Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 14 min czytania

Inna przyszłość część II

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

–jutro pogadamy, Marta. Czy widok kosmosu… –nie… jest to bardzo przyjemny widok. Wydaje mi się, że jestem w centrum kosmosu. Wspaniałe… –ach, i jeszcze jedno. Zwracaj się do mnie Victor, tak po prostu– doktorek puścił mi oko. Naśladował młodzież 60 lat wstecz? –dziękuję… Victorze… –nie masz za co. Dobranoc!– doktor życzył mi dobrej nocy, i zamknął drzwi, zaś z nim znikło światło. Pozostał tylko kosmos, ja i ciemność. I świadomość, że jestem w świecie mężczyzn. W świecie szowinistów. „Tego tłustego ministra czegoś tam powiesiłabym za jego fałdy tłuszczu na jego policzkach. A może nie wszyscy są szowinistami, jak mi się zdaje? Być może ten świat poznałam od jednej strony? Czy są dobre strony tego świata?”– myślałam.–„ a ten drugi świat? Świat kobiet? Jak on wygląda?!”– bombardowałam się myślami. Jak się domyślacie– nie usnęłam. Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam wyjść. Najciszej, jak się dało. Problemem zostały jedynie drzwi, które jakoś się otwierały. No właśnie- nie umiałam ich otworzyć. Podeszłam do nich. I, o dziwo!– otworzyły się! Bez strachu wyskoczyłam zza próg drzwi. Natychmiast się zamknęły, a ja pomknęłam– w zamknięty obszar. Zamrugałam oczami, jednak żadnych innych drzwi nie dostrzegłam. Aha. Linki. Tylko którą dotknąć? Jest ich dziesięć, a nie chcę dotknąć takiej, która teleportuje mnie na drugi koniec świata, bym już nie trafiła tutaj!. Hm?– podpisane są? –Zaraz… aleja Burbenowa… aleja Świętego Ministra– zamrugałam znów oczami, czy wzrok mi nie szwankuje. Aleja Świętego Ministra? Co za głupota. Reżim szowinistyczny poprzewracał politykom w głowie. –„na dwór”– przeczytałam komendę tej linki. Hm, może w ten sposób wydostanę się z tego miejsca, choć na chwilę? Cóż… dla odważnych, świat należy! Dotknęłam, i ani się nie obejrzałam, a już byłam przed domem. Przyjrzałam się dobrze lince, która sprowadziła mnie tutaj. Pisało na niej: „mieszkanie prof. Victora Goldmana”. „Uf, udało się”– ucieszyłam się w myślach. Ale tylko na chwilę. Moje uszy dosłyszały żałosne zawodzenie. Wykonywała je ta sama osoba, która śpiewała tę dziwną piosenkę, kiedy byłam u Victora. Tym razem to zawodzenie było już inne… Oczami próbowałam dojrzeć źródło zawodzenia. Właściwie wszystko widziałam– drzewa z kwiatami, krzaki kolorowe z owocami, budynki pastelowych kolorów bez drzwi, i blade światło księżyca, które oświetlało miasto. Jednak nie mogłam dostrzec źródła zawodzenia, które zamieniło się w płacz. Płacz ten ścisnął moje serce, a choć słów nie rozumiałam– wydawały mi się takie bliskie… Odwróciłam się. Dostrzegłam źródło tego lamentu. Szedł dziadek, z dziwnym instrumentem w dłoni. Przypominało dudy, na których grają Szkoci. Z tą różnicą, że ten instrument był szklany. –ale…– wydukałam na widok starca. Był niesamowicie zaniedbany. Miał na sobie potargane łachmany, brudne. Jego twarz była chuda. Jedynie oczy były pięknem w tym staruszku. Brązowe, pełne nadziei. Piękne. Jednak te oczy napełniły się łzami, gdy mnie zobaczył. –kobieto… jesteś kobietą…– załkał. –proszę nie płakać z mojego powodu!– zakłopotałam się. –nazistowscy ministrowie odebrali moją żonę!– płakał.– zabrali z naszego durnego świata, to co najpiękniejsze! Zabrali miłość, światło w ciemnościach! Zabrali stąd kobiety, najcudniejsze istoty! Jednak sroga będzie kara Boża za tą ludzką zniewagę! Mur matka Ziemia pochłonie, zagniewana ludzką podłością! Zginąąą…– starzec nie dokończył, upadł w moje ramiona. Już nie oddychał. Nie żył. –proszę panaa…– zawołałam go. Nagle w staruszka strzeliły promienie. Puściłam z krzykiem kościotrupa w łachmanach. –włóczęgi…– usłyszałam lodowaty głos, który już gdzieś słyszałam.– a ty, dokąd?! Wracajj!– wrzasnęła ta osoba. W moją stronę strzeliły promienie, jednak chybiły. Chciałam złapać linkę, jednak ku mojemu przerażeniu została zniszczona! –wracaj, ty ciemnoto! Słyszysz???!! Uciekałam, gdzie tylko się dało. Gdziekolwiek się kryłam, tam promienie niszczyły wszystko, co się dało. Skryłam się tuż obok jakiegoś dziwnego pojemnika. Skuliłam się. –chodź no tu… kobieto.– przemówił, dając mi do zrozumienia, że zna moją płeć– nigdy z płcią żeńską się nie spotkałem… masz się stawić przede mną, zrozumiałaś?! Wychodź, gdziekolwiek jesteś! Liczę do pięciu: jeśli się nie pojawisz, wtedy znajdę cię... pożałujesz, że się narodziłaś!– zagroził mi. zaczęło się odliczanie, zaś kroki pełne zimna były coraz bliżej mnie. Facet policzył do czterech. „co teraz???”– pomyślałam bezradnie. Serce waliło mi jak młotem. –…pięć!– kiedy to powiedział, termos– pistolet zetknął się z moim nosem. Przełknęłam ślinę, na moim karku pojawiły się krople potu. –och. Witam, witam. Ha, dostanę mój upragniony awans!!– ucieszył się nastolatek z Narodowej Policji.– nie wszyscy wiedzą, kim jesteś, jednak rząd dobrze cię zna! Żałuję, że wtedy cię puściłem wolno! Miałbym awans w kieszeni… jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Wedle obietnic spiorę cię tak, że będziesz musiała zakrywać twarz szmatami, by ludzi nie straszyć… chwycił mnie za szyję, i uniósł w górę. Zaczęło brakować mi tlenu... –jesteś taka odmienna od nas, mężczyzn! Masz takie delikatne ciało… nic nie warte…– mówił, przy okazji sprawdzając mnie nożem. Na moich ramionach pojawiły się bolesne, podłużne rany. Zacisnęłam zęby. Łzy chciały spływać po policzkach… –ciekawe, czy twoje wnętrze jest takie, jak nasze? Warto sprawdzić…– zachichotał. Nóż uniósł w górę, chcąc zadać mi śmiertelny cios. Zamknęłam oczy, gotowa na ból, ostateczny cios… –ZOSTAW JĄ!– usłyszałam znajomy głos. Otworzyłam oczy, i wtedy dostrzegłam potężny cios w przeciwnika. Ten chłopak wylądował w śmietniku, nawet nie jęknął. –Marc?!– w ciemności dostrzegłam przyjaciela. –Marta!– ucieszył się na mój widok– jasny gwint, ale cię poranił…– Marc zaklął pod jego adresem siarczyście, jednak jakoś go nie upomniałam. Sama go wyzywałam. W myślach. Marc chwycił mnie w ramiona, jak pan młody robi to z żoną. –portal jest tutaj! Zaraz wrócimy do domu… Tym razem zobaczyłam szkarłatną dziurę. Oświetlała miasto, ładnie to wyglądało. Marc puścił pędem w tą stronę, biegł niesamowicie szybko. –Marc, uważaj!!– wrzasnęłam. Marc odwrócił się i w miarę szybko odskoczył. W szkarłatną dziurę wtopiły się promienie. Naprzeciw nam stał ten nastolatek. –ty… ten kopniak ci wyszedł… ale jeśli myślisz, że drugi raz ci się uda… spytaj się swojej marnej koleżanki, zostaniesz kupą kości!– zapowiedział Marcowi jego śmierć. Marc zmarszczył brwi, ale się nie wystraszył. –gnoju chrzaniony, ja już cię widziałem w akcji! I myślisz, że się ciebie boję?!– Marc zaśmiał się złowieszczo. Nie spasowało to funkcjonariuszowi. –heh… jesteś zuchwały, i takich ludzi lubię… co ty na to, jeśli zasugeruję pracę w Narodowej Policji?– zadziwił nas pytaniem funkcjonariusz– dzięki mnie mógłbyś zdobyć posłuszeństwo innych, żyłbyś jak król! Chyba że wolisz zginąć… –hm? Miałbym strzelać z termosu?– zakpił sobie Marc– dziękuję, wolę zabijać…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Inna przyszłość część II — czytnik · opowiadania