Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 6 min czytania

I tak to się zaczęło

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Dlaczego właśnie ja – spytała siebie, bezmyślnie gapiąc się w lustro - przecież są inni, którzy lubią wyjazdy – ciągnęła monolog leniwie czesząc włosy, spadające kaskadą z loków na ramiona. - O rany, już – jęknęła, słysząc dzwonek u drzwi Zbiegła po schodach, aby wpuścić kolegę do mieszkania, nie była jeszcze gotowa by wyjechać, pozostało jej kilka drobiazgów do zapakowania. - Wchodź Wojtek – powiedziała przekręcając klucz w zamku. - Witaj piękna – usłyszała gardłowy głos, ale to nie był Wojtek, przerażona, próbowała zamknąć drzwi, ale zablokował je stopą. Zrozumiała, że nic nie jest w stanie zrobić, aby nie wszedł do mieszkania, ale w głowie pomału strach zaczął układać misterny plan obrony. Nigdy nie była zbyt bojaźliwa, a w chwilach stresu potrafiła szybko się zmobilizować, a szkolenie z samoobrony dopełniało całość. Przeciągnęła się jak tygrysica, lekko rozchyliła usta nawilżając je czubkiem języka. Usłyszała jego przyspieszony oddech i zobaczyła kropelki potu na nosie. Wiedziała, że już zaczął myśleć nie tą częścią ciała, co powinien. Kiedy zbliżył się do niej na wyciągnięcie ręki, obcasem potraktowała go w stopę, a kolanem w rodowe klejnoty. Z głośnym jękiem padł na podłogę a ona zaczęła uciekać, w drzwiach wpadła na Wojtka. Szybko zorientował się w sytuacji, dopadł kolesia i krawatem związał mu ręce. - Dzwoń po policję – zakomenderował – trzeba z nim zrobić porządek, nie będzie bezkarnie wpadał w odwiedziny do mojej kumpeli, no chyba, że go zaprosiłaś – zażartował, aby odzyskała mowę - Już, już – odpowiedziała i wykręciła numer alarmowy Kiedy policja odjechała, jak z pękniętego balonu, uszło z niej powietrze, usiadła na wersalce i poczuła, że drżą jej ręce. Jednak nie to było najważniejsze, oprócz strachu poczuła coś co ją zdziwiło, poczuła nieodpartą ochotę na seks. Spojrzała na Wojtka łakomie, pragnąc się z nim kochać. - Hola, hola moja panno – powiedział Wojtek – nie czas na amory – musimy jechać, bo nie zdążymy na wykłady - Kurczę, dlaczego on zawsze wie co ja czuję – pomyślała sobie i zarumieniła się zawstydzona Zaczęła się zastanawiać, dlaczego tak ją wzięło – no tak dopływ adrenaliny – wyjaśniła sobie i poszła po walizkę, wrzucając do niej jeszcze parę rzeczy. Kiedy dojechali do ośrodka szkoleniowego, było już ciemno, mrok otulał budynek, a ona była zadowolona, że nie wiać jej mocno roziskrzonych oczu, niestety nic się nie zmieniło, nadal patrzyła na Wojtka łakomym wzrokiem. Czuła, że doskonale o tym wiedział, był bardzo małomówny, a rzadko mu się to zdarzało, przeważnie buzia mu się nie zamykała. Zameldowali się i każde z nich poszło do swojego pokoju. Nie mogła spać, przeżycia z całego dnia nie pozwoliły jej zmrużyć oka, cały czas miała przed oczami mężczyznę, który wtargnął do jej mieszkania. Obraz jednak był zamazany, przesłaniała go twarz Wojtka. Kiedy w końcu, nad ranem, przysnęła, zaczęły ją męczyć koszmary. Uciekała gdzieś…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
I tak to się zaczęło — czytnik · opowiadania