Fantasy · 10 min czytania
III Przedstawienie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Stała już dobre piętnaście minut. Przedstawienie zaczynało się za jakieś pięć kolejnych, więc dziewczyna zaczęła nerwowo skakać z nogi na nogę. Było jej dość chłodno, a w dodatku spóźnienie przyjaciółki doprowadzało ją do szału. Wtem podjechał samochód. W wielkim popłochu, robiąc mnóstwo hałasu wysiadła z niego Baśka. Za nią wyskoczył jej brat Hubert i zaczęli na siebie wrzeszczeć. Lidia podeszła do nich cicho i stanęła za plecami Huberta. -Cześć – rzuciła czując że kłótnia rodzeństwa powinna zakończyć się teraz, jeśli mają z Basią zdążyć na spektakl. Chłopak odwrócił się zdumiony i utkwił oczy w delikatnie skrojonej, „małej czarnej”, sukience, którą założyła Lidia. Jego wzrok powędrował wyżej zatrzymując się na jej biuście, a potem szybko, jakby czując że robi coś niewłaściwego spojrzał na jej twarz. Nie miała na sobie okularów. Oczywiście Lidia nie zrezygnowała ze swojej codziennej bariery ochronnej w postaci szkieł. Po prostu zastąpiła ją soczewkami. -Lii! – zawołała Basia ze szczerym uśmiechem na ustach. – Wyglądasz… -Niesamowicie – dokończył Hubert szczerząc się jak mysz do sera. Ignorując brata przyjaciółki Lidia podeszła do Baski i złapała ją za ramię. -Musimy ruszać. Mamy 5 minut. Potem będzie głupio wchodzić na salę w środku przedstawienia nie sądzisz? -Może was podwieźć? –zaoferował Hubert. Mimo wcześniejszej awantury wydawał się teraz zupełnie spokojny. Jakby w jego ciało wstąpił inny człowiek. Hubert był wysokim, dwudziestodwuletnim chłopakiem, o mocno opalonej skórze i wyglądzie strong mena. Co prawda nie dorastał do piet Mariuszowi Pudzianowskiemu, ale Lidia zawsze uważała że nie wiele mu brakuje. Miał ciemne włosy cięte bardzo krótko i wiecznie roześmiane, zielone oczy. Mimo wszystko jego pomoc mogła teraz uratować dziewczynom reputację. Mniszek szybko podjęła decyzję. -Myślę, że tylko ty możesz nas uratować z opresji w tym przypadku! - kiedy Lidia wypowiedziała te słowa i spojrzała na chłopaka przeszył ją dreszcz. Chłopak patrzył na nią w sposób jakiego zawsze się obawiała ze strony płci przeciwnej. Nigdy nie szykanował jej wzrokiem tak jak dziś. Zmieszana, nie wiedząc gdzie podziać oczy, otworzyła drzwi samochodu i wsiadła do środka. Baśka posłała bratu kuksańca w bok. Jechali niecałą minutę. Na drodze nie było żadnych samochodów. Dopiero pod samym teatrem zaparkowanych było kilka dużych i dwie czerwone sportowe maszyny. Baśka otworzyła drzwi, kiedy tylko Hubert zatrzymał się przy chodniku. Wyskoczyła jak z procy i z obciachowym piskiem zaczęła podziwiać auta ustawione na parkingu. -Kto w tym mieście jeździ takimi samochodami? – to było bardziej pytanie retoryczne, ale Hubert poczuł się zobowiązany udzielić na nie Lidii odpowiedzi. -To czarty Lii, mają swój świat, swój styl. Z tego co wiem czerpią ze swojej działalności sporą sumkę pieniędzy. – Mniszek spojrzała na brata przyjaciółki z zaciekawieniem. Hubert przejął pałeczkę – Dużo się o nich mówi u mnie na studiach i ogólnie na roku. Wiesz, jesteście odważne żeby tam iść. Jestem przeciwny temu wszystkiemu. -Chodź! Wreszcie – Baśka zajrzała do samochodu. Hubert i Lii odwrócili się w jej stronę – Przecież nie chciałaś się spóźnić. -Czekajcie. Lidio!- dziewczyna popatrzyła na brata Basi i kiwnęła mu głową. -Będziemy uważać – zamknęła drzwi i pobiegły. Wpadły do szatni zziajane, a potem szybko przepychając się przez grupę ubranych w garnitury mężczyzn wylądowały przy bileterce. Podały kobiecie wystrojonej w czerwony uniform bilety i weszły do sali. Było tam mnóstwo ludzi. Przecisnęły się wśród nich i odnalazłszy swoje miejsca zatopiły się w miękkich , czerwonych fotelach, wyłożonych welurem. To miejsce bardzo spodobało się Lidii, było klimatyczne, nadające przedstawieniu ( co nie często się zdarza) atmosfery grozy. Światła zgasły dwie minuty po tym jak dziewczyny zajęły swoje miejsca. Lidia przysunęła się do przyjaciółki i klepnęła ją po ramieniu. Baśka nadstawiła ucho. -Wydaje mi się, że tutaj wcale nie jest tak źle. -A widzisz? Nie mówiłam?! Tego Lidia już nie skomentowała. W końcu nie warto chwalić dnia przed zachodem słońca, czy raczej wieczoru, przed końcem imprezy. Szybko rozejrzała się w około. Nigdzie nie mogła dostrzec ani Angeli, ani starszego Grzegorza. Wyglądało na to, że salę zapełnili przede wszystkim ludzie młodzi, których obydwie dziewczyny nie znały. Baśka zaczęła grzebać w torebce, robiąc tyle hałasu że Lidia zabrał jej całą torbę i postawiła na wolny fotel obok siebie. -Przestań się tak zachowywać! – mruknęła do przyjaciółki – Wiem, że wolałabyś siedzieć w kinie, ale w teatrze trzeba się zachowywać. -Powiedziała co wiedziała – szepnęła Baśka i położyła się Lidii na kolanach żeby dosięgnąć swojej torby. -Czego tam szukasz?…