Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Inny

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przez małe okienko znajdujące się przy samym suficie równie małego i ciemnego pokoju sączyły się beztroskie dźwięki dziecięcych zabaw, przepychanek i sprzeczek. Siedzący na twardej, zimnej podłodze drobny chłopiec słuchał swych rówieśników z wypiekami na twarzy i ustami rozwartymi w ten niepowtarzalny, dziecinny sposób, którego nie da się zaobserwować u dorosłych. Gdy momentami głosy było słychać wyraźniej i głośniej, chłopiec z podekscytowaniem przybliżał się do ściany, i nadstawiał ucho w kierunku okienka. Za każdym razem gdy siedział tak i przysłuchiwał się z uwagą, czuł głęboko w swojej niedojrzałej jeszcze duszy skrajnie różne emocje. Z jednej strony znał te dźwięki tak dobrze jak swój własny palec, z drugiej zaś były mu one tak obce, jak i cały świat znajdujący się tam, wysoko nad nim, za okienkiem. Był bardzo wdzięczny za to, że miał chociaż tą skromną, banalną wręcz możliwość słuchania zewnętrznego świata. Zawdzięczał to swemu ojcu, który zamontował okno w zeszłym roku, pod pretekstem lepszej wentylacji pomieszczenia. Chłopiec kochał swego ojca. To od niego dostał kilka małych, drewnianych samochodzików, którymi nieporadnie jeździł w tą i z powrotem po kamiennej posadzce, i to on przychodził do niego od czasu do czasu w sekrecie, by pobyć z synem, pobawić się z nim oraz poopowiadać o tym, jak wygląda świat. Chłopiec kochał te chwile, i czuł się bardzo źle z myślą, że jednak nie wystarcza mu to. Codziennie marzył o tym, by chociażby móc wyjrzeć przez szybkę, by zobaczyć jak wygląda świat poza jego pokojem. W chwilach wyjątkowej odwagi, marzył skrycie o tym, by dostać się jakimś sposobem wyżej, i uciec przez ten jego jedyny łącznik ze światem i dołączyć do swawolnej zabawy z dzieciakami. Jednak okienko było zbyt wysoko…

Gdy po raz kolejny zdał sobie sprawę, że nie uda mu się spełnić jego marzeń, z bezsilności zaczął tłuc niezgrabnie rękami w rurę znajdującą przy ścianie, która prowadziła do sufitu, i biegła dalej, tam, gdzie on nie miał wstępu. Nie zważał na ból, który wkrótce zaczął ostro pulsować w jego nadgarstkach, bez opamiętania uderzał w metal, a po jego policzkach płynęły gorące łzy. Po zaledwie kilku chwilach usłyszał dźwięk otwieranego zamka i drzwi od pomieszczenia otworzyły się z hukiem, a po drewnianych, skrzypiących schodach zbiegły dwie, niewyraźne w mroku panującym w pokoju osoby.

-Zamknij okno, bo ktoś jeszcze szczyla usłyszy! – syknął w ciemności kobiecy głos. Chłopcem wstrząsnął dreszcz, ten dźwięk naprawdę kojarzył mu się z sykiem żmii. Co prawda nie widział nigdy ani jednej, lecz ojciec uczył go kiedyś jak wyglądają poszczególne zwierzęta i jakie wydają odgłosy. Tymczasem jego ojciec na zawołanie swej żony podbiegł do ściany, ustawił przy niej taboret i stojąc na nim na samych czubkach palców wykonał z trudem jej polecenie. Ona zaś podeszła kilka kroków dalej, stukając potwornie wysokimi obcasami i stanęła w świetle jedynej, małej lampki w pomieszczeniu. Była wysoka, zgrabna, a jej twarz przypominała wykuty z marmuru posąg. Równie piękny co on, jednak i tak samo chłodny i obojętny. Chłopiec bał się jej, jednak nadal patrzył hardo w jej oczy. Wiedział, że dopóki nie odzywa się gdy mógłby go ktoś usłyszeć z zewnątrz, nie uderzy go. Brzydziła się go dotykać i robiła to tylko w ostateczności.

-Dlaczego nie mogę wyjść stąd?! – krzyknął…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Inny — czytnik · opowiadania