Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 7 min czytania

Insygnia w Mroku: Nieopowiedziana historia Sulecho

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Akt I

W głębi Marchii, gdzie las nie zna dnia, Gdzie mgła jak oddech pradawnych trwa, Śpi korona, miecz i buława — święte znaki, Lecz ich blask przygasł. Rozdziera je czas i krwawiące braki. Pod Sulechowem, gdzie krzyż w popiół się zgiął, Młyn jęknął ogniem, kościół zaś żarem i zgon. Nie Bóg, lecz coś starszego tu śledzi ludzki los, Z oczu martwej Sary w noc uleciał wprost... Ona — córka nicości, wiedźma płomienia i zgliszcza, Wzywała Imiona Starsze, których głos ludzki świat niszczą. Nie dla chwały, nie dla zemsty, lecz dla prawdy, co krwawi Że człowiek to kurz, a Wszechświat nim gardzi i bawi. Sara — ofiara, strażniczka, bluźniercza matka lęków, Oddała duszę w ogniu, lecz zło nie znało jej wdzięków. Nie śmierć, lecz przebudzenie w głębi korony tkwiło, Gdy spłonął kościół, coś starożytnego się przebudziło... Zulner — ten, co chciwość nosił jak puklerz ze skóry, Nie wiedział, że dotyka końca kosmicznej bury. Miecz nie dla jego dłoni, bława nie dla jego wzroku, A korona? Krąg bez początku, bez końca, w mroku. Kapłan spłonął, strażnik zdradzony, pieczęcie wyryte na ciele. Znaki, których znaczeń nie znał, przyzwały głód i zwąpienie. I oto nadszedł dzień bez Boga, bez prawdy, bez słońca Dzień, w którym historia Sulechowa runęła bez końca. Dymy i zarazy, błyskawice i śmierć nie klątwa, lecz droga, Którą otworzył śpiew Sary, pieśń dla Dawnego Boga. On nie zapomniał. Śpi w ziemi, śni w ruinach miasta. I znów podnieść ma głowę, gdy czas Insygniów nastanie.

Akt II – Echo Podziemnych Bogów (Rok 1920)

W Kargowej cisza jak przed sztormem cuchnie dymem, pleśnią, czasem. W piwnicach spoczywa pamięć, co przemyt czyni obrzydliwym żartem. Na targ nie wraca już wełna, lecz szept... jakby ziemia oddychała. Jakby coś w niej się ruszało. Jakby ktoś nie zapomniał... Sary ciała. Zwoje, które nie spłonęły, sączą wiedzę w złamanych umysłach. Starsze Pieczęcie odnalezione w kurzu, na ścianach w ruinach. Młody uczony, Eryk Lentz, bada symbole w opactwie strzaskanym. Nie wierzy w bogów — jeszcze — lecz sypia z oczami otwartymi nad ranem. „Korona była tutaj...” mówi w półśnie, drżącym szeptem do lampy gazowej, „...a niektóre rzeczy zakopane nie chcą być ponownie odnalezione.” W jego notatkach linie zaczynają tworzyć wzory jak sieć pajęcza. A głos w ścianach pyta co noc: „Czy znasz już Imię, które świat stęka?” Handlarze znów giną, towar niknie, jakby wchłaniała go ziemia. Kargowa zaczyna się bać — nie ceł, nie celników... lecz czegoś, co drzemie. Bo w starym młynie, który odbudowano z popiołów, ktoś słyszy krzyki. Ktoś mówi o dziewczynie, co w płomieniach śmiała wzywać Byty z nieistniejącej krainy. Starszy strażnik pamięci, Wilhelm Kraus, opowiada w karczmie po zmroku: „Widziałem jak cień wstaje z ruin Sulechowa, z twarzą bez oka, bez wzroku... To nie duch, to nie licho, to echo zaklęcia... które się nie domknęło. Insygnia nie chronią już miasta ktoś je zbezcześcił... lub ciało ich wzięło.” Pewnej nocy Eryk śni, że znajduje miecz nie z żelaza, lecz z cierni. Korona z kości, bława z jęków symbole dla bogów…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Insygnia w Mroku: Nieopowiedziana historia Sulecho — czytnik · opowiadania