Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 7 min czytania

Idealnie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ideały nie istnieją.

Prawda? Więc czemu bawisz się w utopię. Twoje klocki ustawiają się według twojego planu, nieskomplikowanego zresztą. Po prostu wszystko musi być poukładane w równomierne szeregi <ewentualnie w coś innego, na kształt szeregów>.

Ludzie? Ach, tak ludzie. W twoim teatrze są tylko marionetkami. Nie wzruszaj lekceważąco ramionami. Wiesz dobrze, że to jest właśnie ewenement Twojego postanowienia. Nie, tu nie pomoże budowanie strachu, ogłupianie obywateli i inne nieczyste zagrywki <choćby te cholerne narkotyki, to znaczy tabletki odurzające niepokorne jednostki społeczne>.

Ideały nie istnieją.

Dlaczego więc wierzysz, że twoje idealne państwo pojawi się w przyszłości na mapie świata. Na nieistniejącej jeszcze wyspie, gdzie ulokujesz swoje idealne miasteczko z równie idealnymi mieszkańcami. Domy, wszystkie piękne i doskonale zbudowane będą tak identyczne jak dwie krople czystej wody. Także ludzie. Tacy sami. Nie wyróżniający się z tłumu.

Szczęśliwi?

W twoich oczach widać iskierki szaleństwa. Chcesz dyktować warunki w tej grze? Udawać Boga dla nieuświadomionych jednostek? Kiwasz głową? Ni to przecząco, ni potwierdzająco. Myślisz, że możesz wszystko?

Ha, ha!

Możesz ujarzmić ludzi <nie na zawsze, na szczęście>, ale nie naturę. Próba zmiany biegu rzeki może spowodować zalanie twojej idealnej krainy. Nie rób takich wielkich oczu. Spójrz na swoje dzieło, powiedzmy, z innej perspektywy.

Ideały nie istnieją.

***

Poranek zwykle wyglądał tak samo od czasów przeprowadzki na wyspę. Jan Kowalski, przeciętny everyman, spoglądał w lustro, czując ogromny smutek w duszy. Szukał w swojej twarzy jakiejkolwiek oznaki indywidualności. Broda, zarost, oczy (nie nawet to mu zabrano). Jego spojrzenie, apatyczne i posępne, było tożsame do tysiąca spojrzeń mijanych na ulicy ludzi. Westchnął, zastanawiając się, dlaczego w ogóle przyjechał na „wyspę szczęśliwości”, jak głosił kolorowy folder w biurze podróży. Do dzisiaj miał nad łóżkiem przywieszony plakat z owego katalogu. Wyspa była w kształcie koła (idealna figura geometryczna?), zabudowana tysiącem identycznych budyneczków. Ślicznych, białych domeczków (niezależnie od tego, czy posiadłość położona była na wsi, czy w mieście) z czerwonym dachem. I z kominem, od którego trzeba było płacić podatek. Kowalski wypluł resztki pasty do zębów, obmywając usta wodą. Zastanawiał się, dlaczego, na diabła, ma płacić podatek, tak zwany, podymny, skoro w tropikalnym klimacie rzadko używa komina. „Pieprzony ustrój” pomyślał, reflektując się natychmiast. Każdego ranka przeklinał to, że zamieszkał na wyspie. Każdego ranka przypominał też sobie, o zaleconej przez idealnego lekarza, tabletce na uspokojenie. Gdy ją wziął, zapominał o swoich udrękach. Ogarniało go uczucie błogości. Tak, teraz… Musiał iść do pracy. Tak, musiał, bo za nieobecność w pracy groziło więzienie albo, w wyjątkowych przypadkach, śmierć. „Toż, to absurd” myślał początkowo, gdy tu przybył, ale po zażyciu pastylek idealnego doktora zaczynał traktować to prawo jak coś normalnego. Po prostu zaczął zapominać życie, jakie toczył przed przybyciem na wyspę. Od tego czasu wiele się zmieniło. Nowi przybysze stawali się jawnymi wrogami, a idealna kraina została odgrodzona od świata idealnym, śnieżnobiałym otynkowanym murem. Wszak została już zebrana wystarczająca garstka podobnych do siebie ludzi, którym

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%