Fantastyka · 5 min czytania
Inferno: Rozdział IV "POŻEGNIANIA"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział IV POŻEGNANIA
Czekałam i to cierpliwie. W pewnym sensie nie chciałam poznać odpowiedzi. Na razie w moim sercu rozgościła się nadzieja. Mała kulka światła zaczęła materializować się w pokoju, nabierając kształtu mojego Anioła. Kiedy spojrzałam jej w twarz, od razu wiedziałam. Usiadłam na brzegu łóżka. Anielica strapiona uklękła przede mną. - Anastazjo, nie udało się. – Szepnęła, głaskając mnie po włosach. Łzy popłynęły, nie strapione moim wcześniejszym postanowieniem o nie płakaniu. - Twój Wszechmocny Bóg nie dał rady. – Zaśmiałam się gorzko. – Jak zwykle nie dał rady. - Diabeł jest równie silny, moja droga. Dlatego rządzi Piekłem. – Nie zraniona moim rozgoryczeniem, mówiła dalej. – Władca Piekła przyznał, że jesteś dla niego ważna. Będziesz mogła przyzwoicie egzystować na Dnie. - Przyzwoicie?! Nie chodzi tu o film, który nie był całkiem dobry! Chodzi o moje życie i nieskończony pobyt w otchłani, gdzie żadna dusza nie chce trafić! – Odsunęłam się od niej. – Czy nie miałaś mnie chronić? - Masz wolną wolę. Dokonałaś wyboru. – Zrezygnowana schowałam głowę w dłonie. Nic mi nie zostało. Pójdę do Piekła. Za trzy dni. - Czy powinnam coś jeszcze zrobić? – Spytałam, nie podnosząc głowy. - Pożegnaj się. – Odpowiedziała. Nie takiej odpowiedzi pragnęłam. Jednak ta wydawała się właściwa. – Nie ma już nic, w czym mogłabym ci pomóc, Anastazjo. Dlatego i ze mną musisz się pożegnać. – Nie zważając na moją sztywną pozę, uścisnęła mnie długo, lekko kołysząc w ramionach. – To było świetne siedemnaście lat i choć żałuję, że nie będę mogła cię poprowadzić przed oblicze Pana, to cieszę się, że cię poznałam Anastazjo Katarzyno Wiktorio Holder. Pozostań silna i walcz z nim. - Aniele, czy mogę poznać twoje imię? – Zapytałam, podnosząc głowę. Nagle zrozumiałam jak bardzo chce to wiedzieć. - Aurora. – Stwierdziła z uśmiechem. – Urodziłaś się w specyficznej porze dnia i nocy. Dokładnie kiedy księżyc zachodzi, a słońce wchodzi. Ani sekundy później. Dlatego wybrano mnie na twojego opiekuna, byłaś nadejściem nowego dnia. – Rozpłakałam się jeszcze raz. Zacisnęłam mocno powieki. - Odejdź już, Mój Aniele. – Wychlipałam. Kiedy otworzyłam oczy, Aurory już nie było.
***
Patrzyłam na wschód największej spośród gwiazd, myśląc o kolejnych pożegnaniach, które nic nie będą znaczyć dla moich bliskich, a wszystko będą znaczyć dla mnie. Kiedy słońce było dość…