rodzina · 16 min czytania
Ich troje
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Oko zaczęło paskudnie puchnąć. Siedziała zaciskając mocno dłonie. Zagryzała nerwowo wargi. Wpatrywała się w Krzysztofa bez słowa. Było jej źle, była rozdarta i niezdecydowana. Była nieszczęśliwa. Chciało jej się płakać, ale oczy miała suche jak pieprz. Nie teraz. Nie w tej chwili. Łzy są tak banalne. Żaden mężczyzna nie rozpozna tych szczerych. Ten mężczyzna z pewnością nie...
Krzysztof ze zdumieniem poczuł, jak złość spływa z niego łagodną falą. Nie sądził, że nastąpi to tak szybko. Może dlatego, że był to najbardziej bolesny rodzaj złości. Cholernie ciężko jest robić wyrzuty samemu sobie. Przecież wiedział. No, może nie wiedział, ale domyślał się od jakiegoś czasu. Z typowym u niego brakiem stanowczości i naiwną nadzieją na happy end nie dopuszczał do siebie oczywistości.
Aldona dotknęła bezwiednie, bolącego oka. Spuściła wzrok. To błąd, ale nie mogła mu dłużej spoglądać w oczy. Niedobrze. Zupełnie źle. Powinni na siebie patrzeć. - To było tylko kilka razy. Naprawdę. Nigdy w naszym domu - skuliła się cała pod ciężarem nowego kłamstwa. Chociaż o domu mówiła prawdę. Krzysztof podniósł na nią wzrok, jakby zaskoczony, że ktoś przerwał ciszę. Słuchał z osłupieniem. Co ona gadała? Zachciało mu się śmiać. Boże, jakie to ma znaczenie, gdzie się gzili? Patrzył na nią zdruzgotany. Zawsze myślał, że to spotyka innych, a jemu takie sytuacje nie mogą się zdarzyć... Dlaczego? Czy to ważne? Tak, to ważne! Chciał wiedzieć. Chciał wiedzieć, bo czuł się dziwnie winny, pragnął by powiedziała mu jasno i dobitnie, że takim nie był. Sam ich ze sobą poznał. Dominika nie widział od wielu lat. Byli kumplami. Właściwie trudno było powiedzieć, by przyjaźnili się blisko. Był to raczej układ fan - idol. Znał dobrze jego sposób bycia i życia, ale przecież takich facetów były tysiące i nigdy żaden w jego małżeństwie nie namieszał. Chyba... Dlaczego właśnie on? Dlaczego właśnie teraz? - Dlaczego?
Dlaczego, dlaczego? Czy naprawdę jest to dla niego takie ważne? Sama nie bardzo wiedziała dlaczego, albo może starała się nie zadawać sobie tak Niewygodnego pytania. Przecież kochała Krzysztofa... Czy aby na pewno? Tak sądziła... A może jednak było to już tylko przyzwyczajenie? Nudziła się. Zabrzmiało to koszmarnie. Nie, nie mogła mu tak odpowiedzieć, choć to szczera prawda. To było nieodpowiednie słowo...Już od dawna tkwiła w beznadziejnej pustce. Gdyby chociaż mieli dzieci… Na początku ona nie chciała, pragnęła żyć i szaleć; po trzydziestce on nie wykazywał już chęci stania się ojcem. Był u szczytu kariery i pokochał swą małą stabilizację. Teraz oboje wchodzili w smugę cienia i brakowało im już młodzieńczej odwagi, pozwalającej bez wahania wjechać w karkołomne koleiny rodzicielstwa. Nie, teraz nie było już o czym mówić. Dni mijały jeden po drugim, podobne do siebie jak dwie krople wody.
Część 22 / 2
- Chodzi ci o seks? To prawda, z ich łóżka wiało chłodem. Coś się wypaliło. Krzysztof przygotowany był na fakt, że kiedyś nie będzie mógł, nie spodziewał się nigdy, że nie będzie mu się chciało. - Nie - burknęła. - Więc o co? Przeklęta męska potrzeba systematyzowania wszystkiego, nawet tego czego w żadne ramki wepchnąć się nie da. - Boże, co ci mam powiedzieć? Nie wiem. Czułam się zaniedbana i opuszczona. Ty masz swoją pracę, cały dzień walczysz o byt, przebywasz z ludźmi, ja siedzę ciągle w tym Alcatraz. Rozmawiam z psem i kwiatami w doniczkach. Powoli idiocieję jak wszystkie nasze sąsiadki. To kobiece zoo. Piękne ptaszki zamknięte w luksusowych klateczkach! – Aldona bezwiednie podnosiła głos.
Dominik po wieloma względami był przeciwieństwem Krzyśka. Był kwintesencją dojrzałej męskości. Wysportowany, opalony, noszący się z naturalną nonszalancją, elegancki gdy była taka potrzeba, wyluzowany na co dzień. Miał świetny styl. Oglądały się za nim nawet małolaty. O dziwo, wcale jej to nie drażniło, wręcz przeciwnie, była z niego dumna. Były i ciemniejsze strony. Świadomie spychała je na bok. Nie tylko prezencja różniła go od jej męża. Śmiał się, że gdyby Bóg stworzył człowieka do pracy, dałby mu cztery rączki. Czasami zatrudniał się jako trener tenisa, ale tym też nie lubił się przemęczać. Traktował to zajęcie raczej, jako dobrą okazję do udanych polowań. Aldona nie była głupia. Wiedziała, że na jego orbitę wciąż wchodziły kolejne, zamożne, nieszczęśliwe i rozpaczliwie pragnące towarzystwa kobiety. Nie zajmował się dziewczynami zza biurek, choćby były najpiękniejsze. Ku swemu zdumieniu stwierdziła, że nie zniechęca jej ta świadomość, wręcz przeciwnie - podnieca. Rzuciła się w wir romansu bez czczych, moralnych rozterek. Nie obchodziło jej, jakie przesłanki kierują jego zainteresowaniem, chciała być pożądaną i potrzebną. Teraz sytuacja trochę się zmieniła. Dobre sobie. Bardzo się zmieniła. Nawet - zasadniczo. Nie wiedziała co ma robić. Jej małżeństwo, jakie by nie było, rozpadało się w proch. Bała się chaosu powodowanego przez rozwód. Przyzwyczaiła się do dostatniego życia, a w zaistniałej sytuacji nie mogła na wiele liczyć. Nie była nastolatką, nie chciała prowadzić cygańskiej egzystencji. Doszło też do niej, że nie może spodziewać się żadnego wsparcie ze strony kochanka. Ten słodki truteń nie na długo siadywał na jednej stokrotce. Każda z nich miała nadzieję, że właśnie ona przyklei go do siebie swym nektarem. Co będzie jeśli smak jej wabika mu się znudzi? Nic. Pozwoli jej zwiędnąć jak każdej poprzedniej. Idiotko, woń twego nektaru odpłynie od niego razem z kartami kredytowymi Krzysztofa. Gdyby chociaż nie był taki dobry w te klocki. Przy nim poznała zupełnie nieznane jej oblicza seksu. Popatrzyła na męża. Dlaczego on wygląda tak żałośnie? Czemu ma służyć ta mina skopanego kundla? Czy myśli, że to ją wzruszy? Niech wrzaśnie, krzyknie, wścieknie się! Mięczak...
- Dlaczego cię uderzył? Milczała przez chwilę. - Chciałam z nim zerwać. Dostał szału. - Naprawdę? Naprawdę. Podjęła taką beznadziejną próbę z samego rana, aby nie dać sobie czasu na fantazje i marzenia. Nie powiedziała tylko i nigdy mu nie powie, że po tej śmiesznej próbie rzucili się na siebie niczym zwierzęta. Nie powie mu, ze przeżyła najdzikszy orgazm w swoim życiu. Spuściła głowę, na samo przypomnienie zrobiło jej się gorąco.
Krzysztof bardzo chciałby spełnić życzenie żony. Chciał wyglądać na wściekłego, ale był tylko załamany. Nie spodziewał się takiego kryzysu. Czuł się bezpieczny w swoim wygodnym domu, u boku atrakcyjnej, średnio awanturnej kobiety. Prowadził życie z zegarkiem w ręku, uporządkowane wręcz klinicznie. Nie zdradzał żony, może nie dlatego, że nie chciał, ale zburzyłoby to jego pedantycznie rozplanowany rozkład zajęć. Teraz widział ostrzej różne szczegóły. Pewnie zauważał je i wcześniej, ale nie sądził by były istotne dla ich związku. Czemu tak energiczny w pracy, w domu zamieniał się w podtatusiałego przedstawiciela podmiejskiej klasy średniej? Żelazny rozkład dnia, stały grafik wizyt i wyjazdów, ciągle jednakowe urlopowe nudziarstwo. A Aldona? Tak, widział błędy. Zaczął traktować ją jak przedmiot, równie pewny i niezmienny jak dębowy stół w salonie. Przestał ją zauważać, jak nie zauważa się drzewa rosnącego przy drodze, dopóki nie zwali nam się pod nogi. Gdy zobaczył Dominika natychmiast poczuł lekki niepokój. Nie było go w wykazie pożądanych znajomości. Porównał swe łysiejące ciemię z szopą szpakowatych włosów kolegi, łagodną wypukłość brzuszka z jego wyrzeźbionymi mięśniami, swój sztywny, karawaniarski garnitur z markowymi jeansami opinającymi jędrne pośladki. Jeszcze bardziej zaniepokoiło go zachowanie Aldony. Zobaczył jak przy pierwszym spotkaniu wyprężyła się wypinając piersi, jak nerwowo poruszyła nogami, przygryzła wargi. Uświadomił sobie, że od dawna jego widok nie wywoływał u niej żadnych, zbliżonych choćby, reakcji. Myślał, że jest szczęśliwa... Jak miał żyć bez niej? Bał się ciszy