Kryminał · 4 min czytania
IN - Zwerbowany (6)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wjechał do swojej dzielnicy. W Compton wieczorem chodziło mało osób ze względu na wojnę Crips - Bloods. Wjechał Oplem do bramy. Między garażami jak co dzień stał ubrany w czarną bluzę z kapturem diler, u którego miał sprawdzony temat raper. Wysiadł z samochodu nie wyłączając silnika i podszedł do młodszego o rok chłopaka. - Yo, Max. - klepnął go w ramię. - Yo, Ghett. - podniósł głowę tamten. - Jest biznes. Można zarobić jakoś siedem koła za tydzień. - Ooo. Na czym polega? - Handel dragami. Mamy już czterech ludzi. Możesz być następny. - Kurwa, wchodzę w to. - Załatw na jutro rano kokę, amfę, a dla mnie ganję. - Jasne. - Co to za interesy? - na teren garaży weszło trzech afroamerykaninów w czerwonych koszulkach i bandanach. - To teren Crips. Wypierdalać na swoje śmieci, Bloods! - podszedł Max, ale został uderzony, przywrócony i skopany. - Hej, Ghetto... Myślałem, że skończyłeś z dragami. - Kryminał nauczył mnie tylko więcej palić. - stanął stanowczo przed otyłym. - Widać, bo taki wychudzony. Myślałem, że się z nimi już nie bujasz? - wskazał na niebieską koszulkę rapera, kolor Crips. - Reprezentuję aż po grób. - Trafne powiedzenie. Gangster wyciągnął nóż. Spróbował wziąć rozmach, ale raper kopnął go kolanem w brzuch i uderzył pięścią w prawy policzek. Gruby tylko upadł na bruk. Crips chwycił zza paska pistolet i przyłożył go do czoła drugiego mężczyzny. - Na gang war jestem gotowy zawsze. Wypierdalać. Nie proszeni goście zawrócili z pobitym na plecach. - Ziom... - podszedł do leżącego dilera. Miał cały zakrwawiony nos i bluzę. - Kurwa, pomóż mi wstać. - Spoko. Nic ci nie jest? - Tylko mały krwotok. Widzimy się jutro z dragami.
Klub Saint, godzina 8:00 wieczorem
Wszedł do klubu i rozejrzał się. Obok kilku klientów tańczyły striptizerki, a wokół bawili się inni ludzie. Bez problemowo wszedł na tyły klubu. Stali tam jego znajomi i właściciel. - Yo. - przybił piątkę z nimi. - Hej. - ukłonił się…