Fantastyka · 34 min czytania
Igrać z czasem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Peter myślał nad nowym projektem, gdy za oknem usłyszał szczekanie psa. Wyjrzał tylko lekko i już poznał odcień szarobrązowego samochodu rodziców. "Po co oni?" - pomyślał bez zbędnego entuzjazmu. Ciągle siedział przy stole pochlipując od czasu do czasu ciepłą herbatę. "Cześć Mały!" - usłyszał z kuchni, "Nie jestem Mały!" - odburknął. "Trudny wiek, przejdzie..." - podsłyszał cichą gadaninę rodziców. Nadal wciąż myślał nad nową stroną, którą obiecał zrobić 'na wczoraj'. Zmęczony ciągłym wysłuchiwaniem szmerów, jakby knucia jakiegoś podłego planu, dobiegających z kuchni oraz cichym szumem laptopa niemal padał twarzą na stół. Nasilał się odgłos przesuwającej się w koło wskazówki dużego, choć całkiem nowoczesnego ściennego zegara. Gdy tak oddawał się w ręce pożądanego snu, nagle ktoś zapukał do okna. "Co ona tu robi?" - przeszło mu przez myśl, kiedy ujrzał Lilian - "Czemu pod oknem?". Otworzył je i jakby od niechcenia podparł książką, by się nie zamykało. - Co robisz? - zapytała najbliższa koleżanka Petera - A nic, tak sobie siedzę... - Znowu przed komputerem? - żaliła się Lilian - Muszę skończyć tę stronę, którą zacząłem już Bóg wie kiedy, a nadal nie mam na nią pomysłu... - odparł - Ech, gadanie. Jak można cokolwiek zacząć i tego nie skończyć!? O! Choćby taka książka - wyciągnęła podparcie spod okna - każdy dobrze wie, że jeśli się książki zaczyna, to się je również kończy, bo inaczej to się mszczą! - wykrzyknęła, gdy zauważyła w środku zakładkę. - Acha... - przytakiwał Peter - Co!? Jeszcze jej nie skończyłeś? Przecież czytasz to już trzeci miesiąc! - Jakoś mi się nie zbiera, w ogóle ostatnio słabo mi życie idzie... - próbował bronić się usypiający już Peter - No! Właśnie widzę, jak ci się nie zbiera. Powiedz mi lepiej na co ci się zbiera!? Będzie łatwiej... - z wyrzutem powiedziała Lilian i odeszła od okna - przyjdę po południu, może ci się zbierze na cokolwiek. - burknęła, będąc naprawdę zawiedzioną. Peter zamknął okno i pomyślał, że o wiele piękniej wygląda świat, gdy się jest na nim samemu. Długo jednak nad tym myślał. Siedział, leżał, kucał, dygał, nachylał się nad moniotrem komputera i podrygiwał rzucając się w myśl, czy łatwiej jest być samemu. Po nieustających godzinach rozmyślań wśród rozchodzącego się po pokoju szumu komputera postanowił się położyć i chwilę choć zdrzemnąć.
Długo ten stan się nie utrzymał, ponieważ do pokoju weszła mama i przekazała mu, że Lilian czeka przed domem. Zerwał się na równe nogi, przez myśl przeszło mu, że się mylił; że jednak warto mieć kogoś, kto na nas czeka, że rzeczywiście jest sens życia, gdy ktokolwiek nam cokolwiek uświadamia. Zarzucił na siebie kurtkę i wyszedł z pokoju. Po drodze spotkał jeszcze mamę i babcię, które tym razem wydawały mu sie najznakomitszymi osobami na świecie. Był tak szczęśliwy, że każdy dojrzany szczegół stawał się na wagę złota, wszystko nabrało kolorów, jak gdyby powrócił do życia po kilkunastu latach hibernacji. Czuł się, jakby właśnie miał zobaczyć Lilian po wielu latach rozłąki. Te entuzjastyczne podejście do sprawy zamarzło jednak, gdy zbliżył się do drzwi, "Ach! Mogę się jeszcze wycofać, mogę się lepiej przygotować..." - pomyślał, a po chwili dodał sam do siebie - "Czego ja się znowu boję? Na pewno jej przeszło!" - i nagle zrozumiał, że nie docenia potęgi czasu...
Peter lekko wystraszony złapał za klamkę i cisnął niepewnie. Widok zza drzwi wcale go nie zdziwił - ujrzał bowiem najzwyklejszą Lilian. Standardowo ubraną w klasycznie, ale ciekawie wyglądające nowoczesne ubrania. Miała średniej długości brązową spódniczkę z lekką falbanką, białą bluzkę z miłym dla okiem logotypem motyla i zieloną kurteczkę z niezliczoną ilością kieszonek, w których pochowane były karteluszki. Lilian słynęła z zapisywania różnych bzdur na karteczkach i chowania ich gdzie tylko się da. Na głowę wsadziła sobie swoją ulubioną czapkę, niby to berecik, niby baseballówka, ale świetnie komponująca się z każdym jej ubraniem. Lilian nie zwracała zbytniej uwagi na opinie innych - robiła to, co uważała za stosowne - to, co nakazywało jej serce. Teraz siedziała lekko pochylona, jak gdyby oglądała obraz na chodniku, na schodkach pod drzwiami. - Przyszłaś... - zaczął Peter - Tak jak się umawialiśmy, jest popołudnie... - OK, nic przecież nie mówię. Idziemy gdzieś? - No, chyba nie zamierzasz tu sterczeć i pleść głupoty...? - zapytała retorycznie, ale z lekkim szyderstwem Lilian - Yyy... - Peter myślał chwilę nad tym, czy Lilian jest na niego zła, czy udaje, czy naprawdę chce gdzie iść, czy może tylko przyszła się upewnić, aże niby Peter nie jest na nią zły. Wszystkie jego domysły odwracały się nagle o sto osiemdziesiąt stopni i znowu wracały na swoje miejsce. Widocznie musiało to trwać bardzo krótko, bo Lilian jakby tylko podsumowując jego zachwiane rozmyślania powiedziała: - Bez gadania, idziemy do wioski. Tam już czekają! - zachęcała - No idę już, idę... - powiedział Peter udając znurzenie, choć na twarzy rysował się szeroki uśmiech
***
Dochodząc do wioski kończyli właśnie debatę nad tym, co będą robili podczas ostatniego weekendu tych wakacji. Rozważali różne wyjścia: a to wizytę u Oskara, albo wyjazd na basen, innym razem marzyli o nocy pod namiotami nad jeziorem. Dobrze jednak wiedzieli, że ostatni weekend wakacji spędzą już w mieście i to nie na wspólnym odpoczywaniu, a na przygotowywaniu się do szkolnych obowiązków. Zachodząc już na wiejskie osiedle, bo tak chyba możnaby nazwać małe stado sterczących, ale jakże wesołych domków, usianych dookoła przytulnego placu - miejsca spotkań przyjaciół ze wsi. Lilian i Peter byli tu oczywiście tylko gościnnie. Rodzice obojga świetnie się znali, gdyż pochodzili z tej właśnie wioski - dlatego bardzo często spędzali wolne chwile ze sobą. Ich wizyty na wsi były jednak na tyle częste, ze zaskarbili sobie zaufanie miejscowych nastolatków. Choć ich życie znacznie się różniło, potrafili znaleźć wspólne zajęcia czy tematy do rozmów. Zawsze jednak głębiej dotyczyły one miejscowych przyjaciół niż gości z miasta. Peter bardzo czesto zastanawiał się nad tym, czemu woli robić to, o czym mówią tak często tutejsi ludzie. Lilian natomiast wolała oddawać się miłej atmosferze, unoszącej się nad gromadką rozweselonych młodych ludzi. Tego dnia Peter wolał robić to, co Lilian. Trzymać sie jakby jej ducha, miał bowiem nadzieję, że zdąży do końca tych radosnych letnich chwil poznać prawdziwy świat Lilian. Dostawał od niej wręcz oficjalne zaproszenia do tego azylu, ale nigdy nie próbował nawet z nich skorzystać. Uważał, że Lilian trochę przesadza z rozmyślaniami na temat sensu życia. Według niego - każdy z nas ma swoją misję, a wypełnia ją lepiej lub gorzej. Dziś jednak jego rozważania się odwróciły. Zrozumiał, że Lilian też ma co nieco racji. Gdy podczas rozmowy, która trwała już dość długo, mimo tego, że on wyłączył się z niej całkowicie, wciąż myśląc nad sensem życia Lilian (nie jednak jej życia, lecz nad jej rozmyślaniami); na chwilę uruchomił swoją mózgownicę i dorwał fale całej reszty - usłyszał kawałek rozmowy: - ...to on mi powiedział, że mu z nieba spadłem! - No co ty? - z niedowierzaniem dopytała Lilian - Pewnie, nie wierzył, że mogę mu pomóc, bo myślał, że tu nikt się na tym zbytnio nie zna, ale widocznie sam nie wiedziałem, że się na tym znam. - ciągnął dalej Rafał - To się znasz czy nie? - chcąc wszystko ułożyć, zapytał Peter - No, ja nie sądziłem, że z tym, co akurat ja wiem, mogę komuś pomóc... - odpowiedział niejednoznacznie Rafał W tej chwili Peter zrozumiał, że nie miał racji. Nadal jednak wierzył, że rzeczywiście jedni z nas są lepsi, a drudzy gorsi - nie jednak w złym znaczeniu. Miał nadzieję, że są tacy którzy pomagają i którzy tę pomoc otrzymują, przez całe swoje rozmyślania nie brał jednak pod uwagę, że każdy z nas pomoc otrzymuje i sam ją niesie, a jedynie tego nie dostrzega. Reszta wieczoru zleciała mu dość szybko na dalszym wysłuchiwaniu zwierzeń przyjaciół z dwóch różnych światów. Te wakacje naprawdę go odmieniły, stał się jakby bardziej podobny do Lilian.
***
W domu wszystko sobie poukładał i wtedy zauważył, że cały świat składa się z nieskończonej ilości całkiem innych od siebie istot, choć tak naprawdę - każdy z nas jest taki sam. "Wszyscy jesteśmy tacy sami..." - szepnął sobie usypiając już, ten dzień był bowiem dla niego bardzo ciężki.
Część 22 / 3
Już tylko kilka dni dzieliło radosne życie Petera od dziesięciomiesięcznej męczarni zwanej szkołą. Peter i Lilian chodzili do jednego gimnazjum, los chciał, by nie trafili do tej samej klasy. Uważali oni jednak, że tak jest lepiej. Nie musieli się nawzajem znosić, wysłuchiwać, razem przesiadywać. Mała pogawędka od czasu do czasu na przerwie absolutnie im starczała. Peter wspominał właśnie miłe chwile ze szkoły podstawowej, kiedy chodzili razem do klasy, kiedy siedzieli w jednej ławce i zachowywali się niczym rodzeństwo. Za oknem jednak już dawno słońce wzniosło się dość wysoko. Dzień był ciepły, choć czuć było powiew jesieni - zwiastunu końca wspaniałych przygód. Peter wstał z łóżka, poszedł do łazienki, dziś nadzwyczajnie dokładnie przykładając wagę do swojego wyglądu. - Umówiłes się z kimś, z samego rana? - zapytała przez drzwi mama - Nie, a co? - No nic, siedzisz w tej łazience, jak nigdy... - Nie można!? - powiedział półżartem Peter, a następnie wyszedł do kuchni na śniadanie. Dziś było dość ceremonialnie - ostatni dzień u dziadków na wsi, więc i śniadanie było wiejskie - na pamiątkę. Płatki śniadaniowe z owocami i kawałek ciasta drożdżowego. Lubił te chwile, ale dobrze wiedział, że wspaniałości dobiegają końca. Zjadł ostatnie wiejskie śniadanie i czym prędzej pognał do Lilian. W drzwiach przywitała go jej matka. - Dzień dobry, zastałem Lilian? - zaczął grzecznie - Och, tak. Wejdź, proszę. Co prawda, Lilian jeszcze śpi, ale myślę, że ją obudzisz, my się bardzo śpieszymy - powiedziała matka Lilian dopinając klips na uchu. - Dobrze, dziękuję. - odpowiedział Peter i zamknął drzwi za rodzicami Lilian. Udał się do jej pokoju i zobaczył tylko ciemnobrązowe włosy, układające się na pościeli. W pokoju było chłodno, a to za sprawą uchylonego okna. Już chciał ją szturchnąć, ale nie zebrał się na wystarczającą odwagę. Wcześniej jeszcze przeszedł po pokoju i dokładnie obejrzał wszystkie wystawki na kredensach. Nie były to wystawki Lilian, ale to pokój, w którym zawsze mieszka, gdy przyjeżdża do dziadków. Oglądając wszystkie zdjęcia i figurki, natknął się na książkę w pięknej oprawie. Miała nietypowy format i była naprawdę wspaniale zdobiona. Chcąc ją podnieść zrzucił z kredensu figurkę anioła, czym narobił hałasu dość głośnego, aby obudzić Lilian. Dziewczyna podniosła głowę, ale że nie była dość wyrwana ze snu, by dostrzec jak Peter chowa książkę za siebie, powiedziała tylko: - Cześć, zaraz wstaję... jak chcesz, możesz iść do kuchni. - Nie, wiesz, w zasadzie, to ja już pójdę, twoi rodzice prosili mnie tylko, abym cię obudził. - A no, chyba że tak... - stwierdziła Lilian i rzuciła głowę na poduszkę - To do zobaczenia o jedenastej! - rzucił Peter, wychodząc z pokoju Trzęsąc się ze strachu udał się do wyjścia, lecz po drodze chciał się wrócić, przeszedł go prąd i myśl, że robi coś złego. Nie myślał jednak zupełnie, co robi, nie myślał też o skutkach. Otworzył drzwi i wyszedł na dwór. Wracając do domu skręcił na boisko. Usiadł na jednej z ławek i niewiedząc nawet, czyja to książka, a tym bardziej, co opisuje - otworzył ją, a jego oczom ukazał się ręcznie wykonany napis 'Pamiętnik Lilian, słowa przez życie pisane...', wystraszył się i zamknął brulion. Ułożył się wygodnie na trawie z książką pod głową i myślał, jak wyjść z kłopotu, o którym nie za wiele wiedział. Nie miał zielonego pojęcia, czy Lilian zauważy brak pamiętnika, czy bedzie na niego zła, ani co opisuje w swoich 'słowach przez życie pisanych'.
"Peter! Wstawaj! Uuuchu!" - usłyszał przez sen Peter, "Eee... już, no!" - odpowiedział niezbyt mile. Otworzył oczy i ujrzał Lilian. - Już po jedenastej! To ja mam ciebie szukać!? - piekliła się rozwścieczona, być może spóźnieniem, być może rzucająca się w uszy odpowiedzią Petera, Lilian - No dobrze, już dobrze... - próbował uspokoić ją Peter - Dziwny jesteś, najpierw się na mnie wydzierasz, a później mnie uspokajasz. - powiedziała, śmiejąc się, Lilian - Może i tak... - zdziwił się Peter spoglądając ze strachem pod głowę Pamiętnika tam nie było. Użerał się z myślami, czy zabrała go Lilian, czy może ktoś inny. - No chodź, idziemy już! Niedługo będziemy jechać do domu, pójdziemy jeszcze na chwilę do wioski. - zaproponowała Lilian - To idziemy! - zawtórował Peter, wstając i otrzepując się z trawy, lecz wtedy uświadomił sobie, że pamiętnik rzeczywiście zniknął - Tak właściwie, to po co tam idziemy? - zapytał - No jak to po co? Z księżyca się urwałeś? Ostatni dzień już tu jesteśmy, chyba wartałoby się pożegnać? - odpowiedziała z pewnym żalem do Petera, Lilian - Pożegnać!? Z tymi... z tą bandą... uugh! - krzyczał wręcz Peter, gdy Lilian patrzyła na niego z wielkim zdziwieniem - Coś się stało? Jeśli chcesz, to nie musimy tam iść, ale to tak głupio... Zresztą mi bardzo na tym zależy... - przekonywała Petera Lilian - Zależy! - krzyknął z wyrzutem Peter - Nie wiem, czy zależałoby ci tak bardzo, gdybyś wiedziała... - O czym? - z niepokojem zapytała Lilian - Zresztą... nieważne - wycofywał się Peter Lecz Lilian była nieugięta , przez całą drogę próbowała wyciągnąć cokolwiek od Petera... - Dobra! Niech ci będzie. Powiem, a później to sobie możesz iść do tej wioski i gadać z obwiesiami, ile chcesz! Ale do mnie się i tak nie odezwiesz! - No, zobaczymy... - ciągnęła Lilian "Więc tak... gdy rano przyszedłem do ciebie..." - zaczął opowiadać Peter z tak wielkim zapałem i wyczuciem, że nikt nie był w stanie przerwać tej ceremonii. "Wtedy się obudziłaś, a ja zamiast odłożyć twój pamiętnik na miejsce... to go wyniosłem i poszedłem na boisko, ale nic nie czytałem, naprawdę!" - kończył mówić Peter, kiedy Lilian mu przeszkodziła - Masz szczęście! Bo byś równo oberwał! W ogóle co cię napadło, żeby wynosić z domu mój pamiętnik... - mówiła Lilian, jakby w ogóle nie zważając na fakt, że pamiętnik zniknął - Jak to szczęście, ale co z nim teraz będzie? No, to znaczy, co zrobisz? - dopytywał się z niedowierzaniem wyrozumiałości Lilian, Peter - No, a co ma być? Nie myślisz chyba, że skoro już go miałeś w łapach, to ci go dam jeszcze raz!? - powiedziała Lilian i zaczęła się śmiać - No nie... - przytaknął Peter, cały czas zastanawiając się, o co właściwie chodzi Lilian "Może ona o niczym nie wie? Może nie zuważyła, że pamiętnik zniknął..." - myślał gorączkowo.
***
Doszli do wioski, ale nikogo na placu nie było. Przeszli po domach swoich przyjaciół, lecz prawie nikogo nie zastali. Nikogo z wyjątkiem Rafała. Siedział sobie na schodkach przed drzwiami i rozmawiał ze ślimakiem, którego trzymał na palcu. - Cześć! Nie przeszkadzamy? - zaczęła Lilian - Aaa... Nie, skądże! Siadajcie! - przywitał ich z uśmiechem na twarzy Rafał - Dzięki. - odpowiedział cicho Peter Rafał rzucił lekko ślimaka w rosnące nieopodal krzaczki. - O czym chcieliście pogadać? - zapytał gości Rafał - W sumie, to o niczym. - odpowiedział Peter, gdy Lilian mu przerwała - Przyszliśmy się już pożegnać... ale nikogo tu nie ma... - wyjaśniła zawiedziona Lilian - Ach, tak! Mówili, że znaleźli coś bardzo ciekawego. Pewnie znajdziecie ich nad stawem. - Dzięki, pójdziemy tam. - odpowiedziała Lilian - Ale skoro już odjeżdżacie, to w takim razie: "Do zobaczenia!". - powiedział Rafał machając Peterowi i Lilian - Do zobaczenia, trzymaj się! - odkrzyknęli - Wcale nie mam zamiaru tam iść! - powiedział poufnie Peter do Lilian - Dlaczegóż to? - zapytała zdziwiona Lilian - Będzie fajnie! Chodźmy nad staw! - Nie! Ja już idę, jak chcesz, to idź sobie nad staw... Cześć, spotkamy się później. - powiedział Rafał na rozdrożu i skręcił do domu. "Dziwak!" - szepnęła do siebie z oburzeniem, Lilian - "Myśli, że jest pępkiem świata, co go tak zmieniło!?"
Peter szedł drogą i zastanawiał się, czy rzeczywiście warto brać życie, jakim jest. Zaszedł do domu, a tam już długo wyczekiwali na niego.
- Gdzieś był tak długo? - zapytała babcia
Część 33 / 3
- Aaa, z Lilian, tak sobie chodziliśmy... - odparł bez przekonania
- No jak to? Przecie była tu godzinę temu. - atakowała babcia
- Aaa, bo to tak...
- To byli żeście razem czy nie? - zapytała stanowczo babcia
- Ech, trochę tak, a trochę nie! - odpowiedział i poszedł do pokoju.
Gdy wszedł, spojrzał na stół i zobaczył, że leży tam pamiętnik Lilian. Natychmiast wziął go do ręki i otworzył. Tym razem nie…