I Nastała Ciemność
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ulice pustoszały, a szalony wiatr rozganiał do domów desperatów którzy zdecydowali się wyruszyć na spotkanie bezgwiezdnej nocy. Chłód krążył bezustannie szemrząc swoją ponurą pieśń wywołującą dreszcze na całym ciele. Może to zimno, a może strach przed tym co nieznane i tak nieodgadnione co czai się za każdym zakrętem i czeka ukryte gdzieś zakamarkach naszego umysłu powodowało drżenie serc. Chodnik niby stworzony do tego by po nim chodzić i szukać własnej ścieżki którą pragnie się podążać, tej nocy zwodził i prowadził wprost w ramiona samotności. Bowiem tylko w czystej swej postaci samotność była w stanie nie zagubić się w tym nocnym labiryncie, na w pół wyimaginowanym, na pół rzeczywistym. Jednak jedna istota kroczyła przygarbiona przez tą zimną noc do jakiegoś odległego celu i nawet zwodniczy chodnik po którym szedł bał się sprowadzać go na inną ścieżkę jakby pod groźbą utraty życia, którego przecież w betonowych płytach nie ma za grosz. Czarny, skórzany płaszcz falował na wietrze, a istota wybijała stały rytm wysokimi butami. Długich włosów wiatr nie śmiał dotykać jakby były zagrożeniem dla jego jestestwa, a chuda sylwetka mężczyzny odcinała się na tle kolorowych witryn sklepowych i plakatów poprzyklejanych byle gdzie na szarych murach wyznaczających granicę egzystencji ludzi. Latarnie przygasały gdy postać mijała je szybkim krokiem. Blask, który ludzie uważali nocą za promień nadziei lub bezpieczną przystań, dla mężczyzny był po prostu światłem elektrycznym drażniącym jego oczy. Strzępy gazet w których coraz więcej było nekrologów niż wiadomości z cichym szelestem dawały się ponieść wiatrowi który przybierał na sile. Młoda dziewczyna, której los wypisany był na wychudłej twarzy i zaznaczony na wytartej za krótkiej spódniczce zwróciła wzrok na czarną postać zbliżającą się do niej. Na początku nie dostrzegała wyraźnie i nie czuła nic poza zimnem atakującym jej chude odkryte nogi i zapadłe policzki. Gdy postać zbliżyła się dostatecznie blisko dziewczyna wydała z siebie zduszony okrzyk. Skóra bielsza niż śnieg i przeraźliwie czerwone oczy z pulsującymi czarnymi źrenicami mężczyzny w płaszczu zmroziły jej krew która do niedawna pompowała w niej jeszcze resztki ciepła. Zimno jakie czuła przedtem w porównaniu ze spojrzeniem które napotkała przed chwilą było niczym bryza morska w gorący dzień. Mężczyzna zatrzymał się przed przestraszoną dziewczyną i świdrował ją swym niezwykłym spojrzeniem. Z jego ust wydobył się głos który, jak pomyślała dziewczyna, był niezwykle stary lecz dziwnie śpiewny, a chrypa dodawała mu tylko pewnego uroku, choć pewnie mogła bez problemu skuć lodem każde serce. - Riverside 13. Wiesz gdzie to jest? Głos dziewczyny ugrzązł gdzieś w krtani i za nic w świecie nie chciał wyjść na tą mroźną noc. Patrzyła się w te niezwykłe oczy, a pytanie odbijało się jej w umyśle niczym echo. Dlaczego nie mogła się odezwać, ruszyć, uciekać? Nie miała pojęcia. - Jeśli nie wiesz to trudno. Mężczyzna uśmiechnął się do niej i całe zimno znikło. Fala gorąca spłynęła na nią rozgrzewając skostniałe ciało. Niewiadomo czemu zamknęła na chwile oczy. Gdy z powrotem spojrzała przed siebie zobaczyła jak czarny płaszcz faluje lekko kilka metrów dalej, znikając w gardle coraz czarniejszej nocy. Nie wiedziała z jakiego powodu ale pobiegła za nieznajomym wystukując szaleńczy rytm burami na obcasie. Czarna postać odwróciła się i czekała. Wiatr nie śmiał już także dotknąć dziewczyny, dostał zakaz. Kto śmie rozkazywać siłom natury? Na pewno ktoś silniejszy od nich. Wiatr zaryczał gniewnie i skierował swą złość na budynki które ani myślały ustąpić jego wściekłości. - Prosto aż do portu a potem w lewo przy barze. Nie mogła złapać oddechu lecz była dziwnie szczęśliwa i spokojna. Ta noc jest dziwna.…