Akcja · 8 min czytania
Inny świat - a jednak nasz rozdział 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
II - Chcesz, ale się boisz – powiedział Javier. - Nie boję się – odparła ostro. Stach. Nie znosiła tego słowa. - Lena – chłopak usiadł obok niej i położył jej dłoń na ramieniu. Ich twarze oświetlała delikatna poświata wypalających się pochodni, wpadająca przez okno. – Każdy się czegoś boi. - A ty? - Co? - Czego ty się boisz? - Ja… hm… Ja się boję, że buntownicy przestaną istnieć… że przegramy – powiedział cicho. – Nie chciałbym tego. - A coś takiego, co dotyczy ciebie? - Może ci być w to trudno uwierzyć, ale boję się bólu. To mnie przeraża. Dziewczyna nic nie odpowiedziała. - Lena… Opowiedz mi czego się boisz – ponowił próbę Javier. Chciał wiedzieć. Chciał jej pomóc. Nie pierwszy raz słyszał, jak budzi się z krzykiem. - Złożę ci dwie obietnice: pierwsza – że cokolwiek to jest będę cię traktować tak samo. - A druga? - Że nigdy nikomu nie powiem. - Nigdy? - Nigdy. Dziewczyna spojrzała mu w oczy. Nie była pewna, czy jest w stanie zaufać Javierowi. Niby znała go już bardzo długo, ale… tak naprawdę, co ona o nim wiedziała? Czy mogła mieć pewność, że nie wyda jej sekretu? Jej tajemnicy, którą tak głęboko skrywała? - Najlepiej będzie jak opowiem ci mój sen. Leżałam, albo w sumie po prostu BYŁAM w bardzo ciasnym miejscu. Nie widziałam zupełnie nic. Byłam związana, nie mogłam się odezwać. Bałam się - - mówiła. Zdecydowała, że może zaryzykować. Że ten jeden, jedyny raz może opowiedzieć komuś o swoim sekrecie. – I słyszałam kroki. Tylko i wyłącznie rytmiczne kroki. Nie słyszałam swojego oddechu, bicia serca ani tego, jak się przewracałam z boku na bok. Zapadła cisza. - Nie wiedziałem… - powiedział Javier. Chłopak nerwowo oprał dłoń na szyi i zaczął bawić się paskiem od zbroi, który wypadł z zapięcia. - Czego nie wiedziałeś? Że mam jakiekolwiek słabości? - To też. Ale nie o to chodzi – powiedział. – Zresztą nieważne. Powinnaś pójść spać. - Co?! Teraz to powiedz, o co chodzi! – oburzyła się Lena, a widząc, że chłopak wstaje i powoli odchodzi zawołała go jeszcze po imieniu. Nienawidziła, kiedy ktoś ją ignorował. - Idź spać – powiedział, obracając się przez ramię. Nie lubił, jak Lena zachowywała się tak, jakby mogła wszystko. - Nie. - Lena! – chłopak odwrócił się i spojrzał na dziewczynę, która stała naprzeciwko. – Idź spać. - Ale… - Lena! - Ale nie… - Śpij! - Nie! Nie! I jeszcze raz NIE! - Lena, idź spać! To rozkaz! – wydarł się Javier. Spojrzała na niego z mieszaniną wielu uczuć. Przez jej twarz przeszedł wyraz zdziwienia, smutku, a zatrzymał się na złości. – Nie patrz tak. Ty też podlegasz moim rozkazom. Lena skierowała swoje przerażająco jasne oczy na jego twarz, która nie zdradzała żadnych emocji. Odwrócił wzrok. Dziewczyna prychnęła i schowała się pod koc. Usłyszała, że Javier wychodzi i zasnęła. # # # Znowu była związana, gdzieś w ciemnym miejscu. Znowu słyszała kroki. Tym razem nie próbowała krzyczeć. Nie rzucała się. Czekała. Na zbawienie, zwane przebudzeniem. # # # Obudziła się bardzo wcześnie. Wiedziała o tym, chociaż w jaskini i tak było ciemno jak w trumnie, ponieważ pochodnie zdążyły się wypalić. Ubrała na siebie szybko swoją zbroję, włosy związała w kitkę, a później spojrzała w lustro. Ściągnęła gumkę. Wzięła nożyczki i szybko obcięła swoje skołtunione włosy, tak że sięgały jej do uszu. Chwyciła miecz i przypięła go sobie do pasa. Przeszła do jaskini, a później na dwór. Słońce dopiero co wynurzyło się zza horyzontu. Powietrze było lekkie. Trawę zdobiła przejrzysta rosa, która połyskiwała złociście. Zaczęła biec, a jej miecz odbijał się od jej nóg. Zatrzymała się i odpięła go od pasa. Zamontowała go na plecach i sprawdziła, czy łatwo go wyjąć. Prawą rękę przełożyła nad ramieniem i z łatwością dosięgnęła rękojeści. Wyciągnęła go i zamachnęła się. Nie trafiła w nic. Podniosła z ziemi kij, który wetknęła w piasek. Ustawiła…