Fantastyka · 6 min czytania
Insygnia Wiatru cz.2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był wczesny ranek kiedy Ardo wędrował przez bujne lasy zbliżając się coraz bardziej do celu swej podróży. W pewnym momencie przystaną i usiadł przy pniu wielkiego drzewa stojącego tuż obok niego. Z torby którą miał zawieszoną na ukos przez ramię wyciągną lśniące czerwone jabłko. Było niezwykle dorodne i duże. Odgryzł kawałek po czym połkną go jakby w całości. Gdy skończył jeść, zdjął z siebie granatowy płaszcz i złożył go obok pnia. Siedział w trochę przydługiej koszuli i ciemnych spodniach z dużymi kieszeniami. Po kilku minutach usłyszał dziwię kopyt zbliżający się w jego kierunku. Ku jemu zdziwieniu ukazała mu się grupa jeźdźców, która zatrzymała się obok niego. - Co tu robisz nieznajomy? – rzekł jeden z nich. - Podróżuje do miasta. – odpowiedział lekko drażliwym tonem Ardo. - Do miasta. Bez konia, ani zapasów? - A co cię to obchodzi? – zapytał spoglądając mu w oczy. - Kulturą nie razisz. Chciałem być miły ale ty sam prosisz się o kłopoty. – powiedział jeździec po czym zaśmiał się cicho. – Jesteśmy żołnierzami z zamku. Z EDERALD!!! – wrzasną po czym wyciągną miecz i skierował go w stronę Arda. - Znajdujesz się na ziemi królewskiej. Powinieneś odnosić się z szacunkiem do obrońców tych ziem. – dumnie ogłosił. Pozostali żołnierze patrzyli na tą sytuacje z uśmiechem na twarzy. - Nie mam zamiaru wtrącać się w wasze sprawy. Jeśli was uraziłem wybaczcie mi. – odrzekł nieco znużony. W końcu jeden z przybyszy zszedł z konia i podszedł do Arda. Mocna złapał go za ramie mówiąc. – Wstań jak się do ciebie mówi! W tym samym momencie na niebie ukazało się stado wzlatujących ptaków, a z korony pobliskiego drzewa wystrzeliła strzała trafiając żołnierza trzymającego Arda prosto w krtań, ten puścił go i upadł na ziemię. Wszyscy zaczęli się rozglądać a drugi rycerz chwycił za broń i popędził wzdłuż drogi w stronę miasta. Ardo nie wiedział za bardzo co ma robić. Rozejrzał się szybko poczym chwycił za miecz i zwinnym ruchem skoczył w stronę trzeciego rycerza i odbił nadlatującą strzałem swym mieczem. - Uciekaj! – wrzasną, odbijając kolejną strzałę. Odepchną go poczym wymachując sprawnie ostrzem odbił kolejne pociski. Złapał miecz wzdłuż ramienia i pobiegł w stronę drzewa. Wskoczył na nie i ruszył w kierunku napastnika. Silnym kopnięciem zrzucił go z drzewa. Gdy się obejrzał na drogę, leżał tam drugi rycerz naszpikowany strzałami. - Stój! – usłyszał Ardo. Gdy się obejrzał obok niego stała postać z naciągniętym łukiem, wycelowanym w jego stronę. - Nie chcemy z tobą walczyć. - Doprawdy? Wasze czyny świadczą co innego.…