Fantastyka · 7 min czytania
I Nastała Ciemność. Dokończenie pierwszego opowiad
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Obudziła się w wielkim łóżku. Miała na sobie satynową piżamę a śniadanie czekało na stoliku obok łóżka kusząc swym niesamowitym zapachem. Rzuciła się za jedzenie. Czuła się tak jakby nie jadła od wieków. W połowie posiłku zaczęła rozglądać się po pokoju. Głód zaćmił jej oczy bo nie zdała sobie na początku sprawy z tego że pokój w którym się znajduje jest większy od jej mieszkania w slumsach. Portrety spoglądały na nią nieruchomym wzrokiem a gobeliny przedstawiały różne sceny głównie z udziałem aniołów. Szczególną uwagę zwróciła na srebrną tarczę i miecz zawieszone na ścianie nad łóżkiem. Idealnie wypolerowane ostrze odbijało promienie wschodzącego Słońca. Stała niczym zahipnotyzowana i wpatrywała się w dzieła sztuki, a szczególnie w miecz. Nie znała się na broni jednak ten kawałem stali przykuwał jej uwagę w jakiś niewytłumaczalny sposób. Z transu wyrwało ją pukanie do wielkich dębowych drzwi. Ledwo wyszeptała onieśmielona - Proszę. W drzwiach stanął lokaj z prawdziwego zdarzenia. Wyprostowany, z idealnie przystrzyżonymi wąsami i spiczastą bródką i długimi siwymi włosami spiętymi z tyłu głowy. Perfekcyjnie skrojony garnitur dodawał mu powagi i dopełniał wizerunek. - Pani ubranie madame. Lokaj miał ciepły głos, a jego uśmiech wywoływał prawie identyczną falę ciepła jaką poczuła wczoraj widząc uśmiech nieznajomego. Nie trudno było się domyślić że to w jego domu się znajduje i że nazwanie go w myślach arystokratą nie było dalekie od prawdy. - Pan prosi panią do salonu gdy będzie pani gotowa. Po tych słowach lokaj zamknął bezszelestnie drzwi pozostawiając ubranie na szafce obok. Dziewczyna podeszła do szafki i spojrzała na rzeczy które przyniósł lokaj. Nazwanie owego ubrania „rzeczami” było bluźnierstwem. Suknia zdawała się być zrobiona z powietrza. Pasowała na nią idealnie. Ozdoby podkreślały jej urodę i uwydatniały jej szczupłą sylwetkę. Buty również pasowały idealnie i nie czuło się prawie że na nogach spoczywa jakiekolwiek obuwie. Zresztą wartość tego co właśnie założyła na siebie przekraczała prawdopodobnie zwykła pensję o niewyobrażalną sumę. Poprawiła jeszcze tylko delikatny makijaż i wyszła z pokoju. Hol był niesamowicie szeroki i udekorowany szablami i gobelinami. Co kilka kroków spoglądały coraz to nowsze twarze z portretów a lśniące zbroje zdawały się poruszać zgrzytając cicho. Zeszła po schodach i trafiła do salonu który był niewyobrażalnie przestronny i wypełniony jasnym blaskiem porannego Słońca. Nieznajomy siedział na fotelu zwróconym w stronę wyjścia na taras, lecz gdy tylko dziewczyna pojawiła się na szczycie schodów arystokrata wstał i szedł jej na spotkanie. Podał jej rękę i sprowadził z kilku ostatnich stopni. Zaprowadził ją na taras gdzie czekały już dwa fotele i butelka starego wina. Dała się prowadzić jak mała dziewczynka. Ulegała każdemu milczącemu rozkazowi i szła tam gdzie chciał gospodarz. Nieznajomy pomógł zająć jej miejsce a sam usiadł naprzeciwko. - Pani wybaczy że nie przedstawiłem się poprzedniej nocy ale okoliczności nie sprzyjały oficjalnym prezentacjom. Mam na imię Syriusz Jego głos znów pieścił jej uszy w ten dziwny sposób. Chciała żeby nie przestawał mówić jednak teraz nieznośna cisza niczym ściana spadła pomiędzy nich. - Jestem…