Fantastyka · 28 min czytania
IKEN
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I K E N Obudził się z narastającym bólem głowy i ze zdziwieniem stwierdził, że znajduje się w swoim mieszkaniu. Ostatnio coraz rzadziej mu się zdarzało, że upojony alkoholem poprzedniego dnia w jednym z nocnych barów, miał jeszcze tyle sił, aby tutaj wrócić. Zaczął się kolejny dzień, który z pewnością zakończy się tak samo, jak wiele poprzednich. Sięgnął do stojącej na stole butelki alkoholu. Na etykiecie tańczyła młoda dziewczyna w stroju topless i ten obrazek, poprawił mu poranne samopoczucie. Pociągnął spory łyk i życie rozbudziło się w nim na nowo. Przejrzał poranną nadesłaną pocztę w komputerze, ale nie znalazł wśród niej nic ciekawego, po za przypomnieniami o zaległych rachunkach i niechciany spam. Od kiedy 3 lata temu wyrzucili go z Naukowej Agencji Informatycznej i odebrali mu poprzednią tożsamość, nie mógł się pozbierać. Musiał zaczynać wszystko od nowa, co było już ponad jego siły i przez to miał poważne problemy, ze znalezieniem nowej atrakcyjnej pracy. Nie mając nazwiska, ani niczego na poparcie tego, że jest dobry, wiódł nieciekawe życie. Tylko sieć, dopuszczała go do siebie i wyznaczała mu niewielki skrawek gruntu, w którym mógł się swobodnie poruszać. I tylko dlatego, że swojego czasu otworzył sobie w tym celu odpowiednie drzwi o których nikt nie wiedział. Od wielu miesięcy zajmował się naprawą starego sprzętu elektronicznego. Nie była to zbyt zajmująca i interesująca praca, choć od czasu do czasu trafiał się klient, który płacił dużo za pomoc w uporaniu się z niespodziewaną awarią. To jednak i tak była kropla w morzu jego potrzeb. Niestety jego status użytkownika był określony jako „osobnik niskiej akceptacji społeczeństwa” Wszystko z tego powodu, że nie opłacał od wielu miesięcy swojego komercyjnego konta. I dlatego, aby dodatkowo zachęcić klientów dopisał przy swojej ofercie, że zajmuje się sprzętem w stanie skrajnego rozpadu. Nie był tanim specjalistą, ale dzięki temu stawał się wiarygodny i mógł liczyć na klientów z wyższych sfer. Stare telewizory, komputery i aparaty cyfrowe, wciąż miały grono swoich wielbicieli, którzy nie żałowali pieniędzy, na kosztowną naprawę. Czerwona lampka dołożona przez administratora usług, nie zachęcała nikogo do zawierania z nim umów. I przeważnie zwracano się do niego wtedy, gdy inni już bezradnie rozkładali ręce. Uważany był często za oszusta, któremu chodzi głównie o wyłudzenie pieniędzy, przez co miał niewielu klientów, którzy odważali się jeszcze mu zaufać. Całe szczęście, że posiadał jeszcze duże mieszkanie, kupione za spore pieniądze 10 lat temu. W zasadzie była to wielka sala, na piętrze dawnego, nieczynnego już supermarketu, gdzie teraz mieścił się parking. Ozdobione donicami różaneczników, było jego jedyną ostoją spokoju w tym zwariowanym świecie. Z przepychu, w którym żył, zostawił sobie tylko dwa ścienne obrazy. Jeden z portretem pięknej kobiety a drugi przedstawiający krajobraz obcej planety. Były tutaj, gdy się wprowadzał, jak gdyby zapomniane i porzucone przez poprzedniego właściciela. Spoglądając na nie, zawsze miał wrażenie, że za każdym razem są inne. Wprawiały go w zadumę i zastanowienie, nad ich historią i nieznanym autorem podpisanym inicjałami J.G. Resztę swojego dorobku, która i tak nie była mu już do niczego potrzebna, stopniowo zamieniał na gotówkę, pozwalającą mu wypełnić dziurę w dochodach. Z dobrych czasów pozostał mu jeszcze tylko komercyjny płatny e-mail, który wiele dla niego znaczył. I który może wkrótce stracić, jeżeli skądś nie otrzyma większej gotówki. Człowiek bez adresu w sieci był już naprawdę nikim. Na dodatek od miesiąca prześladował go pech. Nikt nie chciał go zatrudnić i przegrywał wszystkie licytacje usług. Jak gdyby wszyscy się zmówili i wykreślili go ze swojego rejestru. Ta bezczynność coraz bardziej pogrążała go w apatii i w zniechęceniu. Lekarstwem na to była kolejna butelka alkoholu, popijana wodą z kranu. Całe szczęście, że przysługiwała mu jeszcze tabletka racji żywnościowej, którą otrzymywał w punkcie pomocy najbiedniejszym. Społeczeństwo dbało o takich jak on i nie pozwalało im przynajmniej cierpieć głodu, pomagając zachować resztkę godności. To, że kiedyś było się kimś, nie miało żadnego znaczenia. Dzisiaj nawet, jeżeli było się na szczycie, jutro można było stać się nikim. I często miały miejsce sytuacje, w których wczorajszy Prezes Banku, nagle stawał w kolejce po godność. Po cichu politycy nadal wiązali nadzieję z ludźmi, którzy posiadali wiedzę, doświadczenie, ale z różnych przyczyn upadli. Tak jak on, któremu nagle świat się zawalił z przyczyn nie do końca dla niego zrozumiałych. I mimo, że czuł niesprawiedliwość losu i rękę pana G nie czuł się na siłach, aby ten proces powstrzymać. Tracąc pracę, stracił wszystkich swoich bliskich przyjaciół. Zresztą ludzie ich już nie szukali z nikim nie wiązali i trudno było powiedzieć kim teraz był przyjaciel. Ci, którzy byli wysoko w hierarchii społecznej, starali się żyć wyłącznie dla siebie. Wydawało mu się, że status, który mu nadano, był wentylem bezpieczeństwa. Wielu takich jak on doskonałych ekspertów rożnych dziedzin nauki i wiedzy, wiodło nie najlepszy byt, lecz okazywali się bezcenni w chwilach wielkiego kryzysu. Takiego chociażby jak 15 lat temu, kiedy to 35 ludzi określanych „statusem 6”, czyli niepotrzebnych, ocaliło cywilizację przed uderzeniem w Ziemię planetoidy. Świat potrzebował ludzi, po których można było jednorazowo sięgnąć a potem zostawiano ich ponownie na pastwę losu. Do niego jeszcze nikt nie zwrócił się o pomoc, chociaż znał się na sieci i komputerach jak nikt inny. Czasami oczekiwał wręcz na wielki kryzys, kiedy jego pomoc okazała by się nie do zastąpienia. Obiecał sobie, że wtedy wystawi światu wysoki rachunek. Gdy komputer odezwał się charakterystycznym sygnałem, mówiącym o tym, że ktoś wszedł na jego płatny adres, nie zrobiło to na nim wrażenia. Odwrócił się od obrazu wiszącego na ścianie, którym się chwile kontemplował i z nadzieją spojrzał na ekran. Nie było to jednak to, na co czekał. Gościem okazał się zupełnie ktoś inny, nie mający obowiązku płacić nawet na płatnych adresach. Zobaczył twarz automatycznego programu bankowego. Bardzo uprzejme holo, dbające o interesy banku w imieniu swoich ludzkich szefów. Tym razem nie uniknie z nim rozmowy i nie będzie to miła pogawędka. -Pan Corman? -Tak? -Jestem automatycznym programem kontrolnym, sprawdzającym zaległości płatnicze w naszym banku. Dotąd nie miałem możliwości przekazać ważnych informacji o stanie pańskiego konta. Tym niemniej się cieszę, że będę mógł teraz swój obowiązek wobec mojego klienta wypełnić.- wygłosił formułkę -Tylko szybko. Nie mam czasu na stratę dodatkowych minut dostępu. -Stan konta jest minusowy. W tej chwili korzysta pan z ograniczonego kredytu bankowego, który powinien być spłacany już od miesiąca czasu. Jednak nie przystąpił pan do tego obowiązku i jestem zmuszony przekazać decyzje, które zostały podjęte. -Tak? -W ciągu 48 godzin musi zostać uregulowana połowa należności wynoszących 15300 dolarów i 43 centy. Jeżeli pan tego nie uczyni, zajęte zostanie mieszkanie z całym dobytkiem. Gdy wartość mienia przekroczy wartość długu, reszta zostanie zwrócona w obowiązującej walucie. Czy przyjął pan do wiadomości? Miał więc kłopoty i to duże. Dopadli go wcześniej niż się tego spodziewał. - Odwal się. -Dziękuję za wysłuchanie i zapraszam do dalszego korzystania z ofert naszego banku… -Pocałuj mnie gdzieś!- zawołał. Holo oczywiście nie zareagowało na jego obelgi, będąc pozbawione możliwości obrażenia się na klientów banku. Zostanie więc bezdomnym za dwa dni i dokąd wtedy pójdzie? Nie miał żadnego konkretnego pomysłu, co z sobą zrobić, jak dalej pokierować swoim życiem. Skąd tak szybko sobie o nim przypomniano? O ile dobrze wiedział takimi jak on zajmowali się dopiero, gdy długi przekraczały 50 tysięcy. Nie ukrył swego konta w banku zbyt dobrze przekonany, że zabezpieczenia, które uaktywnił wystarczą. Obiecywał sobie, że gdy będzie dostatecznie trzeźwy włamie się do serwera zarządzającego i ukryje tak swoje konto, aby nawet 100 tysięczny dług nie zaniepokoił robota bankowego. Teraz już jednak było za późno. Cholerny świat. Pociągnął z butelki spory łyk a piękna blondynka na etykiecie wydała z siebie krzyk rozkoszy. Nie miał w głowie żadnego nowego pomysłu na siebie i swoje życie. Może sprzedać to, co jeszcze miał cennego, czyli swoje ciało? Zapłacą mu z 50 tysięcy, a może i więcej, co zależało od tego w jakim stanie jest teraz jego wątroba i czy zdoła ukryć swój pociąg do alkoholu. Wszczepią mu na pożegnanie w skórę chip wysyłający informację o miejscu jego pobytu i mógłby pobrać gotówkę w najbliższym banku. Od tej chwili będzie śledzony przez okrągłą dobę. I gdyby mu się coś nieszczęśliwego przytrafiło w ciągu kilku minut zjawią się grabarze, którzy z miłą chęcią przyspieszą śmierć jego mózgu. Znał takich doskonale. Złamiesz sobie nogę, to złamią ci obie ręce i stwierdzą, że twoje ubezpieczenie nie pokryje już kosztów leczenia. Wtedy dają ci zastrzyk i odpływasz…Może obudzisz się jeszcze na minutę zanim ciebie pokroją, żeby wypowiedzieć ostatnie życzenie. Nie…Tak nie skończy, prędzej rzuci się z mostu na autostradę. Na monitorze ponownie pojawiło się kolejne wezwanie. Czyżby następny wierzyciel? Pal go licho, tak się stąd wkrótce wyniesie. Zobaczył, że opłacił 10 minutową rozmowę wartą 25 kredytów. Czyżby pogrążony w stresie gotowy do samobójstwa biznesmen z powodu awarii swojej ukochanej mechanicznej kochanki? Takich lubił najbardziej. Mógł wtedy tak nimi lawirować, że płacili każdą kwotę, którą od nich zażądał. Bogaci ludzie byli gotowi na wszystko, byle by tylko ich świat wrócił do normalności. Było to jednak bardzo niebezpieczne i właśnie podobny incydent zaważył na całym jego życiu. Drugi raz byłby już jednak dużo bardziej ostrożny. Usiadł od niechcenia przy klawiaturze i podjął rozmowę z nieznajomym. -Jakiś poważny problem? Nie przyjmuje zaproszenia na żadną licytację usług. - powiedział swoje standardowe zdanie powitalne, chociaż niezbyt uprzejme. Jego gość nie ukazał swojej twarzy, co nie było wymagane. Rozmówca zawsze mógł zachować pełną anonimowość i nie miał prawa domagać się tego i w tym przypadku, do chwili sfinalizowania umowy. -Witaj. Tak, mam problem i myślę, że możesz mi pomóc go rozwiązać. -W końcu jestem od rozwiązywania problemów. Musisz być w nielichych kłopotach, że zwracasz się do mnie. Masz odpowiednią gotówkę? Nie pomagam za darmo. Stare przedmioty mają swoją cenę. Wiesz jednak, że mój status nie jest wysoki, więc zastanów się dobrze zanim zlecisz mi usługę. Kupiłeś złom na wyprzedaży i chcesz by zadziałał? Jeżeli tak, to trafiłeś pod właściwy adres. Usłyszał w głośniku cichy śmiech. -Dobrze, że wysoko się cenisz. Nie obchodzi mnie to, kim jesteś teraz tak bardzo jak wiedza o tym kim byłeś kiedyś. Byłeś kimś, kto miał poważanie w branży. Pamiętasz to jeszcze? To przykre, że stoczyłeś się na takie dno. To było coś nowego. Od trzech lat występował pod innym nazwiskiem i poprzednie zostało wymazane z jego rejestru. Skąd więc ten nieznajomy dowiedział się o tym kim był kiedyś? Istniejące jeszcze dane na ten temat, były ściśle strzeżone i niedostępne w żadnej bazie danych. -Znasz moją poprzednią tożsamość? -Znam, ale nie pytaj skąd. -Dobrze, ale i tak nie licz na moją większą przychylność i złagodzenie warunków umowy, które przedstawię. I nie trać forsy, mów w czym rzecz, lub daj mi święty spokój. Gówno Cię to obchodzi, kim byłem i kim jestem. -Znasz się na komputerach lepiej niż inni, więc może mi pomożesz. Jestem chory i potrzebuję odpowiedniej terapii i nie mam specjalnego wyboru. -Nie jestem lekarzem. -A ja zwyczajnym człowiekiem. Jestem klonem. -O kurwa…Mówisz o tym na otwartej linii. -To nie ma znaczenia, gdyż niedługo i tak pewnie umrę. Wiesz, na co chorowały wszystkie klony? I dlaczego zamknięto program? Kontynuowanie tej rozmowy było dla niego bardzo niebezpieczne. Kto wie, kto ich teraz słuchał. Mimo to niezwykłość sprawy stłumiła jego ostrożność i podjął ryzyko. -Wiem, że chorowały na progerię. -Właśnie. I to mój problem, z którym zwracam się do Ciebie. -Niby, w czym mam ci pomóc? W szybszym odejściu na tamten świat? -To jeszcze może poczekać. Musze znaleźć kogoś, kto wie, jak mogę się wyleczyć. Na razie zażywam specjalny lek, który zatrzymał chorobę, ale mam go nie wiele. Jeżeli mi się skończy zacznę się starzeć 20 razy szybciej niż normalny człowiek. Wiesz, co to oznacza? -Tak, ale nie wiem, w czym mogę ci pomóc. Nie jestem detektywem. -Znasz sieć a przynajmniej znałeś, gdy nie piłeś i pracowałeś w firmie i wiem, że możesz mi pomóc. Chcę odnaleźć twórcę szczepionki, który podobno nie żyje, choć ja uważam, że tylko zaginął. Dzięki niemu mogę przeżyć swoje życie jak normalny człowiek. -Nie masz bliższych przyjaciół? -A ty masz coś lepszego do roboty? -Powinienem Twoją obecność zgłosić na policji, za co hojnie mnie wynagrodzą! Jak się potarguję, to może umorzą cały mój dług. Jesteś cenny jeżeli mówisz teraz prawdę i namierzą Cię bardzo szybko o ile już tego nie robią. Wiele ryzykujesz zwracając się do mnie w ten sposób. - Mam nadzieję, że linia jest czysta. Sprawdziłem wszystko osobiście pod względem bezpieczeństwa, chociaż nie mam do końca pewności. Myślę jednak, że nikt już nie zajmuje alkoholikami i ludźmi stoczonymi na samo dno. Po za tym trochę wiem o tobie i ta wiedza pozwala mi sądzić, że mnie nie wydasz. Masz swoje zasady, które nie popłynęły na dno z alkoholem. -Dziękuję za zaszeregowanie mnie do zaszczytnej kategorii. Nie pomagasz mi w podjęciu decyzji. -Może forsa Ci pomoże. Otrzymasz ode mnie 100 tysięcy kredytów, jeżeli pomożesz mi odkryć prawdę. Czuł, że nie wszystko tutaj jest jasne i nie powinien