Akcja · 8 min czytania
Inny świat - a jednak nasz rozdział 7
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przeszły przez plac, skręciły w jeden z korytarzy, który był węższy niż pozostałe. Przeszły przez niego szybko i trafiły do dużej jaskini, bardzo, bardzo wysokiej. Pod ścianami leżało mnóstwo różnego rodzaju i różnej wielkości kufrów, skrzyń i pudeł. Lena domyśliła się, że to magazyn. Drugą część jaskini osłaniała duża folia. Kiedy przyjaciółki weszły za nią ich oczom ukazało się kilka kartonowych celów. Naprzeciwko jednego był chłopak. Przy samej ścianie stała wysoka, pulchna dziewczyna. - Jestem Malwina – przedstawiła się. Lena kiwnęła jej głową i zapytała, co będą robić. Wtedy Beatrice włożyła w jej dłoń niewielki przedmiot. Dziewczyna zdziwiła się, kiedy spostrzegła, że to pistolet. Malwina pociągnęła Lenę za ramię i ustawiła przed białą linią. Później bez słowa podniosła jej rękę. - Trzymaj go pewnie – mruknęła Beato. – Palec wskazujący na spuście, kciuk na zabezpieczeniu. - Odbezpiecz – poleciła Malwina, a widząc bezradną minę Leny dodała: - Pociągnij małą dźwignię kciukiem. Lena wykonała polecenie. Rozległo się kliknięcie. - Okej. Pociągnij spust – instruowała ją dalej Malwina. Pocisk wyleciał z lufy i rozerwał sam środek kartonu służącego za cel. Po chwili ciszy Beatrice stwierdziła, że nie wierzy w fart początkującego. - Jej się zawsze wszystko udaje – dopowiedziała po upływie jeszcze kilku sekund. „Nie wiesz nawet jak bardzo się mylisz” – pomyślała Lena, wzdychając w duchu. Po kilku strzałach magazynek się skończył. Malwina nauczyła Lenę go przeładowywać. Później podarowała jej sakiewkę z nabojami i uchwyt na pistolet. Beatrice nie odzywała się, a gdy skończyły odprowadziła swoją milczącą przyjaciółkę do jej tymczasowego mieszkanka. Usiadły obok siebie na łóżku. Lena obracała pistolet palcami wokół własnej osi, wpatrując się w czarny spust. - Jest zimny – stwierdziła, nie patrząc na przyjaciółkę. Po chwili zapytała jeszcze: – Chcesz iść ze mną do naszego obozu? - Tak – odparła bez zastanowienia Beato. – Boisz się, Lena? Dziewczyna nie odezwała się. Wpatrywała się tylko w czarny przedmiot w swojej dłoni. Rzeczywiście wywoływał u niej pewien rodzaj lęku. Chociaż nie. Nie można nazwać tego uczucia. To było raczej coś w rodzaju niepokoju i niezadowolenia. - Nie. Ty się nie boisz, prawda? Nie lubisz się bać. – Beato zaśmiała się, Lena podniosła głowę. Spojrzała w oczy przyjaciółki, które zdawały się być ścianą. Ścianą, której nikt nie potrafił ominąć, aby zajrzeć w głąb dziewczyny. – Pójdę się spakować – dodała nagle, przerywając milczenie. – Do zobaczenia rano. Lena została sama. Wyjęła sakiewkę i wysypała na swoją dłoń kilka złotych, małych naboi. Były ciężkie. Przyjrzała się im, a później szybko je schowała. Położyła się i okryła miękką kołdrą, która została wykonana z dwóch zszytych kocy wypełnionych pierzem, futrem lub liśćmi jakiś roślin. Podobnie zrobiono poduszka. Lecz ona pachniała różami. Ten kojący zapach pozwolił Lenie zasnąć. # # # Znowu miała ten sam sen. Na pierwszy rzut oka wszystko było identycznie jednak coś się zmieniło. Do kroków dołączyły drugie. Szybsze, zbliżały się. Po chwili ktoś podszedł do dziewczyny i przyłożył jej coś zimnego do szyi. Sekundę później spłynęło po niej coś ciepłego. # # # Gwałtownie się uniosła. Była zimna i blada. Po jej twarzy spływał lodowaty pot. Oddychała ciężko i szybko. Każdy mięsień jej ciała napiął się. Jej oczy rozszerzyły się ze strachu. Z niepokojem dotknęła swojej szyi. Była cała. Lena rozluźniła się. Zamknęła oczy. Uspokajała swój drżący oddech. Wytarła twarz kawałkiem koca. Opadła na poduszkę, ale bała się zasnąć. Nienawidziła strachu. „Która godzina? – zastanawiała się. – Czy już rano?” Zegarki nie były wcale…