Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 13 min czytania

Inny świat - a jednak nasz rozdział 4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

IV - Zaprowadzę cię do obozu – postanowił Javier. - Sama dojdę – sprzeciwiła się Lena i wyrwała mu się. Zachwiała się, a kiedy odzyskała równowagę schyliła się po swój miecz, który schowała do pochwy. Chłopak podał i zapiął jej naramiennik. - Jesteś pewna, że dasz radę? Dziewczyna spojrzała na niego wymownie. „Jasne – pomyślał.– - Zapomniałem, że to Lena.” Popatrzył jak jego przyjaciółka odchodzi i ruszył za nią. Uświado-mił sobie, że pierwszy raz pomyślał o niej jakoś inaczej niż „Lena”. Przyjaciółka. Dziewczyna oparła się o drzewo. - Jesteś pewna? – dopytywał się chłopak. - Tak. Ale dziwne byłoby, że weszliśmy osobno, a wracamy razem. Idź pierwszy. Javier przyjrzał jej się uważnie, a później skinął głową i poszedł dalej. Zastanawiał się, dlaczego jest taka uparta i nie pozwala sobie pomóc. Dlaczego jest taka niedostępna? Lena patrzyła za odchodzącym chłopakiem. Kiedy zniknął jej z oczu, uśmiechnęła się. Czuła się lepiej niż przed walką, mimo tego, że wszystko ją bolało. Nie wiedziała, dlaczego tak jest. Po prostu się cieszyła. Odczekała jeszcze chwilę i wyszła spomiędzy drzew. Skierowała się w stronę obozu, rozglądając się. Zobaczyła kawałek dalej krzak pokrzywy fioletowej. Podeszła i oderwała jeden liść. Nadawał się on do wycierania ran, ponieważ miał właściwości odkażające. Starła krew ze swoich ran i ruszyła dalej. Tuż przy obozie był płytki rów. Wrzuciła tam liść. W głównej jaskini unosił się zapach jesieni i grzybów. Lena wróciła do siebie i usiadła na krześle. Owinęła swoje rany bandażem i wyjęła z kufra chleb i ser, który niedawno przyniosła jej Liza, w podziękowaniu za pomoc, której Lena jej udzieliła, kiedy była chora. Dziewczyna zrobiła sobie kanapkę. Gdy ją jadła, wszedł Daniel. - Co się stało? – zapytał, kiedy tylko ją zobaczył. Ludzie, którzy znali tą dziewczynę wiedzieli, że nie warto, a nawet NIE WOLNO jej zadawać takich pytań. - Nic – warknęła, patrząc wrogo na nowoprzybyłego. – Daj mi spokój. - No weź. Powiedz. – Tutaj chłopak popełnił drugi błąd. Nalegał. - Dobrze ci radzę wynieś się stąd, bo sama cię wywalę – - zagroziła Lena patrząc na niego swoimi bladymi oczami. Daniel popełnił jeszcze trzeci błąd. Nie wziął słów dziewczyny na serio. Lena wstała i zbliżyła się do niego. Był od niej trochę wyższy, więc kiedy patrzyli sobie w oczy musiał spoglądać w dół. Lenę zirytowała jego pewność siebie, więc wykręciła mu rękę i przyłożyła mu miecz do gardła. Odwróciła go do wyjścia i wypchnęła z domu. Wylądował na ziemi, ale szybko wstał. Dziewczyna spojrzała mu jeszcze raz w oczy i wróciła do wnętrza. Usiadła na łóżku i obserwowała przez okno, jak chłopak odchodzi. Kiedy zagłębił się w boczny korytarz, Lena zdjęła swoją zbroję i odpięła miecz. Rozluźniła się i spojrzała w lustro, które wisiało naprzeciwko. Wydawało jej się, że na jej łóżku siedzi całkiem obca osoba. Jak zawsze miała potargane włosy, a jej spojrzenie było pewne siebie. Jednak coś było inaczej. Chyba chodziło o jej twarz. Jej zazwyczaj bardzo blada skóra zdawała się teraz prawie przezroczysta, przez co dziewczyna wyglądała jak duch. „Ale dziwacznie wyglądam – pomyślała, przygładzając włosy. – - Jak nie ja.” Otrząsnęła się i wyczyściła swoją zbroję. Zamiast tego ubrała inną, całkiem czarną. Umyła też miecz, który schowała do, o dziwo, czystej pochwy. Włożyła również wysokie glany, które unieruchomiły jej kostkę i zakryły bandaż na łydce. Usiadła do stołu, żeby zjeść przygotowaną wcześniej kanapkę. Kiedy ją kończyła, zajrzał do niej Rafał. - Javier cię wzywa – powiedział od progu. – Wiesz, gdzie musisz iść? - Jasne, że wiem – odpowiedziała dziewczyna. - To są formalności. – Mrugnął do niej chłopak i uśmiechnął się wesoło. - Przekaż mu, że przyjdę za pół godziny – zdecydowała Lena. - Uprzedził, że to powiesz. I kazał mi, jeśli nie będziesz chciała przyjść natychmiast, przyprowadzić cię siłą. Nie wiem, jak miałbym to zrobić, więc idź do niego, okej? – Rafał wydawał się zakłopotany, patrząc na krzywą minę Leny, która stała przed nim. Nie wiedział co, ale na pewno coś się stało. – Więc… jaka decyzja? - Idę – dziewczyna westchnęła. Co Javierowi znowu odbiło? Przeszli razem do jaskini głównej, a później już każde skierowało się w swoją stronę. Lena podeszła do jednego z bocznych korytarzy. Zastała Javiera w jaskini, która była jego „biurem”, siedzącego przy stole. - O kurde – zaczął. – Nie no, muszę zapytać. Jak się czujesz? Lena przewróciła oczami. - Bywało lepiej. – Usiadła naprzeciwko chłopaka. – Przecież doskonale wiesz, że tak jest. - Przepra… - Ani słowa – przerwała mu. – Sama chciałam. Pamiętasz? - Tak, tak, jak chcesz – odparł i położył ręce na biurku. – A teraz to, po co cię wezwałem. Lena. Dobra, jesteś zdyscyplinowana, niech będzie. Pozostaje jeszcze jedno. Wiesz co? - Oczywiście. Jak mogłam zapomnieć, żeby mieć do ciebie szacunek! – wykrzyknęła z ironią. – Bo przecież nie mam go za grosz. Skrzywiła się pokazując, że ma dość tego wszystkiego i nie chce tego słuchać. - Dobrze wiesz, że tak jest. Pokazujesz to za każdym razem, kiedy się spotykamy. Lena wzięła głęboki wdech. Uspokoiła się, a później powiedziała: - Jasne. Nie mam szacunku. Otrząśnij się, człowieku! Ciągle ktoś coś ode mnie chce, a ty wymagasz, żebym zawsze była spokojna i opanowana. Zawsze krytykujesz to, co robię, a czym TY się zajmujesz, kiedy ja latam w tę i z powrotem. Czy ty w ogóle tego nie widzisz? Nie gap się tak na mnie. Nie jestem tu, bo chciałam, tylko dlatego, że chciałeś sobie ponarzekać. Dobrze słyszysz! Tak jest, ale ciebie to nie obchodzi. Bo ty jesteś królem! I co…! - Baczność! – krzyknął Javier. Podniósł się i podszedł do dziewczyny. Mocno go wkurzyła. - Jeszcze czego?! – Dziewczyna również już stała. – Nadużywasz władzy. - Lena! Opanuj się! Co ty sobie wyobrażasz? - Że też mam do czegoś prawo! - Baczność! – powtórzył chłopak pewnie. Dziewczyna jednak stała niewzruszona, z założonymi rękami. - Coś jeszcze? – Uśmiechnęła się drwiąco. Javier się zdenerwował. Złapał ją za ramiona i zmusił, żeby się cofnęła. Dotykała ściany plecami. - Lena – powiedział do niej chłopak. Spojrzał na nią z groźbą i wściekłością. – Jesteś ranna. Myślisz, że teraz również byś mnie pokonała? A może sądzisz, że zawahałbym się przed zrobieniem ci większej krzywdy? Ocknij się! Żyjemy w brutalnym i bezwzględnym świecie, wypełnionym takimi samymi ludźmi. Dlaczego my mielibyśmy być inni? - Może dlatego, że powinniśmy – syknęła Lena, bardzo powoli. - Nie odzywaj się. Teraz ja mówię. - Zadałeś…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Inny świat - a jednak nasz rozdział 4 — czytnik · opowiadania