aktualnosci · 6 min czytania
Idą chłopcy po ulicy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Więc siedzimy se w Barze Bajka i pijemy browar. Tu już ujkend, budy ni ma więc takie chłopaki jak my – ja czyli Żyrafa, Skurczybyk i Paskuda znaczy się - kolędują po barach. A Paskuda był Paskuda bo jak na kogo patrzył, to aż mu tą jego brzydotą z całej gęby zionęło. No i przychodzili my tu często do tej żulerni, na fazę, na śluga. Było około dwudziestej trzeciej, jak nam ta baba do ucha nie zaryczy, że aż mnie z krzesła na glebę o mało nie zwaliło: - Wynocha ! Już zamykamy ! - Już, już stara – wrzasnął Paskuda. Oj oj oj paskudnie to zabrzmieć musiało, bo baba aż się skuliła w siebie i już spokojniej jakby do króla jakiego gada: - Proszę opuścić lokal, zamykamy. To wypili my raz pras te piany nasze i wyszlimy na miasto. Oj oj oj ciemno i lodówa jak trza, więc śmignęlimy pod jaki dach i myślimy co dzisiaj wieczór będziemy porabiać. - Lepsiejszy (znaczy się taki z klasą) lokal odpada – gadam im – za drogo. - Taaaa... To może do jordana – mówi Skurczybyk co był z nas najjaśniejszy. - Bedzie! – zgodziliśmy się wszyscy trzej. - Ale jakiego by wińciusa zakupił jeszcze – stwierdzam – Ano ! – i idziemy do kaprysa. Idziemy sobie tak dziarsko jak trza, przyśpiewując sobie naszymi, grubymi jak szyba pancerna, basami: Idą chłopcy po ulicy Browar w garści pełny luz - A jak cię spoootkam to na głowie ciiii zostaaaniee guuuuz ... – zakończył swoim kontraltem Paskuda. Kurcze trochę się nawet wystraszyłem; bo takoś jakoś dziwnie mię się skojarzyło, że to tak on, ten Paskuda, zawył jak wilki jakie na cmentarzu przy pełni o pomstę do nieba skamlą. I zimny dreszcz mnie przeszył od glanów aż po glace. - Co się drzesz kretynie ! - o o o... proszę kogo to widzimy toż to Żyleta i jego kompany, stają pod kaprysem i drą się na naszego Paskudę – Zawrzyj japę półmózgu ! W Paskudzie coś aż trzasnęło i tak go farba zalała, tak się wkurzył, że trzoda, mówię wam. Już mamy ich tłuc i kultury uczyć. Już w ich stronę ruszamy, glany miarowo walą w glebe. Trach trach trach. A tu rachu ciachu policmajstry podchodzą do Żylety i cosik gadają. Żyleta coś się szarpnął, a te policmajstry go cyk cyk i do karetki. Jego kolegi jak zobaczyły co się stało to uciekły na bakutin. - Bua ha ha ha – zaryczał Paskuda, któremu humor już się poprawił; i ruszyliśmy dalej naszym szlakiem do kaprysa. Zabuliliśmy za trzy siary i dawaj do jordana. W parku latem działo się wiele – popijawy, tańce, mecze piłkarskie, bójki – trzoda i szydera. Na zimę jordan obumierał, uchodziło z niego życie jakby glanem dostał między oczy. Siedliśmy tam gdzie zawsze i rach ciach otwieramy wińciusa. I łyczymy raz raz bo zimno jak piekle. Nagle odzywa się Skurczybyk i tak gada: - Znacie ten kawał o autostradzie ? - Nie ! – zaprzeczyliśmy – Dawaj ! - Jechał se gość…