Romans · 7 min czytania
I need u'r hand.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Też wymyśliła, park. Zaraz zacznie padać... - Iga mamrotała pod nosem, narzekając na dziwne miejsce spotkania zaproponowane przez przyjaciółkę. - Mogłam powiedzieć, że nie mam czasu... - wiedziała, że nie mogła. Głos przyjaciółki w telefonie był przerażająco spokojny, zimny i odległy, choć równocześnie słychać było, że płakała. Dżu nie płakała nigdy. Chyba, że działo się coś bardzo poważnego, coś z czym nikt nie mógł sobie poradzić. I mimo, że uwielbiała mówić dużo, miała wielu znajomych, zawsze od razu wyrażała swoje opinie, to tak naprawdę ciężko było ją rozgryźć. Nawet Iga, jej najlepsza przyjaciółka, nigdy nie była w stanie określić, co tak naprawdę w całej standardowej sytuacji, ją zabolało. Weszła do parku, rozejrzała się po ławkach mrużąc oczy i dostrzegła ją. Siedziała po turecku, patrząc w jakiś nieokreślony, odległy punkt. Było źle. Dżu powinna od razu podbiec, zapytać co tam słychać, uśmiechnąć się... - Cześć... – rzuciła Iga siadając obok. - Zaraz zacznie padać, może... - Zostawił mnie. - oczy przyjaciółki wypełniły się łzami, chociaż jej głos był spokojny. - CO?! - Iga aż wstała. Nie możliwe! - Jak... co... kiedy... przecież... - nic nie rozumiała. - W piątek. - łzy znaczyły ślad na policzku. Twarz dziewczyny zdradzała, że nie są to pierwsze łzy wypłakane z tego powodu. I na pewno nie będą ostanie. - W piątek?! - powtórzyła nieprzytomnie - Jest wtorek... dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś wcześniej, wróciłabym z działki...?! - zapadła cisza. Faktycznie, dzwoniła. Ale Iga miała wtedy inne sprawy na głowie, obiecała oddzwonić, ale jakoś tak... Boże, jak teraz było jej głupio! Jak mogła nie zauważyć, że coś jest nie tak, jak mogła... - Nie miej wyrzutów sumienia. Sama się nie spodziewałam. - dopiero teraz Dżu spojrzała na przyjaciółkę. I dopiero teraz Iga zobaczyła jak bardzo jej przyjaciółka jest zmęczona, niewyspana i zrozpaczona. - Mów. Mów wszystko... - Powiedział, że ma problemy, że musi je pozałatwiać i do mnie wróci. Oczywiście od razu usłyszał, że ja nie wierze w takie rzeczy, że nie umiem i że w takim razie rozstańmy się całkiem. Żarliwie zapewniał, że tego nie chce. Mówił, jak bardzo mnie uwielbia, jak ciężko mu to przychodzi... - Iga nie przerywała, choć miliony pytań kłębiło się po jej głowie. Wiedziała, że Dżu zadała te wszystkie pytania. Że wypowiedziała te wszystkie słowa. Że te odpowiedzi były dokładnie takie, jak sobie wyobrażała. I, co najgorsze, że i tak nic nie zmieniały. Zastanawiała się tylko, co teraz. Nigdy, po 5 dniach, Dżu nie była taka. Zawsze po dwóch, góra trzech dniach, wracała do normy, rzucała tylko "to był dupek. znam wielu lepszych. na przykład ten Maciek, o którym ci ostatnio mówiłam...". Ale nie dzisiaj. Nie tym razem. - Co chcesz teraz zrobić? – spytała po kilku minutach ciszy. W końcu coś musiała powiedzieć. - To był ten facet. Ten facet, za którym poszłabym w ogień. – powiedziała Dżu niedosłyszalnie. Ale nawet gdyby to wykrzyczała, Iga nie uwierzyłaby, że to usłyszała. Jej przyjaciółka nie miała w zwyczaju mówić takich rzeczy. Czuć takich rzeczy. – Obiecałam sobie przecież, sama pamiętasz, że nie będę już wierzyć w słodkie słówka. – obiecała, faktycznie, po tej ostatniej historii. – I nie wierzyłam. Długo się przecież do niego przekonywałam... - Bardzo długo... – jak na Dżu, trzy tygodnie codziennych spotkań inicjowanych przez…