Inne · 16 min czytania
I rozdział
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- "życie, życie jest nowelą, której nigdy nie masz dosyć, wczoraj biały, biały welon. Jutro białe, białe lala..." Iwona jak zawsze po godzinie osiemnastej podśpiewywała sobie urywek piosenki kończącej telenowelę. Odkąd wyprowadził się Zbyszek nie rozstaje się ze swoim błękitnym ekranem. Gdy ma jakieś troski nie skarży się bliskim, nie umawia sie ze znajomymi na kawę by te troski omówic. Siada w fotelu, włącza telewizor i szpera po kanałach w poszukiwaniu prymitywnych telenowel (no bo co tam się właściwie dzieje, właściwie tam nic nie ma z życia, drobne problemy uczuciowe proste do rozwiązania, trójkącik zakochanych gdzier jeden bedzie zadrosny, niczym nierysunkowa bajka ze szczęśliwym zakończeniem). Iwona każdą sytuację swoich fikcyjnych bohaterów przeżywa jak pierwszą komunię św. Każdy następny serial pochłania jak przepyszny drink latem. Ale może po kolejii. Iwona, nazwisko Szczurkowska, wiek 43 lata, mężatka w seperacjii, matka dwojga dzieci Adriana i KLAudi, serialomanka. Zbigniew, nazwisko Szczurkowski, wiek 45 lat, mąz Iwony w seperacjii, kochanek przyjaciółki Iwony. Iwona stratę męża, a szczególnie jego zdradę zaczęła zatapiać wtypowych polskich serialach. Zawsze wolała te bajki niż widok z okna, gdzie zademonstrowane jest prawdziwe, szare życie. Adrian, nazwisko Szczurkowski, pseudonim szczurek, wiek 16 lat, uczeń liceum, imprezowicz. Klaudia, nazwisko Szczurkowska, wiek 14 lat, gimnazjalistka, wulgarna. Jest marzeniem wielu chłopaków, powodowała u nich grzeszne mysli. Mówili o niej ze byla dla wszystkich. Chlopakow dobieraała sobie bez rozsądku. Chłopak mógł być ciemnym bałwanem, byle by był ładny wzbudzał u dziewczyn zachwyt. I tak z każdym chodziła tylko dobę. Po pierwszej randce boleśnie stwierdzała że koles do niej nie pasuje i bezszelestnie z nim zrywała. Adrian był dumny ze az sie puszył przed kumplami ze ma taką popularną siorę. Wiele razy prosili go aby im załatwił spotkanie z taką odjechaną laską. Klaudia zanim powiedziała tak musiała tego koleswia zobaczyć np. na jakiejś fotce. Dziewczyna jednak miała wkurzającą osobowość. Była oczkiem ww głowie Iwony. Dla niej był to ideał bez skazy. Zawsze chwalona przed sąsiadkami, a sąsiadki udawałyzachwyt "ach no ale masz dorosłą córę rezolutna, ładna, ale zawsze uważałam, ze ty Iwonko potrafisz dzieci wychować, tylko ją sobie krótko Iwonko trzymaj, wiesz jaka teraz młodzież roztrzepana" Klaudia za każde komplementy dziękowała niewinnym uśmieszkiem aniołka. Adrian dobrze wiedział jakie to jest anielskie dziecko z wiankiem na głowie z wiankiem z utkanych rózg. On tylko wiedział, ze była puszczalska i wredna. - Cholera zaknij to szklane pudło i kurna przestań śpiewać, bo mi uszy zwiędną. Do pokoju Iwony wszedł obojętnie Adrian. Stanał przed nią zaslaniajac telewizor. Stał i patrzył na nią spuszczonymi, pijanymi oczami. Po wczorajszej prywatce głowa mu pękała jakby miał w niej ze sto petard, nie mógł jej utrzymać na karku, opadała m to na prawy to na lewy bok, wydawało mu się że jest cała z metalu. Iwona nic nie wiedziała o pitym "nektarze". Zgodziła się na imprezę, aby choć na chwilę w spokoju móc odpocząć od syna. - Uszy nie kwiatki nie zwiędną.- IWona odkleiła wzrok od ekranu, którego juz zresztą nie widziała i przykleiła go powoli na syna. - a po drugie kolego nie przeklinaj. Chyba znasz zasady jasne i przejżyste panujace w tym domu. Póki jesteś na moim utrzymaniu nie masz prawa pyskować. Zatkaj sobie uszy watą jak jest za głośn. Nie wiem rób co chcesz, ale to co ja robię niech cię nie interesuje i nie wolno tobie główniarzu kląć. Nie rozumiem czemu Klaudia potrafi być bezproblemowa, aty... - Kurde jakbyś chciała wiedziec to twoja niebiańska córunia klnie gorzej odemnie, tylko nie miałaś okazjioi jej przyłapać, ja przynajmniej nie udaje jak ona. Iwona coś chciała jeszcze powiedzieć, ale nie zdążyła. Chłopak załozył kaptur na głowę, schował ręce do kieszeni, odwrócił się na piecie i ruszył w stronę drzwi wyjściowych. - spadam z tej chorej chaty. A ty se ogladaj te melodramaty, bo co innego masz do roboty. Iwona siedziałą, wryta w drzwi, które właśnie zamknął Adrian. Była oburzona. "koniec z kieszonkowymi"- pomyślała po czym wróciła do swiata za szybą. Tak to już było w tym domu. Awantura za awanturą, a jeżeli by ktos spytał o powód odpowiedzi by ten ktos pewnie nie usłyszał. Adrian szedł przed siebie jak typowy nastolatek z jedna reką w kieszeni bo drugą skrobał esa do kumpla. Chłopak zawsze marzył o dziewczynie. Owszem miał u nich powodzenie, nie był brzydki, ale nigdy nie znalazł tej, która ma wszystko. Ziomale często brali go na imprezy, aby mógł jakąś poderwać, jednak koniec był zawsze mizerny, którą poderwał rzucał następnego dnia. Był szpanerem: nowa komórka, nowe ciuszki, śmieszne teksty. Nie traktował dziewczyn poważnie, bo zadna nie była wystarczająca. Idac tak marzył po dziecięcemu. Chciał aby jakieś ufo-tworzenia porwali Iwonę i w ich latajacym spodku na niej eksperymentowali. Uśmiechnął się do swoich myśli. przyspieszył kroku, skręcił w stronę najbliższego sklepu, bo tam często robił z kolegami posiedzenia. Był to sklep alkocholowy. Adrian wiedział, cieszył sie że już za dwa lata będzie mógł do takiego sklepu wejść bez obawy i kupić sobie najmocniejszą flaszkę ni wysłuchujac mętnych tekstów sprzedającego " główniarzu niepełnoletni spadaj bo jeszcze zadzwonię do twojej matki". A matke jego znał. Był to jedyny sklepik z wódeczką na osiedlu, a Iwona często tam wstąpywała. Chłopak stanał pod sklepem, oparł się o szybę, zgiął nogę w kolanie i cekał w nadziejii ze ktos zaraz sie zjawi. Długo nie czekał w samotnosc. Ku niemu podążał łysol. - siem szczurek. Co tam? Przybij piatasa Łysol był ciut większy od Adriana. O włosach nie ma co mówić, bo włosów nie miał. Głowę jak zawsze miał zanurzoną w kapturze. Był to luzak, olewus i zgrywus. Lubiał komus pieprznać pięścią, lub jakimś obraźliwym tekstem. Uważał, ze jak się kogos potraktuje jak psa to sie pozna jego prawdziwe ja. Szczuek wyciagnał niechętnie rękę, beznamietnie patrząc w napluty chodnik. Łysol stanął koło niego w tej samej pozie co on, wyciagnal z kieszeni peta i zapalił go. Po chwili wypuscił pierwszy dym. Zaczął spogladac na twarz Adriana jakby chciał wyszukać jakieś niedoskonałosci, nic prawie nie widział, podobnie jak on miał schowaną głowę pod kapturem. - co jest stary?- spyał nie odrywajac oczów od zioma- strzała amora przypieprzyła ci w dupę? - a co ma być? Stara się czepia o wszystko Łysol zaśmieał sie chciwie w nadziejii, ze to cos poruszy kolegę, ale on nie drgnął - Kurna chłopie ty to masz problem. Wal to. Bardziej bym się zmartwił, gdy by ci dziewczyna kosza dała, ale przejmować się starszą...dzisiaj jest impra u frety. Chyba wpadniesz, będą takie lachy chłopie... - aaa....wpadne o której? - jak zawsze o dziewiatej pod klubem. Chyba cię starsza puści nie? - pewnie tak. Znasz tę historię kurwa. No mówilem ci,że teraz tylko na te no...telenowele się wyłupia. Chłopie ja rzygam jak to widzę. Nawt nie zauważy jak wyjdę. A jak coś pisnie to jej nagwizdam. - jak ci się młody będzie stawiać to daj znać to się tam pojawię. -OK - ty patrz żabia morda idzie. Ona ze mną chodzi do klasy.- Łysol odwrócił głowę w stronę idącej dziewczyny. Adrian spojrzał na nią niechętnie, potem na łysola: - co podoba ci sie? - a weź się odfikaj odemnie. Ona? Wali od niej kupą i jest najbrzydsza. W życiu bym się z nią nie umówił. Dziewczynka stanęła na przystanku, czekała na autobus. Nie patrzyła w stronę chłopaków, choć ich widziała. Łysol zaczął krzyczeć: - żaba kocham cię! Może jak cie cmoknę to spiękniejsz. Żaba no czemu na nas nie patrzysz. Ty no podejdź do nas, nie bądź taka. Mam partnera dla