Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 20 min czytania

Inna strona

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

1.Jak zawsze… Dzisiaj wstałam w zwykłej kolejności. Jak zawsze obudziłam się o szóstej. Jak zawsze też czekałam jak usłyszę kroki na dole w sieni i trzask zamykanych drzwi, a potem odliczając sekundy, dźwięk uruchamianego silnika mojego taty samochodu-czerwonego mercedesa z rocznika 89. Potem leżąc odczekałam kilka minut w ciszy. Zbierając się do wstania z jękiem odrzuciłam ciepłą kołdrę, pod którą tak nie dawno byłam zupełnie w innej krainie, tak zwanej, snu i marzeń. Od kiedy umarła moja mama straciłam sens życia. Nawet teraz, kiedy minął rok cały czas wspominanie jej sprawia mi olbrzymi ból. Żyje tylko dla mojego taty-Eryka. Bez mnie straciłby zupełną wiarę w siebie. Czasem wydaje mi się, że przeżywa to znacznie gorzej od mnie. Jestem jego jedynym wsparciem. Jak zawsze wstałam i ruszyłam w stronę mojej łazienki. Umyłam twarz i spojrzałam w lustro. Tak to ja dziewczyna poniżej przeciętna z czarnymi włosami i zielonymi oczami. Mała szara myszka, która jak na drugą klasę ma 168cm wzrostu, która jest szczuła, ale sflaczała. Tak to ja Kate Whitle, co mieszka w małym miasteczku Sozopol niedaleko morza w Kraju ,,Chorwacja”. Która mieszka w domu położonym kilometr na północ od morza. Sięgnęłam po szczoteczkę do zębów. Nałożyłam pastę. Odeszłam w przeszłość. To był koszmarny dzień, najgorszy w moim życiu. Wróciłam do domu i zastałam… Moja mama nie żyła. Leżała nie przytomna na ziemi, a koło niej plama. Przeszły mnie dreszcze. Tego obrazu nie mogłam się pozbyć. Mieszanka krwi i rozlanej kawy. Doigrałam się, na to prześladujące mnie wspomnienie coś ścisnęło moje serce i płuca. Starałam się oddychać. Z moich oczu popłynęły dwie olbrzymie potwornie piekące łzy. Zapragnęłam szybko się orzeźwić, oddalić się od tych potwornych myśli. Wskoczyłam pod prysznic i włączyłam lodowatą wodę. Tak, tego mi było trzeba. Lodowata woda, zmyła ze mnie piekące łzy i jednocześnie zmyła moje przytoczone wspomnienia. Sprawiła, że nic nie czułam. Mój umysł zaatakowany lodową falą szybko się wyłączył. Tylko w podświadomości, gdzieś głęboko powtarzało się słowa, bez przerwy ,,jestem nikim, jestem nikim”. Tak, z tymi słowami walczyłam od tego potwornego dnia. Nic nie mogło ich zmyć. Wiedziałam jedno, ja jestem nikim. Życie jakoś nie dawało mi satysfakcji. Tylko przynosiło nie do zniesienia ból po stracie matki- ducha tego domu, miejsca, miasta, mojego kraju. Stałam pod prysznicem do czasu, kiedy zauważyłam, że moja skóra jest nie blada, tylko niebieska i trzęsę się cała. Bez żadnego entuzjazmu zgasiłam wodę i sięgnęłam po ręcznik, walcząc z falą następnych przynoszącym ból wspomnień. Krew wszędzie krew. Jęknęłam. Jak zawsze sięgnęłam po szczotkę i starałam rozplątać nocne kołtuny. Potem spięłam wszystkie włosy w ciasną kitkę poniżej czubka głowy tak zwany,,koński ogon”. Bez najmniejszego zapału po kolei zaczęłam nakładać na siebie części swojej garderoby dokładnie nie patrząc, czy kolory do siebie pasują. Ostatni raz spojrzałam na łazienkę sprawdzając czy coś zastało mi do zrobienia. Zdesperowana powlokłam się do swojego pokoju. Wzięłam szkolny plecak i poczłapałam na sam dół do kuchni. Jaskrawe kolory ścian niezwłocznie przypominały mi o mojej mamie. Otworzyłam szafkę wyciągając płatki. Zniechęcona nasypałam płatki. Usiadłam nie mogąc sobie przypomnieć, kiedy nalałam sobie mleko. Potrzasnęłam ramionami i zabrałam się do jedzenia. Zmuszałam się do cieszenia się z tego, że dziś spotkam moje koleżanki, abym nie została podobnie jak wcześniej zaatakowana przez następny przypływ wspomnień. Zerknęłam na kuchenny zegar (próbując odbić od siebie 36 urodziny mamy, kiedy jej go dałam). Zamarłam. Co ja tak długo robiłam? Za pięć minut miały odbyć się lekcje, a ja spokojnie przeżuwałam śniadanie. Szybko wrzuciłam prawie niedotkniętą porcję płatek śniadaniowych do zlewu, złapałam torbę i rzuciłam się do drzwi. W najlepszym przypadku, jeżeli nie będzie żadnego korku spóźnię się o dziesięć, piętnaście minut na historię. O nie, dzisiaj jest sprawdzian! Wsiadłam do swojego samochodu (odziedziczonym po mamie, kiedyś musiałam jechać do szkoły autobusami). Mocowałam się z nim chyba z minutę zanim odpalił. Coś dzisiejszy dzień nie zapowiadał się dobrze. Moje liceum mieściło się w samym centrum Sozopolu. Dojechanie trwało jak myślałam dobre dwadzieścia minut. Szybko zaparkowałam swojego zielonego malucha na jakimś parkingu. Nie zauważyłam czy zamknęłam drzwi, bo już biegłam w stronę szkoły. Kurde, zostawiłam plecak w samochodzie. Coś dzisiaj byłam nie przytomna. Zdenerwowana zawróciłam w stronę parkingu. Zła na siebie puściłam się biegiem. Kiedy dotarłam zostało jeszcze piętnaście minut lekcji. Wbiegłam do Sali zadyszana.

2.Szok -Kogo my tu mamy? Zapytał szyderczo pan Duńczyk. -Prze…Przep-p-praszam- wysapałam. -Jeżeli Panna Whitle ma czas na spanie to zobaczymy czy ma czas na napisanie sprawdzianu w piętnaście minut! Rzekł drwiąco. Spuściłam głowę. Zawstydzona poczłapałam do swojej ławki. Nagle zobaczyłam coś, co mnie jakby obudziło, osłabiło moc nacierających na mnie wspomnień. Ba, sprawiło, że nie czułam, aby coś bolesnego w ogóle się dziś na mnie nacierało. W mojej ławce siedział facet moich marzeń. Osłupiałam. Wszystko znikło widziałam tylko te idealne kształty. Błękitne w kolorze nieba, smutne oczy, niesforne czarne włosy, które wydawały się lśnić na brązowo, kiedy padał na nie, zabłąkany strumyk światła. Wspaniale umięśniony tors. Świat zaczął wirować i tylko ideał zdawał się nie kręcić. W tej chwili zapomniałam o wszystkim. Ba, nic nie było dla mnie ważne tylko on. Zapomniałam dzisiejsze rano incydenty. -Panno Whitle czy zamierza pani w ogóle napisać ten sprawdzian? Uświadomiłam sobie, że muszę wyglądać żałośnie stając na środku Sali z wybałuszonymi oczami i otwartą buzią. Uniosły się zaciekawione twarze od sprawdzianów. Po chwili rozległy się ciche chichoty. -Panno Whitle, proszę natychmiast zająć miejsce w ławce! Krzyknął rozłoszczony pan nauczyciel. Czułam, że zamieniam się w czerwonego buraka. Posłusznie spuściłam wzrok i usiadłam w ławce. Najwyraźniej ten chłopak dołączył się do naszej klasy. Dziwne, że w połowie roku szkolnego. Czułam się dziwnie spięta, próbowałam się rozluźnić, ale bez skutku. Nigdy nie miałam jakiegoś specjalnego szczęścia do chłopaków. Nikt nigdy nie chciał takiej szarej myszki jak ja. Miałam koleżanki. Paula i Wiki są spoko, ale nigdy nie łączyła nas jakaś specjalna więź. Pogadać, poplotkować z nimi zawsze mogłam. Ale tylko tyle... Nie mogąc się powstrzymać zerknęłam na niego spod sprawdzianu. I kurde paszteciasz gapił się na mnie uśmiechając się olśniewająco! Przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały. I to był błąd. Mimo że go nie znam, miałam olbrzymią ochotę rzucić się na niego żeby go przytulić. Przy jego boku nie mogłam się nad niczym skupić. Czytałam kilka razy bardzo proste pytanie,,W którym wieku odbyła się bitwa pod Termopilami?”. Odpowiedź miałam dosłownie na końcu języka. Koleś mi tak namieszał w głowie cały czas się na mnie patrząc. Co we mnie go przykuwało? Zostało pięć minut lekcji, a ja nie odpowiedziałam choćby na najłatwiejsze pytanie. Sam chłopak był zwolniony z pisania sprawdzianu. Rozluźniony i rozwalony na krześle świdrował mnie wzrokiem. Dosłownie czułam jego piękny wzrok na swoich plecach. Zaczęło mnie to mocno irytować. Czego on od mnie chce? Jakieś trzy minuty później nie wytrzymałam i spojrzałam na niego gniewnie. Zdziwił się. Zmieszany odwrócił wzrok. Udało mi się odpowiedzieć na to pytanie o Termopile. Oczywiście w V w p.n.e. Znowu zaczął na mnie się gapić. Wyglądał jakby przeszedł wewnętrzną walkę. Coś błysnęło w jego oku. Pochylił się nade mną. Poczułam przyjemno słodki zapach. -Wybierz pierwszą wojnę punicką- Usłyszałam piękny, dźwięczny głos. Wskazał na mój sprawdzian. Zapomniałam jak mam na imię. -Na, co czekasz? Została ci jakaś minuta- spojrzał na mnie zdziwiony i jednocześnie zafascynowany. Otrzęsłam się z otępienia. Posłusznie, trzęsącą ręką zaznaczyłam odpowiedź a). Chociaż dobrze znałam odpowiedź. Widząc moje zmieszanie znowu spuścił wzrok. Dzięki Bogu zaznaczyłam jeszcze pięć odpowiedzi. Zadzwonił dzwonek. Nowy podniósł się i szybko wyszedł z klasy. Zesztywniałam. Pan od historii coś do mnie powiedział i cała klasa wybuchła śmiechem. Miałam to gdzieś. Oddałam sprawdzian i wyszłam z zwieszoną głową. Na przerwie podeszłam do Wiki. -Ale Duńczyk się na ciebie uwziął! Powiedziała Wiki na powitanie. -Powiesz mi skąd ten nowy chłopak w naszej klasie? Starałam się, aby pytanie zabrzmiało obojętnie. Ale tak naprawdę umierałam z ciekawości. -Co, robi wrażenie nie? Uśmiechnęła się. W jej tonie wywnioskowałam, że zamierza rozpocząć rozmowę o przystojnych chłopcach. -Kris jest po prostu boski, no wiesz jak ciebie nie było Duńczyk nam go przestawił- dołączyła do nas Paula. -Podobno przyjechał z daleka i będzie chodził z naszą klasą tylko na historie, jakie masz szczęście, że z nim siedzisz- usłyszałam nutkę zazdrości w jej głosie. -Chyba wpadłaś mu w oko- rzekła Wiki zafascynowana. -Gapił się na ciebie jak ciele w malowane wrota! Dodała, gdy zobaczyła moją zdziwioną minę. A jednak gapił się cały czas! -Chciałabyś z nim chodzisz? Rozpoczęła śledztwo Paula. Na te pytanie przeszły mnie ciarki. No pewnie! Marzę o tym! Co się ze mną dzieje? Od kiedy umarła moja matka nigdy na żadnym chłopaku mi nie zależało! Na dobre nikt nigdy nie chciał ze mną chodzić! Nigdy. Obie skierowały na mnie wzrok. -Co Kate, Podoba ci się!? Obie ciekawe przeszywały mnie wzrokiem. Czułam się jak na policji… Wszystko, co powiesz może obrócić się przeciwko tobie… -echm…. Nie zamierzam- miałam dosyć tej rozmowy złapałam plecak i odeszłam jak

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Inna strona — czytnik · opowiadania