Mitologia · 11 min czytania
III. Ulven
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 5
Trzy: Ulven
Niell nadal zdawał się nie widzieć żadnego powodu, by się śpieszyć. Chociaż w istocie było ich całe mnóstwo, to żaden nie leżał w jego interesie. Jeździec jednak wcale go nie poganiał. Obracał w dłoni wisiorek, jakby próbował dostrzec w nim coś niezwykłego, coś, czym odróżniałby się od innych, zwyczajnych. Nic takiego jednak nie zauważał. A wzrok miał przecież wyjątkowy.
Było to coś w rodzaju prezentu, od mędrców oczywiście. Coś, co miało mu pomóc w szczęśliwym zakończeniu misji. Ale nie był to, jak mogłoby się zdawać, zwykły talizman, chroniący ode złego. Nie, gdyż takie coś mógł wykonać samodzielnie każdy człowiek. Wystarczył kawałek drewna, blaszka, kamień lub cokolwiek, na czym dałoby się nanieść odpowiednią runę.
Ten talizman miał szczególne właściwości. W tych niedostępnych, ośnieżonych górach niewątpliwie znacznie zwiększały one szanse przeżycia. I, dzięki bogom, działały równie dobrze na wierzchowca jak i jeźdźca.
- Południe już dawno za nami – zauważył – mam nadzieję, że dotrzemy przed zachodem. Jak myślisz, spotka nas jeszcze dziś cos ciekawszego niż, na przykład, biały wilk? – nie od dziś wiadomo, iż konie są świetnymi słuchaczami, ale jakoś nie mają talentu do podtrzymywania rozmowy. I ten wcale się na tym tle nie wyróżniał. W odpowiedzi jedynie parsknął. W jakiś niewytłumaczalny sposób odczuł, że jego właściciel tego właśnie oczekiwał.
- Tak, tak masz rację. Mi też jest zimno – rzekł, nie bardzo rozumiejąc, co owo parsknięcie miało oznaczać.
***
- Jak się czuje nasz Diler? – Zapytał Hekser, udając w głosie tyle troski, ile tylko potrafił.
Część 22 / 5
- Głód go w końcu złamał – odparł zapytany. Był to nowicjusz. Dopiero uczył się wszystkich niezbędnych rzeczy, które powinien znać każdy mędrzec. Wiedza była oczywiście na pierwszym miejscu, bo tylko ona pozwalała zrozumieć świat.
- Znaczy, że zaczął jeść normalne, ludzkie posiłki?
- Owszem. Zaczęło się od pieczonego mięsa, ale dziś po południu zjadł nawet smażone jaja!
- Doskonale – mędrzec nie krył zadowolenia – być może już za kilka dni będzie się zachowywał jak normalny człowiek.
- Byleby nie stracił swoich nadzwyczajnych umiejętności! – dodał po chwili namysłu.
***
Jego nadziejom nie stało się zadość. Zaczęło się już ściemniać, a szczyt góry wydawał się być jeszcze bardzo odległy.
- Chyba tu przystaniemy – powiedział na głos. Nie będziemy ryzykować życia w nocy.
Część 33 / 5
On nie musiał spać. Czynił to bardzo rzadko. Zwykle wystarczył mu zwykły, może trochę dłuższy, odpoczynek na zregenerowanie sił. Ale wierzchowiec, to co innego. Lepiej, by był wypoczęty. Głupio by było umrzeć tylko dlatego, bo się zamęczyło konia.
***
Dzień się wyjątkowo dłużył. Praktycznie władca nie miał nic do załatwienia – żadnych formalności. Dlatego wezwał di siebie Heksera. Nie miał jakiegoś szczególnego powodu. Po prostu chciał dowiedzieć się, jak idzie ujarzmianie Dilera. Mędrzec opowiadał długo, a król słuchał z zaciekawieniem – bardziej zawodowym niż osobistym.
Mędrzec opowiadał nie kryjąc satysfakcji – w końcu poczynili już spore postępy.
- Więc kiedy będzie gotowy? – spytał władca Måne.
- Myślę, że może wyruszyć nawet jutro, jeśli trzeba.
- Doskonale, wyślę dziś do ciebie cały sprzęt, jaki mu zakupiłem. Nidhogg ostatnio ośmielił się zaatakować karawanę kupców! Wojna chyba już się zaczęła – Na twarzy władcy wymalował się strach, strach o życie poddanych. On sam był tylko żołnierzem... no, może najważniejszym pośród żołnierzy, ale jednak żołnierzem. Był gotów oddać życie za Måne.
Hekser zabawił u króla jeszcze kilka minut i wyszedł. Doskonale wiedział, co się stanie, jeżeli Diler zginie. Oznaczałoby to upadek królestwa, a może i nawet całego świata?
Część 44 / 5
***
Następnego ranka Diler przygotowywał się do wymarszu. Miał już na sobie odzienie, które dostał w prezencie. Z chęcią pozbył się swej czarnej zbroi płytowej na rzecz lżejszej, kolczej. Może i nie gwarantowała ona takiej ochrony, ale za to nie krępowała ruchów.
Usłyszał za sobą głos Heksera. Obrócił się w jego stronę.
- Co to za imię „Diler śmierci”? – spytał, gdy już podszedł dostatecznie blisko.
- Diler...? – nie bardzo wiedział, co odpowiedzieć – właściwie, sam nie wiem. Zasłyszałem gdzieś cos takiego, to z obcego języka. Niewykluczone, że nawet źle przetłumaczone....
- Musisz wymyślić sobie ludzkie imię, w końcu jesteś prawie człowiekiem.
- Hmm.... może...
Część 55 / 5
***
Było samo południe, gdy jeździec w końcu dotarł na miejsce. Była to ogromna polana pokryta śniegiem. Na samym środku leżało coś wielkiego, czarnego. Cokolwiek to było, na widok przybysza uniosło swe wielkie skrzydła, po czym wstało na cztery potężne łapy.
KIM JESTEŚ?? Jeździec usłyszał głos, jakby rozległ się we wnętrzu jego głowy, w samym mózgu.
- Zwą mnie Ulven. Przybyłem, by zakończyć twój żywot.
DOPRAWDY? POWINIENEŚ WIEDZIEĆ, IŻ NIDHOGGA NIE DA SIĘ ZABIĆ!
- Przybyłem, by właśnie o tym się przekonać. – Jeździec zdjął z pleców łuk i niemal w tejże samej chwili napiął jego cięciwę strzałą. Brzechwa oparła się na policzku strzelca.
JAK CHCESZ! GIŃ! – gdy tylko zdanie to przestało rozbrzmiewać w czaszce Ulvena, zwolnił uchwyt palców, trzymających strzałę. Pocisk poszybował, lecz smok go zwyczajnie spalił swym oddechem. Człowiek jednak się nie zrażał. Teraz strzelał szybciej, strzała za…