Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 14 min czytania

Ile kosztuje Fabrycznie Nowy Bob?

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wykonywała dłonią długie i leniwe ruchy. Właśnie minęła godzina, od kiedy zaczęła, a końca jej pracy nie było widać. Odruchowo już wytarła dłonią pot z czoła. Przyciskała pędzel tak długo, aż przestał malować, po czym włożyła go do puszki z białą farbą. To chyba odpowiednia chwila by zrobić sobie przerwę - pomyślała, po czym zaczęła rozpinać koszulę. - Dzień dobry, Pani Hall! - usłyszała za swoimi plecami. Poczuła nagły ścisk w żołądku. Przełknęła ślinę i odwróciła na pięcie. - Dzień dobry, Panie Jefferson! - Rachael miała nadzieję, że jej serdeczność w tym zdaniu nie zabrzmiała zbyt sztucznie. - Piękny mamy dzień prawda? - udało jej się nawet uśmiechnąć. - Piękny, piękny. Aż chce się wziąć zimne piwko w rękę i usiąść na werandzie. Jak idzie malowanie? - mężczyzna kierował się w jej stronę. - Mam nadzieję, że zdążę zanim Sam wróci z pracy. Chciałam zrobić mu niespodziankę. Obiecał mi, że sam pomaluje ten płot, ale ja chciałam go wyręczyć. I tak nie mam obecnie nic lepszego do roboty. Mimo oślepiającego słońca, Rachael udało się bez problemu dostrzec, że Jefferson gapi się na jej piersi. - Rozumiem. Gdyby potrzebowała pani kiedyś męskiej pomocy, proszę się nie krępować. Wystarczy zapukać do moich drzwi. W końcu Sama dość często nie ma w domu, a sąsiedzi muszą sobie pomagać, prawda? Wiedziała, że nie chodzi tu o zwykłą pomoc. Nie miała zamiaru kontynuować rozmowy z Jeffersonem. Nie lubiła go. Podobnie jak Sam. - Dziękuję, za propozycję. Niech się pan nie gniewa, ale muszę wracać do pracy, mój mąż może niedługo wrócić. - Nie ma sprawy. - powiedział po czym zapadła chwila ciszy. - Może wpadniecie do mnie kiedyś na kolację? Moglibyśmy się bliżej poznać, porozmawiać, zagrać partyjkę w brydża. - Zapytam o to Sama. - przegarnęła rude włosy z twarzy i uśmiechnęła się serdecznie. - W takim razie do zobaczenia.

Jefferson przeszedł przez ulice i wszedł do swojego domu, wnosząc zgrzewkę piwa. Był jedynym sąsiadem, którego tutaj znali. Gdyby ich ciągle nie nachodził zapewne prędko by się nie poznali. Był jak mały, upierdliwy dzieciak, który ciągle zadaje niepotrzebne pytania i wszędzie za tobą łazi. Był wszędzie i chciał wiedzieć wszystko. Czasami zastanawiało ją, dlaczego wszystko go tak interesuje. Wydawało jej się to dziwne.

*

Zobaczyła blask świateł padających na ścianę. Bez zastanowienia rzuciła nóż na blat i wybiegła na zewnątrz. Samochód stał już na podjeździe. Niebo przybrało kolor niebieskozielony, który przechodził dalej w dojrzałą morele. Ściemniało się. Wysoka i smukła postać wysiadła z samochodu. - Sam! - Rachael rzuciła się na szyje mężowi, któremu spadł z głowy kapelusz. - Gdzie byłeś tak długo?! Martwiłam się o ciebie. Dlaczego nie odbierałeś wideofonu w samochodzie? Wybierałam połączenie chyba z piętnaście razy! - No już, spokojnie. Zaraz wszystko ci opowiem. Za chwilę powinni tutaj być. - Powinni tutaj być? Kto taki? Zaprosiłeś kogoś? Dlaczego niczego mi nie powiedziałeś? Przygotowałabym coś! Tylko mi nie mów, że tego pajaca Jeffersona, bo wtedy naprawdę się rozzłoszczę. - Za chwile wszystko zobaczysz. Są niedaleko, widzę światła na drodze. Chwile później przed ich domem stanęła ciężarówka. Jej silnik pracował nierówno, zahamowała z trudem. Na jej boku namalowany był mężczyzna ubrany w kombinezon roboczy, w dłoni trzymający skrzynkę z narzędziami. Drugą ręką podnosił kapelusz w geście powitalnym. W ustach trzymał papierosa. Cała grafika przwodziła Rachael na myśl plakaty z lat pięćdziesiątych. Wysiadło dwóch mężczyzn, również ubranych w podobne stroje robocze z podwiniętymi rękawami. - Gdzie mamy wyładować? - zapytał jeden z nich, kierowca, pocierając dłonie. - Wnieście do salonu, poprowadzę Was. Mężczyźni otworzyli tylne drzwi i zabrali się za dużą, drewnianą skrzynie.

*

Rachael siedziała w fotelu i obserwowała Sama z boku, kiedy ten próbował otworzyć łomem skrzynie. Była w kształcie prostokąta, wielkości mniej więcej jej męża. Nie miała pojęcia co może znajdować się w środku. Cały czas starała się domyślać, a Sam nie miał zamiaru zdradzić tajemnicy i zepsuć niespodzianki. - Sam, czy to nowa lodówka? - zapytała cichym głosem. Odpowiedziała jej cisza. Jej mąż zignorował pytanie i dalej próbował otworzyć skrzynie. - Nasza stara lodówka działała dobrze, nie widzę żadnego powodu dla którego miałbyś kupować nową. Przecież nie narzekałam na nią... Znów cisza. - Kochanie, jeśli to jest nowa lodówka... Przerwał jej nagły trzask. Puścił ostatni z gwoździ. Sam odłożył łom i zaczął powoli opuszczać jedną z drewnianych ścianek. "Lodówka, lodówka. To na pewno jest lodówka. A po jaką cholerę nam nowa?" - myślała Rachael i jej irytacja wzrastała z każdą sekundą. Jednocześnie była niesamowicie podniecona samym faktem posiadania w domu czegoś nowego. To nie była lodówka. Ich oczom ukazała się postać przykryta matową folią. - To jakiś żart? Prawda? - ogromne, zielone oczy kobiety wpatrywały się w męża. - Czy to któryś z twoich nowych kolegów tam siedzi? - ciągnęła. - Nie zgadłaś, kochanie - był wyraźnie podekscytowany. - Nazywają go Fabrycznie Nowym Bobem - powiedział, ściągając jednym ruchem folie z tajemniczej sylwetki. Wysoki, szczupły mężczyzna ubrany był w zielony kombinezon roboczy z podwiniętymi rękawami. Przypominał ten, których używano w fabrykach i warsztatach samochodowych. Słabe światło padało na jego twarz, zaczesane blond włosy pobłyskiwały. Kim właściwie był? Rachael czuła się zszokowana. Dlaczego ten mężczyzna stał zamknięty w drewnianej skrzyni zabitej gwoździami? Dlaczego przywieziono go jakąś ciężarówką? I co najdziwniejsze - dlaczego nie dawał żadnych oznak życia, tylko ten głupkowaty uśmieszek nie znikał z jego ust.

*

- Sam... - zaczęła niepewnie. - Sam, chce żebyś go zwrócił. Nie chce, żeby po naszym domu kręciła się jakaś bezmózga kupa żelastwa, rozumiesz? Po prostu sobie tego nie życzę. - jej pełne niepokoju spojrzenie przeszywało go na wylot. - Wiedziałem, że będą z tobą kłopoty - odpowiedział, po czym otworzył kolejne piwo. Wzburzona piana spłynęła po jego dłoni na drewnianą podłogę. - Zrozum, niedługo każdy szanujący się obywatel będzie miał własnego Fabrycznie Nowego Boba. Powinnaś się cieszyć, że my, jako nieliczni, otrzymaliśmy egzemplarz do testów. Poczuła się zmieszana. - Sama już nie wiem. A co jeśli coś mu odbije i poskręca nam karki jak kurczakom, kiedy będziemy spali? Sam o mało nie wypluł piwa. - Ty głuptasie - roześmiał się głośno - wszystkie Fabrycznie Nowe Boby mają specjalne obwody zapobiegające skrzywdzeniu człowieka. Ich siła jest także ograniczona do poziomu przeciętnego człowieka. - cierpliwie tłumaczył. Oboje zamilkli. Pogrążyli się w niesamowitej ciszy, chłodnego marsjańskiego wieczoru. "Na Ziemi taka cisza byłaby nie do osiągnięcia. Nie przy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ile kosztuje Fabrycznie Nowy Bob? — czytnik · opowiadania