Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 10 min czytania

I. Wiedźma, pisklę i uśmiechający się kot.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I. Wiedźma, pisklę i uśmiechający się kot.

Jakieś siedemdziesiąt lat temu...

Półmrok izby rozjaśniał jedynie nikły blask trzech czerwonych, woskowych - szczyt ekstrawagancji - świec i jasny, żywy płomień buchający spod kociołka, przy którym stała. Z gęstej, zgniło-zielonej cieczy1 na powierzchni, której raz po raz pojawiały się ogromne bąble pękające z cichym „puff”, przez co wydzielające nieprzyjemny słono-cebulowy aromat przeniosła spojrzenie na swoje bose stopy. Poruszyła palcami, marszcząc w zastanowieniu czarne łuki brwi. Od nadgarstka, aż do łokcia przez jej rękę przebiegał pulsujący prąd wywołany kilkoma godzinami monotonnego mieszania chochlą w gęstym wywarze. Z cichym świstem wydobywającym się spomiędzy warg przestąpiła z nogi na nogę. Stara, drewniana podłoga zaskrzypiała pod krokami starszej, pochylonej mocno ku ziemi kobiety, której włosy siwe tak bardzo, że aż bieluśkie w grubych strąkach spływały na zapadłą pierś i nieznacznie przysłaniały pooraną siecią zmarszczek i bruzdami twarz. Wąskie, niegdyś migdałowego kształtu ślepia kobiety, czarne jakby węglem nakreślone przebiegły prędko po izbie, ogarniając wzrokiem całe wnętrze. Pociągnęła haczykowatym nosem, marszcząc go nieznacznie. Bruzdy wokół jej ust pogłębiły się, gdy i zacisnęła je w wąską linię niezadowolenia na widok bałaganu pozostawionego przez jej uczennicę. - Długo jeszcze? Ręka mnie boli… - Odezwało się nagle dziewczę, mieszające w garze. Głos miała wysoki i dźwięczny, dziecięcy jeszcze, lecz zdradzający siłę i radość ducha. Podniosła niebieskie, okolone firanką rzęs oczęta na swą mentorkę z wyraźnym wyrzutem. Fakt, faktem. Pracę miała dziewuszka niewdzięczną raczej. - Mieszaj, nie jęcz. – Odparła starucha, wcale raźnym krokiem ruszając ku wysokiemu aż po sufit izdebki regałowi, na którego półkach w wielkim zagęszczeniu stały jeden obok drugiego wszelkiej maści słoje, słoiki, puzdra, fiolki i butelczyny. Sękatym palcem, zakończonym długim zakrzywionym pazurem wskazała na pękaty, owinięty lnianą szmatką i obwiązany sznurkiem słoik znajdujący się na szczycie regału w głębi półki. Wtem naczynia stojące wokół niego rozstąpiły się robiąc miejsce, a sam słój zadrżał nagle i lekko, niczym piórko sfrunął w ręce wiedźmy, która teraz skierowała się ku swej uczennicy. A raczej ku wywarze, który ta stale mieszała. - Nu, Pisklaku, możesz przestać na moment…. – Zamamrotała, zręcznie odwijając sznurek i ściągając szmatkę. Dziewczyna usłuchała nader skwapliwie, z rozkoszą rozciągając obolałe kończyny i plecy z sapnięciem zadowolenia. - Nie ciesz się, głupia, zaraz będziesz mieszać dalej. – Gderliwy głos wiedźmy sprowadził ją jednak zaraz na ziemię. Młoda skrzywiła się, wyraźnie niezadowolona takim obrotem spraw. - Nie rób takiej miny, to dla twojego dobra. Patrz. – Starucha nawet na nią nie spojrzała, całą uwagę skupiając na słoju, który dzierżyła w dłoniach. I błękitnooka spojrzała z pewnym zaciekawieniem na naczynie, zastanawiając się równocześnie jak niby trzygodzinne mieszanie w garze bez przerwy choćby najmniejszej miało jej dopomóc w osiągnięciu biegłości magicznej i sławy tak wielkiej, iże w przyszłości każdy, kto imię jej usłyszy miast uśmiechnąć się drwiąco2, pochyli z uszanowaniem głowę i zmówi krótką modlitwę dziękczynną za jej osobę. Na myśl ową brzydki grymas na jej ustach zamienił się w uśmiech samozadowolenia. Ot, dziewczę rozmarzyło się wyraźnie. - Przestań bujać w obłokach, patrz! - Po raz kolejny na ziemię sprowadził ją ostry głos mentorki dodatkowo uzbrojony w silne uderzenie chochlą. - Aj! – Jasnowłosa zawyła płaczliwie, chwytając się za głowę. Już po chwilce zaledwie wymacać mogła na czubku swej łepetyny sporej wielkości guza. W kącikach oczu pojawiły się łzy, lecz wreszcie skupiła się i w milczeniu jęła obserwować poczynania staruszki. Ta tymczasem, paznokciem ostrożnie zdrapała lak pieczęci chroniącej naczynie i wreszcie powoli podniosła glinianą pokrywkę. W izbie natychmiast rozniósł się smród gnijącego ciała. - Fuj! - Spiczastoucha mimowolnie cofnęła się o krok, zakrywając nos i usta dłonią. Jakież było jej zdziwienie, gdy i wiedźma ze słoja wyciągnęła przecudnej urody kwietny kielich3. Płatki jegoż mieniły się barwami od ciemnej purpury przez krwistą czerwień aż po blady róż, nakrapiane złotymi plamkami tworzyły jakby wielowarstwową suknię, kryjącą miękkie i delikatne wnętrze kwiatu. I gdyby nie zapach, jasnowłosa była tego pewna, kwiat ten najpewniej zdobiłby dworskie ogrody z wyłącznym użytkowaniem dla cesarskiej pary. Jednakże zapach był nie do zniesienia… - Cu, panieński nosek zaswędział, bo łajno poczuł…? - Wiedźma zarechotała pod nosem, spoglądając na dziewczynę. Na niej samej oryginalny aromat nie robił wrażenia. Delikatnie, by nie uszkodzić zbytnio rośliny oderwała jeden z wierzchnich płatków i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%