Psychologia · 9 min czytania
Ida
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
IDA
Idę poznałam kilka lat temu. Kiedy ujrzałam ją po raz pierwszy wydała mi się zwyczajną dziewczyną. Jednak było w niej coś intrygującego, w jej orzechowych oczach czaiła się jakaś tajemnica. Poznałam ją zupełnym przypadkiem… Wpadłyśmy na siebie w księgarni i zaczęłyśmy rozmawiać. Ida była artystką, malowała, czasem pisała, w dzieciństwie uczyła się gry na fortepianie. Nie mówiła wiele, czasem odnosiłam wrażenie, że słowa nie są jej potrzebne, wyrażała się poprzez sztukę. To kolory, chwile, krótkie jak trzepot motylich skrzydeł, zastępowały jej słowa. Nie minęło kilka miesięcy, a nie wyobrażałam sobie życia bez cichego towarzystwa Idy. Czy się zaprzyjaźniłyśmy? Chyba można to tak nazwać. Myślałam, że wiem o niej wszystko, że ją znam. Pomyliłam się. A wszystko zaczęło się niewinnie. * -Ida, otwórz. Wiem, że tam jesteś – krzyczałam, stojąc pod mieszkaniem przyjaciółki. Od dwóch dni nie odezwała się ani słowem, nie było jej na uczelni. Czułam, że coś jest nie tak. Ida od kilku dni była odmieniona, pobudzona i rozkojarzona. Martwiłam się o nią. Zapukałam. Cisza. Zapukałam raz jeszcze.
-Ida… - czułam, że załamuje mi się głos. A jeśli coś jej się stało? W głowie huczała mi krew. Zaczęłam walić pięścią w drzwi. Nie obchodziło mnie, co pomyślą sąsiedzi. – Ida, Ida, otwórz! Ida! – krzyknęłam, dusząc w sobie łzy. Chyba nigdy tak się nie bałam. Skuliłam się pod drzwiami. Nie wiedziałam, co robić. W mieszkaniu było cicho, nie dochodziły z niego żadne dźwięki. Najgorsze było to, że nie słyszałam muzyki. Ida nie potrafiła bez niej żyć. Nawet na uczelni nie rozstawała się z odtwarzaczem mp3.Może pojechała do rodziców. Mówiła, że chce ich odwiedzić, że zaniedbała dom. Może wszystko jest dobrze, siliłam się w myślach na żałosne pocieszenie. Czułam jednak, że nie mogę odejść, że stało się coś złego. Szarpnęłam za klamkę. Drzwi były otwarte. -Ida! Ida? Uderzył mnie bałagan panujący w mieszkaniu. Wszędzie walały się porozrzucane ubrania, książki, niektóre obrazy. Koło łóżka znalazłam dwie butelki po winie…. Ida nie piła. Instynktownie pobiegłam do łazienki. Otworzyłam drzwi i wrzasnęłam. Zrobiło mi się niedobrze. Odwróciłam głowę, aby nie zwymiotować. Ida leżała na posadzce, w kałuży krwi. Z ponacinanych nadgarstków spływały czerwone strugi. - O mój Boże… - nie wiedziałam, co zrobić. Czy ona jeszcze żyła? Dopadłam do niej, serce biło, wyczuwałam słaby puls. Żyła. Jeszcze. Żyła. Zadzwoniłam po pogotowie. Nie pamiętam, co stało się dalej. Zemdlałam odurzona mdłym zapachem krwi. * Odwiedzałam ją w szpitalu każdego dnia. Ida stała się jeszcze bardziej skryta i małomówna. -Dlaczego? – zapytałam w końcu - jeśli miałaś jakiś problem mogłaś mi powiedzieć, jestem twoją przyjaciółką – powiedziałam niemal z wyrzutem. Spojrzała na mnie swymi smutnymi oczyma. Twarz miała obojętną, a oczy podkrążone. W jednej chwili wydała mi się obca. Nie była już dziewczyną, którą znałam. -Po co mnie ratowałaś? – prawie krzyczała. – po co? Chcesz, abym nadal tkwiła w tym śnie? Chcesz, abym nadal w nim była, tak, jak ty? -nie rozumiałam tego, co mówiła. To nagłe ożywienie przeraziło mnie. Miałam ochotę uciec, ale nie mogłam tego zrobić. Tylko tchórze uciekają. -Ida, co ty mówisz? -Idź już. Jestem zmęczona- szepnęła, odwracając głowę. Nie wiedziałam, co zrobić. Nagle poczułam się tym wszystkim przytłoczona. Zabrałam z podłogi torebkę i wybiegłam. Noc była mroźna. Z nieba spadło kilka płatków śniegu… * Ida szybko wyszła ze szpitala. Jednak jej stan się nie poprawił. Zamieszkała z rodzicami i od tamtej pory widywałyśmy się rzadziej. Przestała odbierać telefony, nie odpowiadała na maile, a kiedy przychodziłam, jej matka zbywała mnie, twierdząc, że Idy nie ma w domu lub że śpi. Nie dałam się nabrać. Dobrze wiedziałam, co dzieje się z Idą. Depresja. Tylko dlaczego jej rodzice ukrywali przede mną ten fakt? * Po kilku tygodniach Ida zjawiła się na uczelni. Miała podkrążone oczy, tak, jak w dniu, kiedy ją znalazłam. Zdawała się jednak być wesoła. -Cześć – krzyknęła z daleka i podbiegła, aby się ze mną przywitać. -Co się z tobą działo? – zapytałam, darując sobie uprzejmości. Ida zrobiła dziwną minę, miałam wrażenie, że chętnie rozpłynęłaby się w powietrzu, aby tylko nie odpowiadać na moje pytanie, ale nie ruszyła się z miejsca. -Chorowałam – rzekła, poważniejąc. -Ida,