akcja · 33 min czytania
Imię Człowieka cz.I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Jadę i jadę, cholerne windy. Nie na widzę ich... - Burknął lekko przygarbiony mężczyzna wpatrzony w oddalający się widok 4 poziomu podniebnego miasta. Gdzie na olbrzymim terenie rósł park który właśnie teraz powoli tonął w otaczającym go mroku nocy. O tej godzinie rzadko kogo można było spotkać. Jedynie jakiegoś strażnika albo "Opiekuna". Ci drudzy to ludzi którzy mają za zadanie trzymać to wszystko w jednej całości, i jak na razie obyło się bez żadnych poważniejszych awarii. Dlatego winda była jak zwykle pusta. Odkąd zaczął tu pracować i zamieszkał tutaj, czyli będzie jakieś dziesięć lat. Zawsze wracając o tej godzinie z pracy, w windzie nie było nikogo. I tym razem sam, w ciszy pokonywał kolejne setki metrów aby znaleźć się na swoim poziomie. Po kilku minutach jego zmęczonym oczom ukazał się 5 poziom. Na którym znajdowało się mega centrum, czyli wszelkiego rodzaju sklepy i firmy usługowe które teraz świeciły zimnymi, ciemno-żółtymi barwami zza zamkniętych szyb i drzwi. Wszystko to wydaje się teraz takie ciche i spokojnie, aż nie można uwierzyć już za kilkanaście godzin rozpocznie się jeden wielki harmider i gwar. -Spać... - W głowie Canned'a był tylko ból i senność. Jego oczy odmawiały mu "działania". Zresztą 8 godzinne wpatrywanie się w monitor i przerabianie no-stop tego samego kodu źródłowego w celu jeszcze bardziej udoskonalenia jednego programu badawczego, naprawdę zabierało z człowieka życie. Szczególnie teraz gdy miesiąc miał się ku końcowi i trzeba pokazać firmie, że można na mnie liczyć w każdej sytuacji. Może to kiedyś docenią, może nie. Ale jak już docenią to kolejny kolor przepustki byłby naprawdę mile widziany - O taaaak... - przez chwile rozmarzył się Canned i z błogim wzrokiem nieuniknionego sukcesu popatrzał się na mijający go poziom 6. W którego świetle sztucznych latarni mieszkańcy "Wierzy nr.46" śnili o marzeniach i kolejnym pięknym dniu. Wracając do przepustki, trzeba uświadomić sobie że w niektórych rodzinach dopiero po kilku pokoleniach dany osobnik zostaje doceniony i firma awansuje go na kolejny poziom pracowniczy. Co dają przepustki? Czym ciemniejszy kolor tym więcej zarabiasz, masz więcej praw oraz obowiązków, więcej przywilej oraz z możliwość korzystania z firmowych lokacji (kin, sal sportowych, specyficznych sklepów)odpowiadających na dany kolor karty. Informatyk zmęczonym wzrokiem spojrzał się na swoją żółtą kartę i przypomniał sobie tak samo zmęczony uśmiech ojca co jego dzisiaj - Jeszcze trochę tato, a dostane ten awans, tylko zdołam znaleźć tą lukę... - powiedział w myślach i popatrzał się na wyłaniający się poziom 7 na którym znajdowały się kawalerki dla "żółtych" pracowników. Gdy winda się zatrzymała a olbrzymie drzwi rozsunęły się bezszelestnie, Canned powolnym krokiem zaczął iść w kierunku swojego pokoju... .
- Panie Canned, pora wstać... - Odezwał się damski głos, wydobywający się z małego panelu elektronicznego umieszczonego koło drzwi wyjściowych - Echem.. beene.. bee.. - Bez emocjonalnie kontynuowała budzenie - Panie Canned, Firma przypomina o zasadach porannej higieny oraz porządku dnia - Jeszcze... chwilkę. - na to spokojny głos wirtualnej menadżerki- Z danych instytutu badawczego wynika, że każde... - Dobra juuuż dobra... wstaje- Informatyk powolnym ruchem zrzucił na podłogę nogi i zaspanym głosem rozkazał - Zasłony... i powiedz, która jest godzina - w tym momencie przez jak dotąd zasłonięte okna wbiły się promienie słońca, które wręcz oślepiły Canneda - Co ty... ała... moje oczy - Jest godzina szósta zero, zero. Chce pan usłyszeć dzisiejszy harmonogram zajęć? - Tak. - podszedł do umywalki i zaczął poranną higienę, co jakiś czas patrząc się w stronę zegara zainstalowanego jako wygaszać na panelu elektronicznym. - Godzina 7.00 spotkanie z zespołem informatyków "D.E.V". Macie za zadanie... - Wiem, co mamy zrobić.. - odpowiedział, wypluwając pianę z ust i kontynuując szorowanie dopowiedział przez zęby - Co dalej? - 11.15 pietnasto minutowa przerwa, do godziny 11.30, a potem spotkanie z Gorgem Garskim na temat nowego działu w firmie - Cholera.. nie lub.. - zanim wypowiedział ostatnie słowo szybko ugryzł się w język i odpowiedział - znowu? czego on chce tym razem? Przecież wszystko mu powiedziałem, co sądzę na ten temat - Panie Canned z moich informacji wynika, że wystąpiła jakaś nieścisłość w związku z zatrudnionymi fachowcami i trzeba skorygować wybraną kadrę. - Nieścisłość!! - zdziwił się, płucząc usta i wytarłszy twarz, podążył do stolika obok mini-kuchni gdzie już gotowała się jego ulubiona kawa- Brak Dodatkowych informacji - No dobrze, co dalej... - 13.30 codzienne wiadomości w sali zebrań pracowników 2 działu. 14.00 Obiad w Firmowej stołówce, a potem od godziny 14.30 praca nad kodem źródłowym programu na pańskim stanowisku nr. 310 w głównym budynku Firmy.- Canned wypiwszy kawę i skonsumowawszy w tym czasie śniadanie spojrzał się zmęczonym wzrokiem na panel i zapytał - Przewidywany, dzisiejszy czas pracy nad kodem? - po krótkiej chwili ciszy - Standardowe 8 godzin - Czyli dzisiaj nie będę miał znowu żadnej wolnej godziny? - Firma nie przewiduje dzisiaj pańskiej potrzeby na wolną godzinę. Ale obiecuje, że w weekend zorganizuje naprawdę solidny wypoczynek - Kiedyś to już słyszałem. - odpowiedział uszczypliwie informatyk i nie czekając na odpowiedz szybko spakował się i ubrawszy niebieski garnitur wyszedł przez otwarte drzwi na hol. Gdy był już na zewnątrz usłyszał jeszcze swój panel - Dobrego dnia Panie Canned i owocnej pracy. - Burknąwszy coś pod nosem, swoje kroki skierował ku windzie. Czekało go pierwsze zadanie, spotkanie się z tymi tłumokami z D.E.V. Czemu tłumokami? Bo za każdym razem gdy miał się z nimi spotkać i omawiać naturę budowanego programu i jego zastosowanie oraz możliwe modyfikacje. Oni nie potrafili kompletnie nic nowego wnieść. No, może ten Wiskoski, On czasami naprawdę stara się pomóc i "razem" stworzyć ten program, a reszta? ehh... szkoda słów. Winda jak zwykle mknęła na górę, jak wypuszczona z cięciwy strzała na poziom 8... i jak zwykle tyle ludzi tak sztucznie uśmiechniętych, a zarazem tak prawdziwie...
Poziom 8, miejsce gdzie 99% pomieszczeń to kwatery pracowników albo sale z gigantyczną ilością biurek z sprzętem elektronicznym. To tutaj wszelcy analitycy, informatycy, graficy, projektanci oraz innej maści specjaliści głowią się nad tym jak tutaj przypodobać się firmie i sięgnąć szczytu. To tutaj rodzą się genialne i kiczowate plany nowej jakości sprzętu oraz rozwoju. I wreszcie to tutaj pan Canned rozpoczął swoją karierę głównego szefa projektu "Nowy Dzień". A raczej jego kodu źródłowego, który ma stać się głównym filarem programu umożliwiającego do "tłumaczenia ludzkiego DNA" na język elektroniczny. Co pozwoli w najbliższej przyszłości stworzyć mechaniczno-bilogiczne maszyny bazujące na kodzie genetycznym, jak też udoskonalić młodą dziedzinę wszczepów, tgz. implantów.
W dość obszernej sali, gdzie panowały gorączkowe rozmowy, a ludzie jakby przez chwile zapomnieli że tak na dobrą sprawę to szef projektu ma ostatnie słowo we wszystkim i takie snucie planów nic nie da, otworzyły się główne drzwi. Wszyscy umilkli gdy do sali wszedł Canned, i z dość ponurym wzrokiem omiótł zebranych, mówiąc – Dzień dobry, mam nadzieje że te żwawe dyskusje były na temat projektu, bo ... - usiadł i wyjąwszy laptopa kontynuował - bo został nam jeszcze jeden rok aby go definitywnie zamknąć i ani dnia dłużej - Nie patrząc się na nikogo w sali zaczął gmerać w plikach, a gdy chwila zaczęła się przeciągać zbyt długo i nikt nie miał zamiaru jej przerwać, dodał - No... czekam, macie jakieś sugestie ? propozycje ? problemy? ... - szemranie i pomruki, nic więcej nie można było usłyszeć w cichej sali. Szef projektu starał się być opanowany i próbował jakoś znowu wyjść z inicjatywą - Pan Wiskoski, obecny dzisiaj ? - słychać było szurnięcie krzesła i z grupy programistów odezwał się dość sympatyczny głos - Tak, Szefie. Jeszcze nigdy nie...- Canned nie dał mu do kończyć i wpatrzony w laptop wtrącił - no więc co masz do powiedzenia ? - Wiskoski, wyprostował się dumnie, poprawił długie blond włosy opadające na szczupłe barki i z tą samą wesołością w głosie zaczął mówić - Otóż próbowałem wczoraj skopiować gen zawierający kolor oczu do elektro-magentycznej soczewki z wieloma nie aktywowanymi barwnikami, sposobem kodowania "Delfina" - I ? - no i po kilku sekundach barwniki w soczewce zaczęły przybierać wszelkie kolory, nawet powstałem w skutek zmieszania. - A jaki kolor oczu próbował pan dostać ? - Niebieski, szefie.- Hmm.. Jakieś wnioski? - Kod "Delfin" jest w stanie aktywować gen w biomechanicznym urządzeniu ale nie jest w stanie kontrolować jego wartości - Taaak ? Coś jeszcze... - Oczy Canned'a spojrzały bystro na młodego programiste-inżyniera, znad laptopa - nasz prototypowy kod musi mieć błędy w opisie czynności zawierający akcje aktywacji wartości genu. - Wartości Genu... - Poprawił go szef i dodał- bardzo dobrze Wiskoski, oby tak dalej... - Dziękuje szefie - odpowiedział radośnie, ale i trochę nieśmiało zainteresowany - Czy ktoś jeszcze ma coś do powiedzenia...?• I tak spotkanie z Pracownikami przedłużało się aż do 11.15 Kiedy to, nie zważając na ponure miny swoich podwładnych Canned zamknął laptop i szybkim krokiem wyszedł z sali mówiąc tylko -Do dzieła - Musiał wykorzystać tą chwile przerwy na coś konkretnego.. - Mam 15 minut, więc muszę się obudzić przed spotkanie z tą karłową dupą, Gorgem.- Przycisnął zielony guzik na dość pokaźnej maszynie i z bocznej szufladki wypadł napój energetyzujący "HardStaff"- te zajęcia z tymi bałwanami, mnie wykończą- otworzył puszkę- Prędzej ten kod napisze sam niż z tymi bezmózgimi... - wziął solidnego łyka i dokończył monolog w umyśle, dość trafnym stwierdzeniem - Musze się uspokoić, przecież to jest pewne że te dzieciaki tego chcą. Chcą mnie wykończyć, a na moim miejscu posadzić kogoś nowego, kogoś kogo akurat awansują. Naprzykład takiego -WISKOWSKIEGO !- powiedział na głos Canned i od razu obejrzał się dookoła, upewniając się że nikt nic nie słyszał. Bo gdyby ktoś widział faceta stojącego przy maszynie z puszkami i powoli popijającego napój energetyczny, który nagle wypowiada, wręcz wykrzykuje czyjeś nazwisko. Taki osobnik mógłby wiele sobie pomyśleć, a nie daj Aniele, ten osobnik pochodził by z jego grupy młodych spiskowców, to już w ogóle .Trumna i krzyż na drogę. - Mogłem się domyśleć. Przecież przez tyle miesięcy ten mały wszaż próbował pokazać swoją inteligęcje i potecjał. Tyle razy próbował być lepszy niż ja. Cholera, prawie mu zaufałem... -Nagle cicho pod jego brązową marynarką zabrzęczał komunikator firmowy i rozległ się ten sam kobiecy głos co w jego mieszkaniu. - Panie Canned, zbliża się godzina 11.30, chyba nie chce Pan aby Prof. Gorg czekał na pana ? - Informatyk odpowiedział pośpiesznie- ależ oczywiście że nie, już pędzę - Postawa godna pochwały panie Canned, Firma gratuluje takiego poświecenia i samodyscypliny -odpowiedział damski głos i umilkł - Cholerni wyzyskiwacze, dobrze że nie potrafią czytać w myślach - pomyślał informatyk i nagle staną - cholera, a jeżeli już mogą. Nie to absurd, to przecież by pogwałciło prawa człowieka - ruszył znowu pośpiesznie w kierunku miejsca spotkania - ale przecież i tak już jesteśmy w pełni legalnymi niewolnikami, przecież sami się na to zgodziliśmy. Nie, nie... muszę się skoncentrować na rozmowę z tym pokurczem, musze. - Doszedłszy do brązowych drzwi z tabliczką Prof. Gorg Garski. Wziął głęboki oddech i delikatnie przycisnąwszy klamkę wszedł do przestronnego pokoju gdzie już czekał na niego sam profesor oraz nieznajomy gość. Był ubrany w ciemno-granatowy garnitur, czarną bluzę z szarym krawatem oraz na kolanach wygodnie leżała, dość sporą walizka - Ach, witaj Canned, jak zwykle punktualny - przywitała go niska i gruba postać profesora Gorga - cholerny lizodup -pomyślał Canned i odpowiedział - Witaj Profesorze, w jakiej to sprawie miałem się zjawić? Słyszałem że są jakieś nieścisłości w doborze kadry? - No właśnie Canned, i w tej sprawie przyszedł do nas pan Hong Thu - Gdy owy gość się odwrócił dopiero teraz zorientowałem się iż był azjatą z dość kaprawymi oczkami. Nienawidzę azjatów, a szczególnie tych którzy mają pracować ze mną...
- Witam panie Canned - Jego sztuczny uśmiech wywoływał we mnie, taką niechęć i odrazie że ledwo co się powstrzymywałem od krytyki - Miło mi pana poznać, panie Hong Thu - aprosze, niech pan siada z nami... - odezwał się grubasek pokazawszy wolne siedzenie - Mniemam że nasz gość jest przyczyną zmiany w ustalonej już kadrze. I zapewne pan profesor ma niebagatelne umiejętności skoro tak nagle i na ostatnią chwile zmieniamy już wszystko co było już ustalone - Gorg poprawił się w fotelu i szybko odpowiedział - Pan Hong pracował dla A.T. lecz zmienił front. Gdyż warunki na których opiewała jego umowa były za niskie dla jego umiejętności.. - American Traders, ten cholernik naprawdę musi być dobry - ... dlatego dołączył do naszego zespołu, w końcu nowy dział będzie pierwszą placówką tego typu na terenie naszego Podniebnego Miasta - z całym szacunkiem... - dodałem, rozglądając się po pomieszczeniu-... ale tak na dobrą sprawę, to będziemy chyba pierwszą placówką tego typu w całej Firmie - grubasek spojrzał się na mnie spod krzaczastych brwi i gdy chciał już coś powiedzieć Thu mu przerwał - przejrzałem wszystkie możliwe działy pracujące na rzecz firmy i musze się zgodzić... - to jaką ten żółtego ma przepustkę? że ma dostęp do takich informacji.-... z panem Cannedem. Owszem będziemy pierwszą placówką tego typu w całej firmie, powiem nawet więcej. Z tego co mi wiadomo większa ilość firm stara się o te placówki ale nie mogą znaleźć odpowiedniej kadry, a Wam. Teraz Nam. Się to udało - Cholerny chiński szpieg.- Panie Hong, schlebia pan nam. Jeżeli to prawda musimy wziąć się ostro do roboty jeżeli mamy zostawić konkurencje daleko w tyle.- Co racja to racja, dodałem. A tak na marginesie w jakim zakresie, a raczej do jakiego stopnia będziemy pracować nad psioniką? i co ma z tym wspólnego informatyka? i dlaczego jestem tylko ja sam na... -grubasek przerwał gestem uspakajającej ręki i odpowiedział - Jest to zaszczyt dla pana, to po pierwsze, po drugie Firma docenia pański wkład i daje możliwość na zajście wyżej w naszej hierarchii.- No, wreszcie gadają do rzeczy - pomyślałem.- a jaki wkład ma informatyka i elektronika?- to pan opracuje pierwszy psioniczny hełm lub coś co pozwoli nam wykorzystywać nasz ludzki potencjał energetyczny czy jakoś tak oni... -Pan Hong wtrącił - Telepatyczno-Duchowy oparty na energii wydzielanej przez cały organizm jak i wysoki procent mózgu człowieka który nie był nam do tej pory do niczego potrzebny.- zapytałem więc- a skąd ta pewność? że coś takiego jak telepatia i te inne rzeczy istnieje?- Grubasek spojrzał wymownie na gościa, a ten popatrzywszy się na srebrny długopis leżący na biurku, jednym ruchem ręki przeniósł go na kilkanaście centymetrów w bok - Aha... rozumiem... - Wiedziałem że jest jakiś inny, ale żeby aż tak... . - A więc, wydaje mi się że nasz argument jest dostatecznie mocny aby pana namówić do współpracy? - Odezwał się tą są lekko łamaną angielszczyzną gość. W gruncie rzeczy nie zwracałem na to uwagi, aż do tej chwili, kiedy pokazał tą magiczną sztuczkę. Poczułem jakbym był jakiś gorszy?! To jest wręcz chore uczucie ale mimo to, ten nieznajomy skośnooki przybysz wkroczył do firmy z terenu wroga, dostał kto wie jak dobrą posadę i jeszcze do tego potrafi takie rzeczy, a cholera ledwo co potrafi gadać po angielsku. To jest czysta paranoja, ale jeżeli mam brać w tym udział i stworzyć coś co pozwoli mi na awans, to kto wie, może sam tak będę umiał -... Tak, wydaje mi się że pański argument całkowicie mnie przekonał - odezwałem się po krótkim namyśle i z delikatnym uśmiechem dodałem - To będzie naprawdę przełomowy wynalazek.-Grubasek z radości zapali cygaro i z pękatą miną, dodał - No panowie, będziemy tworzyć Historie.- Tylko cholera, dlaczego ta historia zaczyna mi się nie podobać... - pomyślałem. I tak nasza rozmowa toczyła się aż do godziny 13.25. Wtedy to podaliśmy sobie nawzajem dłonie i życząc sobie miłego dnia w pracy, poszliśmy każdy w swoją stronę. Ja rzecz jasna, dużego wyboru nie miałem, musiałem od razu szybkim marszem iść do sali zebrań, aby wspólnie z innymi pracownikami II działu obejrzeć co nowego ma nam do powiedzenia firma. A firma jak zwykle miała tylko radosne wiadomości, i nikt nie wspominał o tym…