fantastyka · 7 min czytania
Inqusitor
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tyle czasu już minęło a wciąż żyje we mnie ten dzień, w którym umarła moja wiara. Urodziłem się wiele lat temu, w pięknej krainie zwanej Karą. Z wiarą w Jedynego, mieczem w dłoni i ogniem za plecami wypalałem zło, rozpleniające się po naszym wspaniałym imperium. Złe moce sięgają po dusze śmiertelnych, wielka walka wciąż trwa. Zawsze lubiłem patrzeć w płomienie, tańczące na drewnie. To znaczy wciąż lubię, ale często nie potrafię wytrzymać i spoglądam w przeszłość. Języki ognia są niczym brama do wspomnień, tak silnie wyrytych na mojej duszy. Z woli Jedynego stałem się Inkwizytorem, walczyłem za moją wiarę, zabijałem zły pomiot w Jego imię. Chroniłem dzieci naszego Pana przez zakusami, a te niewinne dusze, które opętał mrok, chrzciłem uświęconym ogniem, oferując im zbawienie. Moje zasługi dla kościoła były doceniane i chwalone. Wiem jak ludzie słabej wiary reagowali na moją obecność, ale nigdy nie zmniejszało to mojego zapału. Dzierżyłem swoją duszę, jak gwiezdny miecz, którym ciąłem ciemność i zepsucie. Jakiż ja byłem wtedy młody i naiwny... Teraz siedzę samotnie w moim domku łowieckim, trzymając się kurczowo życia, bez głębszego sensu istnienia. Poszukuję wiary, którą straciłem gdzieś po drodze... Rozpalam co wieczór ogień w kominku, i tak każdego dnia wracam do zamierzchłej przeszłości. Było to prawie dziesięć lat temu, a moje rany wciąż krwawią, zupełnie jakby to było wczoraj. Czas wyleczył oparzenia, ale moja dusza jest tak silnie nadpalona, iż ledwo opieram się przypływom słabości, rozkazującym mi się zabić. Zaczęło się to jesienią, drzewa pokryły się cudownym złotym kolorem, Jedyny często doglądał swoich dzieci, racząc je obfitymi plonami. Byłem wtedy jednym z najbardziej znaczących postaci w Karańskiej inkwizycji. Gdyby nie to nieszczęsne wydarzenie, może stałbym się biskupem... Pewnego pięknego dnia zostałem wezwany do króla. Jego bliski przyjaciel, człowiek, którego rodzina bardzo zżyła się z dworem, został opętany przez demony. Gdy tam przybyłem, okazało się, że nie tylko ten jeden człowiek był skażony złem. Cała jego rodzina padła ofiarą wyższych sił, które doprowadziły ich do szaleństwa. Wielodzietna rodzina, niemal wszyscy reagowali już na pierwszą próbę z krzyżem i świętą księgą. To było oczywiste, że dla sił, które ich opętały Jedyny był głównym wrogiem, tym, którego najbardziej nienawidziły ze wszystkich. Ale najmłodsze, dwunastoletnie dziecko nie reagowało na próby, albo robiło to w bardzo dziwny sposób. Po namyśle uznałem, że nawet, jeśli nie jest opętane w pełni to wkrótce zostanie. Widziałem już wiele takich przypadków w moim krótkim życiu. Niestety. Nie pierwszy raz posłałbym niewinnego na śmierć. Zdarzały się przypadki, że pierwszy kontakt z ogniem oczyszczał ciało i duszę człowieka, uwalniając go z pod wpływu złych mocy, niektórzy zamiast opętania nosili w sobie po prostu szaleństwo. Tutaj było jeszcze inaczej. Cała rodzina, za wyjątkiem tego chłopaka spłonęła od razu. Po dwóch dniach badań, gdy zdecydowałem się go w końcu oddać Jedynemu, w mieście trwał akurat dzień targowy. Król uznał, że odbędzie się bardzo rozbudowana…