Erotyka · 10 min czytania
Instrumental version
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
On należy do tego typu ludzi, których nie da się tak po prostu sobą zainteresować, ani spojrzeniem, ani słowem, ani zachowaniem – trzeba mieć to coś specjalnego, czego szukał, coś, czego nie możnasię nauczyć, ani udawać. A siebie nigdy nie posądzałabym, o posiadanie takich szczególnych cech. I, w tym przypadku, pomyliłam się. Nie zauważyłam nawet kiedy to się stało, jak się stało i w ogóle jakim sposobem minął miesiąc, od kiedy, od czasu do czasu, na moim telefonie pojawiał się jego numer. Niezobowiązujące rozmowy, niewiele wnoszące smsy, przelotne wiadomości pozostawiane na komunikatorach. Nie wiedziałam o nim nic, poza tym, że z nikim nie udało mi się jeszcze tak dobrze i zręcznie, prowadzić słownej gry o (conajmniej!) dwuznacznym wydźwięku. Umiał tak bardzo nakręcić mnie samymi słowami, że nie potrafiłam przez kilka dni skupić się na niczym innym, niż myśleniu o jego słowach, ciele i o tym, co moglibyśmy razem przeżyć. A potem znikał. Nie odzywał się kilka dni. I znów pojawiał, nagle, gdzieś między moim wyłączeniem komunikatora, a zaśnięciem. Z smsami zawierającymi jedno słowo, które nie pozwalało mi do rana zmrużyć oka. To, że właśnie on, nie ja, miał wszystko pod kontrolą, wkurzało mnie tak samo, jak podkręcało moje pożądanie. Gdy spotkaliśmy się po raz drugi, na imprezie, wzbudził ogromne zainteresowanie dziewczyn. Z satysfakcją obserwowałam ich starania zwrócenia na siebie jego uwagi, i jego stanowcze odmowy, dla zbyt śmiałych propozycji. Złapał mnie w kuchni, zatrzasnął nogą drzwi, przyparł do blatu i pocałował. Idealnie, dokładnie tak, jak uwielbiam, kiedy ktoś mnie całuje. Jego ręce nie były nachalne, ale pewnie trzymały moje biodra. Nie potrafiłam przestać, jego skóra smakowała jak żadna inna, pełne pożądania spojrzenie, dłonie lekko zaciskające się na mojej talii, język na szyi... Tak samo nagle, jak się zaczęło, skończyło się. Odwiózł mnie do domu. Po tym incydencie napięcie między nami nie zmalało, wręcz przeciwnie – narastało z każdym kolejnym smsem, słowem w słuchawce. Nie chciałam sobie nawet wyobrażać, jak może być potem, skoro całować potrafił mnie tak, jak o tym marzyłam. Cały czas czułam jego ręce na sobie, bałam się tego oślepiającego pożądania. Nigdy nie zrozumiem, czemu mu się poddałam – napisał smsa z miejscem i godziną. Nigdy nie przypuszczałam, że pozwolę komuś tak się traktować. W jego mieszkaniu było ciemno, ale nie mrocznie. Na ścianach wisiały obrazy, wszędzie było pełno książek, ale nie zwracałam na to szczególnej uwagi. - Zatańcz dla mnie. – powiedział spokojnie, gdy z głośników zabrzmiały pierwsze takty muzyki. – Nie tak... – podszedł do mnie, palcami zamknął moje powieki - Gdy zobaczyłem cię pierwszy raz, właśnie to widziałem... – dodał po chwili, gdy zapomniałam o wszystkim tańcząc. - ...jakby nie istniało nic poza muzyką. Miałem wrażenie, że nawet gdyby przestała grać i tak byś tańczyła... – uśmiechnęłam się, chciałam powiedzieć, że byłam pijana - ...chcę wiedzieć, czy tak jest tylko w tańcu...? – poczułam jego ręce na swoim brzuchu. Jego zapach doprowadzał mnie do szaleństwa, wiedziałam, że jest obok bez otwierania oczu. Jego dłonie powędrowały ku moim piersiom, objęły je delikatnie. Dopiero wtedy popatrzyłam mu w oczy, uśmiechał się. Nachylił się muskając moje wargi. Ja zanurzyłam swoje palce w jego włosach, które opadały mu na kark. Wszystko co robił, robił delikatnie, ale stanowczo. Idealnie. Zdjął mi bluzkę i patrzył z satysfakcją na moje nagie piersi. Błądził dłońmi po całym dekolcie, brzuchu, sutkach, jakby uczył się ich na pamięć. Dopiero potem całując szyję, schodził coraz niżej. Położył mnie na łóżku, odgarniając włosy z mojego czoła, całując oczy... Gładziłam jego ramiona, kark, plecy, nie miałam możliwości na nic innego, bo on rządził w tym miejscu i czasie. Jego usta były wszędzie – na obojczykach, ramionach, dłoniach, piersiach, brzuchu... językiem obwodził mój pępek, a ja marzyłam tylko, żeby zdarł ze mnie resztę ubrania i pokazał, czy potrafi to wszystko, o czym tyle mówił i pisał, co śniłam każdej nocy. Nie wiem, w którym momencie rozpiął moje spodnie i pozbył się swoich ubrań, czułam jego dłonie, wspaniałe, wiedzione instynktem lub doświadczeniem, doskonale znające topografię najwrażliwszych punktów kobiecego ciała. Całował łydki, uda, biodra... coraz niżej i niżej... Czując delikatne muśnięcie, przez materiał jedwabnych fig, powoli traciłam kontakt z rzeczywistością. Wtedy przestawał, zajmował się inną częścią mnie, szukał powoli i dokładnie stref, które pobudzają wszelkie zmysły, wyostrzając wszystkie do granicy bólu. Nie wiem ile czasu się ze mną droczył – poczucie czasu straciłam na długo przed tym, gdy pozbawił mnie ostatniej części garderoby. Nie dzieliło nas już nic, tylko kolejne punkty jego precyzyjnego planu. Mimo upału, który był częścią…