Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 7 min czytania

Ines "Początek" rozdział 4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Angelowie”

Siedziałam pod drzewem czując na skórze szorstką korę. Nie bolało mnie to przecież byłam niezniszczalna. Słyszałam trzepot skrzydeł orła ,który przelatywał nad moja głową. Miałam takie wyczulone zmysły. Nagle za drzewami coś się poruszyło. W momencie wstałam. Rozglądałam się zdezorientowana. Zza krzaj iw wyłoniła się sylwetka Michaela. Odetchnęłam . Tuż za nim szła przepiękna rudowłosa dziewczyna za nią dryblas o cudownej figurze i pełnych ustach. Za nimi szli trzymając się za rękę Brązowowłosa piękność i ciemnowłosy mężczyzna średniego wzrostu. - Eee...To jest Ines moja...znajoma- wyjąkał Michael wskazując na mnie swoją bladą dłonią - Miło mi . Jestem Marie -powiedziała rudowłosa piękność i podała mi rękę w powitalnym geście - Ines- odpowiedziałam jej bladym uśmiechem - Jeff- przywitał się dryblas -Dearth -powiedział ciemnowłosy mężczyzna – a to moja żona Sophi - Witaj+powiedziała, wyraźnie podekscytowana szatynka - Miło mi was poznać- powiedziałam do wszystkich tu zgromadzonych i zachciało mi się śmiać. Już za chwile miałam stać się ich rodziną. - Teraz zapolujemy. Ale Ines pamiętaj nie na ludzi . Wiem ,że ty nie chcesz być mordercą - Ale oni tak pięknie pachną...-powiedziałam tonem małego dziecka ,które argumentuje właśnie kupno lodów. - Ines !!-wrzasnął karcąco Michael po czym chwycił mnie za ramiona i przycisnął do swojego torsu.- żyje już 89 lat i dotąd nie do końca umiem kontrolować swoje odruchy. Ty i tak jesteś w tym świetna. Przecież na tym drzewie bez trudu mogłabyś mnie pokonać i rzucić się na tych ludzi. Jesteś najwspanialszą rzeczą jaka mi się wydarzyła w życiu i nie chce żebyś przez takich jak my została mordercą. Nie mogę na to pozwolić...Uwaga!- teraz zwrócił się już do wszystkich- Jeff pobiegniesz przed Ines. Sophi i Dearth będziecie zabezpieczać boki a ja z Marie pobiegniemy za nią. Musimy jej pilnować , Jeff wiesz jacy są nowo-narodzeni.- Jeff pokiwał smętnie głową. - To co...Zaczynamy – wszyscy zajęli pozycje wyznaczone przez Michaela. On sam podszedł do mnie i chwycił moją twarz w dłonie - Kocham Cię- szepnął - Michael przecież...-nie pozwolił mi skończyć. Zatkał mi usta pocałunkiem . Był tak wspaniały ,że nie byłam w stanie mu się oprzeć. Bez problemu mogłam go odepchnąć. Przecież byłam silniejsza. Nie chciałam - Hekhem...-chrząknął Jeff- musimy już zaczynać.- wskazał palcem na wschodzący księżyc. - Masz racje. -przytaknął Mich – 3...2...1...Zaczynamy.- pościłam się biegiem ciągle panując by nie wyprzedzić biegnącego przede mną Jeffa . Wiatr szalał w moich włosach. Bez najmniejszego trudu, instynktownie omijałam wszelkie przeszkody na mojej drodze. Począwszy od małych kamieni skończywszy na ogromnych sosnach. Wyczułam coś...To nie był człowiek. Zwierzę...Ruszyłam bezszelestnie w tamtą stronę. Michael i Sophi byli tuż za mną - Zostawcie mnie...Chce to zrobić sama- katem oka dostrzegłam jak Mich kiwa głową ze zgodą w kierunku Sophi. Podkradłam się dyskretnie pod drzewno , zza którego płynęła woń krwi. Byłam już w amoku , nic nie mogło mnie powstrzymać. Rzuciłam się w kierunku ogromnego jelenia. Przebiłam jego szyję swoimi zębami. Trochę poszamotałam się ze swoją ofiarą ale byłam górą. Po dłuższej chwili wyłoniłam się zza sosen i ruszyłam w kierunku rodziny Angelów. Michael chwycił mnie odruchowo kiedy zataczałam…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ines "Początek" rozdział 4 — czytnik · opowiadania