Fantastyka · 6 min czytania
Insygnia Wiatru cz.3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W powietrzu dało się czuć zapach morza. Co jakiś czas widać było w oddali jego blask między drzewami. Miejsce to było niezwykle majestatyczne. Po jednaj stronie powiew delikatnego wiatru niosący zapach przybrzeżnych kwiatów mieniących się w słońcu, zaś tuż obok zaczynał się gęsty las. Miało się wrażenie że pochłonięty jest mrokiem i tajemniczą siłą pożera światło dnia. Czy to jest ten mgielny las – pomyślał Ardo, wpatrując się w jego głąb, jednak nie był w stanie niczego zobaczyć. Po dość długiej wędrówce jego oczom ukazała się niewielka plaża. Był znużony i postanowił trochę odpocząć. Położył się na rozgrzanym piasku i przykrył twarz płaszczem. Nagle usłyszał dźwięk łamiących się gałęzi i poczuł fale gorącego powietrza. Szybko wstał i popatrzył w stronę lasu. Unosiły się tam kłęby czarnego dymu. Nie zastanawiając się ruszył naprzód przedzierając się przez gęstwinę. Zobaczył ogień trawiący wszystko dokoła. Hałas powtórzył się, tym razem o wiele głośniejszy. Skąd biorą się te płomienie – pomyślał. A może to… – powiedział dławiąc się dymem. Wskoczył na gałąź a potem na następna. - Musze się śpieszyć nie mam za wiele czasu. Przedzierał się przez las wypatrując czegoś, gdy nagle usłyszał głos. - Tam jest brać go! Nie może nam uciec! Zbliżył się do wołającego głosu i dojrzał grupę uzbrojonych ludzi szamocących się pomiędzy palącymi się gałęziami drzew. Dym robił się coraz gęstszy i drażniący. Przez chwilę nieuwagi gałąź na którą skoczył pękła, a on sam runą na ziemie. Płomienie trawiły wszystko dokoła. Szybko wstał i zaczął biec oczyszczając sobie drogę ostrzem miecza, gdy nagle usłyszał ryk a wielka fala ognia zakryła jego ciało. Zdążył okryć się tylko swym płaszczem. Było niesamowicie gorąco. Gdy płomienie zelżały wstał. Wszystko dokoła płonęło niczym wielkie ognisko, oprócz jego płaszczu. Wtedy ujrzał postać. Dysząc przyjrzał się jej uważnie, bowiem nie widać było twarzy. Zasłaniał ją kaptur szaty spływającej w duł aż do stup. Nie wyglądał przyjaźnie. Uniósł ręce poczym skierował je w stronę Arda, a po chwili wystrzelił strumień ognia. Tym razem Ardo odskoczył w bok i sunąc po rozżarzonej ziemi rzucił się w stronę przeciwnika. Mało brakowało – stwierdził w myślach. Gdy był już blisko zamachną się i końcem ostrza przeciął kaptur, jednak nie zranił go. Powtórzył natarcie, jednak warunki dokoła nie sprzyjały mu. Przeciwnik unikną cios, poczym zablokował atak przedramieniem. - Co? – jękną Ardo, dziwiąc się. - Ekłendis – wyszeptał łapiąc Arda drugą ręką za ramię. – Płoń. - rzekł odtrącając go i robiąc kilka kroków w tył. Ardo poczuł że w miejscu w którym go złapał coś go parzy, po czym jego ramię zajęło się ogniem, który momentalnie…