Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Zbrodnia · 38 min czytania

Inni odchodzą szybciej, niż się wydaje.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

R.1.

Wstałam dziś dość wcześniej. Za oknem kropił deszcz, ale to normalne w Tottenhamie. Otworzyłam okno, aby przewietrzyć w pokoju. Do środka wleciał zapach mokrej kory drzew, który kojarzył mi się z dzieciństwem. Kiedy wraz z moim kuzynem skakaliśmy po kałużach w ogrodzie mojego domu. Niestety to było dawno, bo po osiągnięciu pełnoletności Riley wyprowadził się do słonecznej Kalifornii i nasz kontakt się urwał. Poniekąd mu tego zazdrościłam, bo wyprowadził się, gdzieś gdzie mógł zacząć wszystko od nowa. Ale z drugiej strony lubię ten deszczowy klimat Londynu. To tu się wychowałam. Po porannej toalecie ułożyłam swoje długie, proste, blond włosy i nałożyłam delikatny make up. Ubrałam brązowy sweterek z dekoltem, jasne jeansy i trampki. Wzięłam torebkę i zeszłam na parter domu. - Hej mamo - rzuciłam stojąc w progu kuchni. Moja mama Stephenie stojąc do mnie tyłem walczyła z tosterem próbując przyszykować grzanki na śniadanie. Jestem bardzo podobna do niej - niebieskie oczy; blond, proste włosy i jasna cera. - Cześć Nikki - odwróciła się i wysłała mi ciepły uśmiech - Wyspana? - Tak - odpowiedziałam. Zaparzyłam dla nas kawę i zasiadłam do stołu. - Dziś masz na rano? - zapytała mnie. Chodziło jej o pracę. Mimo, że miałam dziewiętnaście lat i wzorowa skończyłam szkołę średnią nie wybierałam się na studia, ponieważ nasz budżet był dość szczupły i mimo, iż mama upierała się, że nie trzeba postanowiłam, że po ukończeniu szkoły pójdę do pracy, aby pomóc jej finansowo. - Mhm - przytaknęłam upijając łyk kawy. W kuchni, jak zawsze było przytulnie przez jasne wnętrze, jakie tworzyły kremowe szafki kuchenne i drewniany stół. Ściany pomalowane na pomarańczowo sprawiały, że wnętrze było cieplejsze. Zjadłyśmy z mamą śniadanie, jak zawsze plotkując, a potem obie wyszłyśmy do pracy. Mama pojechała samochodem, a ja na piechotę, ponieważ Bar Pana Romana w którym pracowałam był piętnaście minut drogi od mojego domu. Kiedy otwierałam drzwi wejściowe baru owiał mnie ciepły powiew ogrzewania, które było w środku. Przeczesałam palcami swoje mokre od mżawki włosy. - Witaj Nikki - rzucił do mnie ciepłym głosem Mike, mój przyjaciel z pracy i barman tego lokalu. Jak zawsze miał swoje czarne włosy postawione na żelu, elegancko dopasowaną koszulę i krawat z logo naszego baru. - Hej Mike - odpowiedziałam wieszając swoją jeansową kurtkę na zapleczu - Dawno przyszedłeś? Wywnioskowałam, że tak, ponieważ wszystkie w barze stoły i krzesła były już ładnie przygotowane, a barek posprzątany. - E nie - mruknął. Założyłam swoją białą koszulę z logo baru i zaczęłam wycierać jeden ze stolików. - Ostatnio coś więcej pracujesz - zauważył. - No tak - przyznałam odrywając wzrok od blatu - Na cały etat. Postanowiłam oddać się całkowicie pracy. Postanowiłam w ostatnim czasie oddać się tylko pracy, ponieważ myśl o tym, że nie pójdę na studia sprawiała mi przykrość. Więc najlepiej o tym nie myśleć. - Nikki, muszę ci coś powiedzieć - zwrócił się do mnie Mike polerując szklanki. - Tak? Przesunęłam jeden drewniany stolik bardziej na środek obok akwarium z rybkami i czekałam, co powie. - Przedwczoraj, kiedy pracowałem na nocną zmianę był tu pewien mężczyzna, który pytał o ciebie. - Mężczyzna? - zmarszczyłam brwi. - Mhm. Zapytał kiedy pracujesz. Podeszłam do baru i zasiadłam na jednym z wysokich krzeseł. Mike nie patrzył mi w oczy, wciąż polerował drinkówki. - A jak on wyglądał? - zapytałam. - Wysoki blondyn o ciemnej karnacji. Przesiedział w naszym barze poł nocy pijąc whisky. Opis wyglądu tego mężczyzny nikogo mi nie przypominał. Ta wiadomość bardzo mnie zdziwiła. Na pewno nie był to żaden z moich znajomych, gdyż ich liczba była ograniczona. Otaczałam się tylko najbliższymi przyjaciółmi - czyli rodziną Petrovskych i Mike'm. - A mówił, jak się nazywa? - dociekałam. - Nie. Spytał tylko o godziny twojej zmiany. - I powiedziałeś mu - zagadnęłam. - Tak - przyznał się. Nie wiem, czy to był dobry pomysł, aby powiedzieć temu prawdopodobnie nieznajomemu w jakich godzinach pracuję. Ale nie miałam sumienia, żeby robić Mike'owi awantur. - Może zjawi się w końcu - rzekłam biorąc się za dalsze czyszczenie stolików.

R.2.

Było jakoś około trzynastej po południu. W barze był straszny ruch. Dużo ludzi przychodziło do nas, aby uchronić się przed deszczem i przy okazji zamawiali coś. Goniłam od stolika do stolika i podawałam różne zamówienia - w szczególności obiady. Nie miałam czasu, aby zrobić sobie chwilę przerwy. Lubię, kiedy w naszym barze panował tłok. To miejsce tętniło wtedy życie. Weszłam za barek, żeby zaparzyć kawy dla pani, która pracowała na laptopie. Mike szykował drinka. - Rzadko zdarza się taki ruch - powiedziałam podekscytowana. - Nie marudź, zarobek będzie większy - zachichotał - Pan Roman też rozmyśla nad tym, aby wypożyczać tą salę na imprezy weselne. Moja mama miała świetny kontakt z Panem Romanem, który opowiadał jej o swoich planach, a ona mi. Przez co byłam na bieżąco. - Tak słyszałam. To świetny pomysł. - Dokładnie. Postawiłam swoje zamówienie na tacy i spojrzałam na zamówienie Mike'a. - Kto o tej godzinie zamawia drinka? - zmarszczyłam brwi. Raczej rzadko zdarza się to w porze obiadu. Mike wzruszył ramionami, a potem westchnął. - A no właśnie, był bym zapomniał ci powiedzieć. Przyszedł facet, który o ciebie pytał. To właśnie jego zamówienie. Serce zabiło mi trochę szybciej. Troszkę się stresowałam, no bo niby po co miałby mnie ktoś szukać? Nie należę do osób popularnych, wręcz przeciwnie. - Kto to? Gdzie on siedzi? - zapytałam. - Tam - wskazał mężczyznę, który siedział w kącie sali. Siedział oparty i patrzył wprost na nas. Nawet nie oderwał wzroku, kiedy wraz z Mike'm popatrzyliśmy na niego i rozmawialiśmy. Pewnie pomyślał, że go obgadujemy. Ale najwyraźniej się tym nie przejął. Tak jak opisywał wcześniej Mike był to blondyn. Dobrze zbudowany. Przystojny. Ubrany w jeansy i skórzaną czarną kurtkę. - Dawaj mi tą tackę - zabrałam zamówienie Mike'a, a wręczyłam mu moje - Zanieś to do stolika szóstego. Ruszyłam zgrabnym krokiem w stronę stolika trzynastego. Tajemniczy nieznajomy wciąż mierzył mnie wzrokiem uśmiechając się łobuzersko. Bałam się, że przez ten jego natarczywy wzrok z nerwów zaliczę, jakąś wpadkę. Na przykład poślizgnę się na podłodze, którą musiałam co jakiś czas przemywać, ponieważ ludzie odbijali swoje buty mokre od ulewy. - Dzień dobry - powiedziałam i postawiłam zamówienie przed klientem - Co to za okazja, żeby świętować? Patrzył mi prosto w oczy. To było trochę krępujące, więc uciekałam wszędzie wzrokiem, gdzie się tylko da. - A to musi być okazja? - zapytał chichocząc. - No nie wiem, ale to dziwne - przyznałam. Rozmyślałam, a potem się odważyłam - Doszły mnie słuchy, że mnie pan ostatnio szukał. - A no tak - uśmiechnął się łobuzersko, a potem wstał od stolika. - A mogę wiedzieć w jakiej sprawie? - A o tak, chciałem cię zobaczyć. - Od kiedy jesteśmy na "ty"? - zapytałam z lekkim oburzeniem, mimo że tajemniczy nieznajomy był mega przystojny - Przecież my się nie znamy... - przerwałam nie wiedząc co mówić. Podszedł do mnie bliżej. Stał dosłownie metr ode mnie i patrzył mi bardzo głęboko w oczy. To raczej rzadko spotykane, bo normalni ludzie się peszą. Jedno wiem, pomyślałam, dziwoląg. - Emil jestem - wyciągnął rękę. - Nikki - również wyciągnęłam rękę, a on ją pocałował, co mnie również zdziwiło. - Wiem, że Nikki - wystrzeżył kły. Jeszcze większy dziwoląg, czy psychopata? - Ale... ale skąd? - zapytałam wyraźnie zaskoczona. - Po prostu wiem - uśmiechnął się łobuzersko. Na dodatek pogrywa ze mną. - Mhm. To jak zechcesz mnie poinformować to przyjdź do baru - powiedziałam i się odwróciłam na pięcie, ale on błyskawicznie mnie złapał za przedramię i rzekł tylko: - Nie idź. Miał piwne oczy, ale błyszczące, jakby miał się rozpłakać. Wyglądał, jak mały chłopczyk o dużych, kryształowych oczach, który płacze za mamą. - Muszę pracować - powiedziałam oschle. - Ale nie musisz się obrażać - znów się uśmiechał. Dobrze wiedzieć, że się obrażam. - Nie obrażam się... - To w takim razie co robisz? - spojrzał na mnie ciekawym wzrokiem. - Idę pracować - powtórzyłam. - A kiedy kończysz. Starałam się go ignorować i ruszyłam przed siebie, ale nie dawał za wygraną - szedł za mną. - Jak skończę zmianę - ja również nie dawałam za wygraną. Koleś jest dziwny, ledwie mnie znał, a pogrywał ze mną, jak tylko chciał. Podeszłam do jednego ze stolików, aby pozbierać naczynia, gdyż był już pusty. - A kiedy kończysz zmianę? - wciąż dotrzymywał mi kroku. - O siedemnastej - rzekłam pędząc na zaplecze baru. On dalej za mną szedł. Moje szybkie ruchy w ogólne nie sprawiały mu kłopotu. Nachodziły mnie dzikie myśli. Czy on jest sportowcem? Jego oliwkowa karnacja wyraźnie podkreśla, że nie pochodzi on z Anglii. A więc skąd? A może chodzi na solarkę? Nie, nie. On mnie nie obchodzi. Jest dziwny i tyle. Wszedł ze mną na zaplecze, jakby nigdy nic... - Nieupoważnionym wstęp tu wzbroniony - rzekłam, ale on to zignorował i dalej drążył temat : - Może dałabyś się gdzieś zaprosić po pracy? Byłam w lekkim szoku. On chyba oszalał, pomyślałam. - Człowieku, ledwie mnie znasz... Nawet nie chcesz mi powiedzieć po co mnie szukałeś - uniosłam głos. - Dopiero się tu wprowadziłem, ktoś musi pokazać mi okolicę - kontynuował. Cały czas miał na ustach ten swój łobuzerski uśmieszek, co mnie tak irytowało! - Nie ma mowy - zacisnęłam zęby. Pani Megan - kucharka baru, udawała, że nic nie widzi skupiając się na gotowaniu, ale i tak czułam się, jak w jakimś teatrze. Nagle otworzyły się drzwi. Na zaplecze wszedł Mike. - Proszę stąd wyjść - rzekł marszcząc brwi. - Rozmawiam z Nikki - powiedział Emil nawet się nie odwracając w stronę Mike'a. - Ale ona sobie tego nie życzy... Proszę wyjść. Emil z gorzką miną odwrócił się na pięcie. - Może niech ona zdecyduje, czy sobie tego życzy, czy nie - warknął. - Nie, nie życzę sobie tego - mówiłam prawie płaczącym tonem, mimo iż byłam bardziej zła, niż smutna - Proszę cię. Wyjdź. Już się tak nie strzeżył, jak na początku. Jego mina była zbolała. Odwrócił się i bez słowa opuścił zaplecze. Poszłam za nim na sale. Tylko przyspieszył kroku i trzaskając drzwiami wyszedł z baru. Koniec teatru. Dzięki Bogu.

R.3.

Udało mi się ochłonąć i wrócić do pracy. Skupiłam się dość mocno na moich obowiązkach, więc czas zleciał mi szybko. Lubiłam tą pracę. Nie przeszkadzało mi to, że potrafiła być czasami bardzo męcząca. W tym miejscu zawsze się coś działo. Nigdy nie było tu nudno. - Co ty tu jeszcze robisz? - spytał mnie Mike, kiedy przyniosłam mu kolejne zamówienie. Wyrwał mnie z rozmyśleń. - Słucham? - zmarszczyłam brwi. Jak to co?! Pracuje, pomyślałam. - Już dawno jest po siedemnastej. Możesz już iść. Powinnaś odpocząć. Spoglądał na mnie, jakby był moim starszym bratem. I tak właśnie go traktowałam. Na prawdę bardzo się lubimy. - A no tak. Racja - przyznałam i poszłam na zaplecze się przebrać. Starając się nie zadręczać myślami o złym dniu, postanowiłam, że jak wrócę do domu to wybiorę się na jakieś zakupy. Może jakaś ciekawa ksiązką na chłodne wieczory? Bomba! Chwyciłam za torebkę i wyszłam gotowa. - Dziękuję ci za wszystko - powiedziałam do Mike'a opuszczając bar, a ten wysłał mi ciepły uśmiech. Ruch o wiele się zmiejszył, więc Mike sobie poradzi, pomyślałam. Z resztą Pan Roman za nie długo przyjdzie mu pomóc. Spostrzegając, że pada deszcz naciągnęłam kaptur od jeansowej kurtki na głowę i przeszłam przez ogródek, ale przy bramie wyjściowej czekała na mnie niespodzianka. Stało czarne BMW wyglądające, jak nie używane. Mężczyzna, który się o nie opierał również prezentował się świetnie, ale ja na jego widok się zniesmaczyłam. Stał ze skrzyżowanymi rękami na piersi i uśmiechem na twarzy. Tym razem ubrany był w szary dres i miał kaptur na głowie. Obiecałam sobie, że nie będę zaprzątać sobie głowy już dzisiaj nim, ale jak miałam to zrobić, kiedy on wciąż przypominał o sobie? - Witaj Nikki - wystrzeżył kły. - Spadaj - warknęłam na niego. Ta sytuacja na prawdę mnie drażniła. - Czemu jesteś dla mnie taka nie miła? - podszedł do mnie, ale ja nie spowolniłam kroku, więc musiał mi go dotrzymać. Pędziłam do domu myśląc, że nie ma co tracić czasu na niego. - A czemu ty nie chcesz mi powiedzieć czemu mnie szukałeś? Zamilkł i uśmiechnął się tylko najlepiej, jak to potrafił zrobić. No tak, najlepiej tak. Po prostu nie odpowiadać. Taki był jego sposób na błądzące pytania. - Z resztą mówiłam ci, żebyś dał mi spokój. - Ja chcę cię tylko poznać - westchnął. - Ale ja nie chce... - Ale dlaczego? Co ja ci złego zrobiłem? - zrobił minę smutnego szczeniaczka. Fakt. Może i nic złego nie zrobił. Ale i tak mnie wkurzał. Niebo było całe zachmurzone, a chodnik mokre. Dużo zieleni otaczało domy i bloki mieszkalne. Ludzie tutaj bardzo lubią rośliny. Ja również. W ogrodzie sama mam pełno kwiatków i drzew. Lubię kiedy w koło jest dużo roślinności. - Daleko mieszkasz? - zapytał, ponieważ nie odpowiedziałam na wcześniejsze pytanie. - Już nie daleko. Po co ja w sumie w ogóle odpowiadam? Masakra. - Chciałem cię podwieźć samochodem. Jest zimno, była byś w domu szybciej. - Nie pakuję się nieznajomym do samochodu, jasne? Szalony dziwak. - To dobrze, bo to niebezpieczna okolica. Nigdy nic nie wiadomo - zachichotał. - No tak. Zawsze jakiś dziwak może nie dawać ci spokoju. - Dokładnie - wciąż chichotał. Zatrzymałam się i odwróciłam na pięcie. Przez chwilę staliśmy w deszczu milcząc. Cały czas unikałam jego wzroku. Niestety moja nieśmiałość nie dawała dzisiaj za wygraną. W końcu przerwałam to : - Żegnam cię - rzekłam. - Ej! Zaczekaj - złapał mnie za ramię - Tutaj mieszkasz? Spoglądał na mój jednopiętrowy, nie duży dom o kawowym kolorze i nie dużym ogrodzie. - Mhm - przytaknęłam. - A jest szansa, żebyś wybaczyła mi dzisiejsze zachowanie? Znów się strzeżył. Czy on zawsze tak ma? - Jeśli tego na prawdę żałujesz, to to mi wystarczy - powiedziałam i odeszłam zgrabnym krokiem.

R.4.

Zaraz po powrocie do domu zadzwoniłam do mojej przyjaciółki Iriny Petrovskiej z propozycją, czy nie wybierze się ze mną do księgarni na zakupy. Ona uwielbiała zakupy, więc zawsze chętnie się ze mną wybrała. Ja też je lubię, dlatego najczęściej spędzałyśmy czas w galeriach handlowych. Oczywiście nie odmówiła mi. Przyjechała po mnie swoim srebrnym porsche i podczas drogi do centrum wiele rozmawiałyśmy. W sumie zawsze to tak było, że to Irina dużo mówiła, a ja słuchałam. Idealnie się dopasowałyśmy. Ja nie lubię dużo mówić, za to ona tak. W jej towarzystwie zawsze mogłam być sobą. Ona znała mnie lepiej chyba, niż własna matka. Irina opowiadała mi o chłopaku, którego ostatnio poznała na urodzinach kuzynki. Była zachwycona. Uznałam, że wspomnienie o dziwnym Emilu nie ma sensu. To sprawa już zamknięta, tak uznałam. - Strasznie pokłóciłam się dzisiaj z Rick'iem. Nie wiem, co mi odbiło - żaliła się - Ostatnio mam jakiś zły humor. Rick to brat Iriny. I mój przyjaciel. Fakt. Jego charakter był dość ciężki, ale potrafił być on miły. I zawsze szanował swoją siostrę. Kiedy się kłócą, zawsze odpuszcza. Irina zacisnęła ręce na kierownicy. - O co się pokłóciliście? - zapytałam. - Właśnie o nic konkretnego... Tak o. Ostro wymieniliśmy kilka zdań. Trochę przesadziłam. Teraz się do mnie nie odzywa. Milczałyśmy przez jakiś czas. Ona prowadziła w skupieniu, a ja oglądałam, jak za oknem wychodzi słońce zza chmur. Pogoda lekko się poprawiała. Ulew odpuściła póki co. - Na dodatek nie mogę znaleźć żadnej pracy - kontynuowała - Nie takiej jaką bym chciała. Kolega Davida mi załatwił pracę w sklepie z ubraniami należący do jego taty. Ale ja wolałabym coś innego. Póki co załapię się na to. Może za jakiś czas uda mi się znaleźć coś, co by mnie bardziej satysfakcjonowało. David to jej drugi brat. Irina miała dwóch braci. Resztę jej rodziny nigdy nie poznałam. A rodziców nie miała okazji, bo nie żyją już od kilku lat. - Będę się rozglądać. Jak znajdę jakąś ciekawą ofertę dla ciebie, to dam ci znać - zaproponowałam. - Dziękuję ci - wysłała mi ciepły uśmiech. Irina wjechała na parking księgarni i zgasiła silnik porsche. Przeczesała palcami swoje proste, czerwone włosy i poprawiła perłowy płaszczyk. - Zawszę ci pomogę. Pamiętaj o tym - powiedziałam wysiadając z samochodu. Promienie przedzierającego się przez chmury słońca padały wprost na nas. Pogoda zrobiła się cieplejsza.

R.5

Wjechałyśmy z Iriną na podjazd jej domu. Jak zawsze jej dom prezentował się świetnie. Trzy piętrowy, wykonany z jasnego drewna. Wielki ogród o który dbała Irina. Każdy szczegół był idealnie dopasowany. Zawsze w tym domu panowała rodzinna atmosfera, mimo że Irina mieszkała tylko ze swoimi braćmi David'em i Rick'iem. Lubię ich odwiedzać. Irina jest moją przyjaciółką, więc to oczywiste, że uwielbiam spędzać z nią czas. Jest bardzo wesoła, ambitna i pozytywnie nastawiona do wszystkiego przez co zarażała wszystkich swoim dobrym humorem. Jej bracia również są bardzo mili i gościnni. Irina zgasiła silnik samochodu. - Czyj to samochód?! - zapytała marszcząc swoje brwi i wskazując czarne BMW stojące koło garażu ich domu. Podążyłam wzrokiem za jej palcem i zagadnęłam : - Może jakiegoś znajomego twoich braci. - Nie, nie, nie - pokręciła głową - to nie możliwe, znam samochody wszystkich ich znajomych. Siedziała chwilę w milczeniu, a potem szybko wysiadła z samochodu. Chwyciłam swoją torebkę i poszłam za jej przykładem. - Hm. Dziwne. To na pewno nie są Londyńskie rejestracje - mruknęła. Z chwilowej ciszy wyrwał nas miękki, ale jakże męski głos : - No bo to nie są Londyńskie rejestracje. Obydwie słysząc to odwróciłyśmy szybko wzrok od samochodu na mężczyznę, który stał na schodach domu. Strzeżył białe kły. Cały promieniał na twarzy. Patrzył na nas zachwycony. - Emil - wyszeptała Irina. I w tym momencie poczułam jakby coś we mnie uderzyło. Zemdliło mnie. Czy ja mam zwidy? Czy to ten sam Emil o którym mówiła mi Irina bardzo dawno już temu? - Witaj siostro - uśmiechnął się łobuzersko. Ruszył wolnym krokiem w naszą stronę trzymając ręce w kieszeniach. Irina przyglądała mu się zaskoczona. - Co ty tu robisz? - Eh - westchnął, a potem znów się uśmiechnął - Nie takiego powitania się spodziewałem. Nawet nie spytasz, jak się mam. Jak minęła moja droga. No cóż. Cały czas patrzył mi w oczy. Wydawał się rozbawiony całą tą sytuacją. - Zjawiasz się tak nagle, mimo iż nawet nie wiedziałam, czy żyjesz i udajesz, jakby nigdy nic?! - wysyczała. - Nawet nie przedstawisz mnie swojej przyjaciółce. No cóż. Witaj Nikki. Emil jestem. Wydajesz mi się dość znajoma - podał mi rękę. - Mhm - udało mi się tylko przytaknąć. Na prawdę nie wiedziałam, jak się zachować. - Droga siostro, znudziło mi się moje dotychczasowe miejsce zamieszkania, więc postanowiłem że zamieszkam z wami na jakiś czas. Dawno się nie widzieliśmy. Irina przełknęła głośno slinę. Nagle otworzyły się drzwi do ich domu. Na zewnątrz wyszedł Rick. Od razu rzuciło mi się w oczy to, jak bardzo z Emilem są do siebie podobni! Różnili się tylko kolorem włosów, gdyż Rick jest szatynem i rysami twarzy. - Nasz brat może zostać ile tylko zechce - powiedział Rick od razu. - Niech będzie - zgodziła się Irina. - A teraz…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%