Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 13 min czytania

II. Zmiany

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dwa lata temu Lidia i Baśka mimo swojej zażyłości, bardzo się od siebie oddaliły. Miały swoje dwa różne światy, w których nie było miejsca dla tej drugiej. Lidia była przekonana, że ten okres minął. Ale kiedy widziała maślane oczy Basi, podążające za cudownym chłopcem, który właśnie wychodził z sali, miła wrażenie, że nigdy nie uda jej się wybić Baśce z głowy niektórych zwyczajów. Zresztą nigdy tego nie próbowała. Uznała, że skoro przyjaciółka jest gotowa znosić jej fanatyczne upodobania do książek, to Lidia musi uszanować fanatyczne upodobania Baśki co do facetów. Co się stało nimi dwa lata temu?! Właściwie to Lidia pierwsza wyciągnęła wtedy dłoń. Chciała by ich relacje wróciły do normy, gdyż tak nie wiele dzieliło ją od śmierci.

Dwa lata temu Karol Mniszek, mężczyzna w kwiecie wieku, o spokojnych, wiecznie nieobecnych, zielonych oczach stanął w pokoju córki, ubrany w czarny, dopasowany garnitur i uśmiechnął się pełen trwogi. Lidia zrozumiała, że to nie przelewki. Widziała czemu ojciec jest roztrzęsiony i czuła się z tym okropnie. -Wyjeżdżasz? – zapytała starając się unikać wzroku ojca. -Jadę na delegację. Do Londynu. Nie będzie mnie… jakieś kilka dni. – Lidia kiwnęła głową. – Chciałem też wreszcie z tobą porozmawiać. To co się wczoraj stało… -Tato! Proszę, nie mam ochoty o tym mówić. – dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi. Siedziała na łóżku, w swoim pokoju w białej podkoszulce bez rękawów i granatowych dresach. Czuła że tym razem się nie wywinie. Ale ojciec się spieszył, a to było dla niej korzystne. Niestety tym razem Karol nie poddał się tak łatwo. Podszedł do łóżka córki i przysiadł na jego brzegu. Lidia podwinęła nogi pod siebie. -Musimy o tym pogadać. Coś się z tobą dzieje, ja nie rozumiem skąd ty wiesz to wszystko, co mi wczoraj powiedziałaś, jakim sposobem wczoraj poruszyłaś ten wazon i… -Tato! – jęknęła – Nie chciałam tego zrobić! – do jej oczu zaczęły napływać łzy – Ale ten mężczyzna, obrażał cię, widziałam co chce zrobić, czułam to. Sama nie potrafię tego wyjaśnić. -Kochanie. Śmierć mamy dała nam nieźle w kość. – słysząc o matce dziewczyna poderwała się z łóżka i zaczęła chodzić po pokoju -Cokolwiek nie zrobię, nie powiem, nie pomyślę ty wszystko na nią zwalasz! – warknęła. Ojciec ostatecznie zamilkł – Zastanawiam się kto bardziej na tym ucierpiał my, czy pamięć o mamie! Pomyśl trochę! Może to wszystko moja wina! Nie jej! Może to ja tutaj jestem tą ważniejszą osobą! Nie ona! – myśli kłębiły się w jej głowie, czuła, że za chwilę może powiedzieć coś o wiele gorszego. Powstrzymała się więc i wybiegła z pokoju. -Lidio! Zaczekaj! –ojciec skoczył za nią. Złapał ją za ramię. – Właśnie teraz pokazujesz jak bardzo cię to wszystko „nie dotknęło!”. Błagam kochanie. Musisz mi powiedzieć. Czy ktoś ci kazał powiedzieć, że Fajdwowski zginie? Czy zadajesz się z kimś nieodpowiednim? Jeśli się boisz to pamiętaj, że mnie możesz zaufać. -Nie słuchasz co się do ciebie mówi! – krzyknęła wyrywając rękę z uścisku. – Jedź już. –dodała szeptem. Ojciec nie patrząc na nią zbiegł po schodach, zabrał leżącą na komodzie teczkę i wyszedł z domu trzaskając drzwiami, tak mocno, że chcąc czy nie chcąc Lidia podskoczyła.

-Słuchaj Lii, zabierzesz mnie ze sobą? – piszczała Baśka nad głową przyjaciółki. – To zaproszenie do teatru dla dwóch osób. Ja zawsze się głupio czuje, kiedy w zaproszeniu mam zapisane „dwie osoby”, a idę sama. -Ja jeszcze nie wiem czy w ogóle pójdę. – odpowiedziała Lidia mrużąc oczy. – Ale widzę, że ty rozwiałaś już wszelkie swoje wątpliwości wobec nich. Wystarczyło postawić przed tobą w miarę przystojnego faceta! Ha! - Lidia klasnęła w dłonie i dodała – Zapamiętam ten trick! -Oj daj spokój Lii, przecież sama widziałam jak zaskoczył cię jego widok. Był niesamowity co?! Te oczy… ah! -Przestań, bo mi nie dobrze – Lidia wstała od stołu i poprawiła sukienkę. – Słyszałaś z jakim wrogim nastawieniem dziś podeszli. Nie zaproponowali, tylko zażyczyli sobie abym przyszła . I co mało znaczyć to spojrzenie Angeli, że niby nie potrafię się porządnie ubrać? -A potrafisz? – Baśka puściła oczko do przyjaciółki. Dziewczyna jęknęła zrezygnowana. -Oczywiście, że potrafię. To że ubieram się w ten sposób..to moja sprawa. -Tak, tak, tak! – Dębska machnęła ręką. – To co idziemy? Lidia poczuła się bezradna. Mogła gadać jak do ściany, ponieważ Basia już podjęła decyzję. Ostatecznie czekała teraz tylko na znak! A właściwie na entuzjastyczne „TAK IDZIEMY!” . Nie miała wyjścia. -Jutro, o dwudziestej, pod kościołem świętej Teresy! – rzuciła dziewczyna odchodząc od stolika. -Będę punktualnie! – co do tego stwierdzenie Lidia miała pewne wątpliwości, ale postanowiła się tym nie przejmować. Raz kozie śmierć, jakby nie patrzeć zawdzięczała tej grupie czartów więcej niż tylko darmowe bilety do teatru.

Ktoś zapukał do drzwi sypialni. Było już po dwudziestej i robiło się ciemno. Lidia podeszła i otworzyła. Przywitał ją miły, wyuczony uśmiech gospodyni, pani B. Nigdy nie mówiła do niej po nazwisku. Wołała panią B, od kiedy skończyła pięć lat i już tak pozostało. Kobieta wyciągnęła ręce w stronę dziewczyny i podała jej szarą miskę, w której pływały ziemniaki i warzywa. Mniszek zamarła. -To jest zupa pani B. -Oczywiście kochanie. Twoja dieta opierająca się na frytkach, hamburgerach i kurczakach z KFC powinna wreszcie się skończyć. -Dlaczego nie zatroszczyłaś się o to kiedy byłam mała. Wiesz że w tym wieku nie wiele już we mnie wmusisz? Kobieta uśmiechnęła się, jak zwykle uprzejmie i sztucznie. Tym razem nie udało się jej spławić tak łatwo. Weszła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Lidia cofnęła się i usiadła przy toaletce. Zgarnęła z blatu dezodorant i szczotkę, do szuflady i zrobiła miejsce dla miseczki z zupą. -Chcę żebyś przynajmniej raz w tygodniu zjadła coś pożywnego. Czy źle robie? -Nie pani B, tu nie o to chodzi. -Słyszałam waszą kłótnię – wtrąciła ostentacyjnie – Nie brzmiało to zbyt korzystnie. – tutaj gosposia popatrzyła swojej podopiecznej w oczy – Myślę, że jesteś dla ojca zbyt surowa. –stawiając miskę przy toaletce, pogłaskała dziewczynę po głowie. Ale w tym geście zabrakło jej delikatności – Nie chcę się wtrącać Lidio, kochanie, ale skaczecie sobie do gardeł od kilku tygodni. Lidia przełknęła ślinę. Złapała za łyżkę i zamieszała zupę, starając się ukryć łzy. Pociągnęła nosem, a pani B zajęła miejsce na łóżku, złożyła ręce w dziubek, jak przy modlitwie i westchnęła ciężko. Lidia wzięła solidny łyk zupy i odwróciła się w kierunku…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%