Fantastyka · 21 min czytania
Integralny fragment rzeczywistości
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Czego szukasz? - pyta Michał. - Jeszcze nie wiem - odpowiada Wilbur. - Jak znajdę, to ci powiem, czego szukałem. - Szukasz wejścia do rzeczywistej integralności? - Integralnej rzeczywistości - oburzonym głosem poprawia go Wilbur. - Nie, nie tego szukam. Michał kiwa głową i wychodzi. Powłócząc nogami wkracza do kuchni. Siada przy stole. Dominika, jego żona, kończy zmywać naczynia po kolacji. - Co robi Wilbur? - pyta. - Czegoś szuka - odpowiada Michał. - Czego? - A żebym to ja wiedział. Spytaj go sama. Może tobie powie. Znasz przecież Wilbura. - Tak, znam. Dominika wzrusza ramionami. Podaje Michałowi suchą ścierkę i kilka mokrych, umytych talerzy. - Wytrzyj je - zwraca się do męża. Michał bierze do ręki jeden talerz i zaczyna go wycierać. - Suszarka się popsuła? - pyta. - Nie, ale nie ma już w niej miejsca na te talerze. Michał kiwa głową i wyciera drugi talerz. W tym czasie Dominika programuje suszarkę i włącza ją. Rozlega się delikatny stukot, który przeradza się w cichy, jednostajny szum. - Wilbur, - pyta Dominika - co robisz dziś wieczorem? Do kuchni wchodzi Wilbur, trzymając w ręku małą śrubkę. - Co mówiłaś? - Co robisz dziś wieczorem? - Nie wiem. Może obejrzę coś w telewizji, albo zrobię coś równie bezproduktywnego. Albo wyskoczę do baru zatopić swoje smutki w litrach gorącej kawy, - Wilbur, przecież kawa może przepalić twoje obwody - mówi zdziwiony Michał. - Mylisz się, to herbata działa destruktywnie na moje wnętrze. - Wilbur przesadnie intonuje ostatnie słowo. - A odkąd to jesteś taki troskliwy? - Zawsze się o ciebie martwiłem. Michał kończy wycierać ostatni talerz, po czym wstaje, odkłada go do kredensu i ponownie siada przy stole. Wilbur cały czas stoi w progu, oparty o futrynę drzwi. Dominika stoi przy suszarce. - Czy tego szukałeś? - pyta Michał, wskazując na śrubkę w ręku Wilbura. - Chyba tak, ale nie jestem pewien. Wilbur siada przy stole, na przeciw Michała. Przed sobą kładzie tą maleńką śrubkę. Chwilę na nią patrzy. - Może ona jest od mojego pojazdu? - zastanawia się. - Albo od Bashiego? Dominika spogląda na śrubkę - Ee, wątpię. Bardziej pasuje do ogrzewacza garażu. - Jesteś pewna? - pyta zdziwiony Wilbur. - Tak. W twoim pojeździe nie było tak małych śrubek. - Dominika wyłącza suszarkę. - A poza tym, twój pojazd nie miał żadnych części. To była jedna całość. - Była... - powtarza smutnym głosem Wilbur. - Tęsknisz za swoją planetą? - odzywa się Michał. Wilbur spogląda na niego oburzony. - Co ty! Jak można tęsknić za czymś, czego się nienawidziło?! Po prostu żal mi mojego pojazdu. - Przecież możesz korzystać z naszych ślizgaczy. - Chyba z waszych ślimaków. - Wilbur, - mówi obrażona Dominika - nie musisz być taki sarkastyczny. Jak ci się tu nie podoba... - Och, Dominika, - przerywa jej. - Przepraszam, że ciebie uraziłem. - Na jego twarzy pojawia się wykrzywiony uśmieszek. - Przecież doskonale wiesz, że utkwiłem tu na dobre. - Nie podoba ci się tutaj? - pyta Michał i w tej samej chwili piorunujący wzrok Wilbura przeszywa go na wylot. - Wasza cywilizacja chyli się ku upadkowi... - Ojej, Wilbur, znamy już twoją teorię na ten temat. Nie musisz jej nam opowiadać. - Słuchaj, stary, - mówi Michał - czy twój akumulator nie jest na wyczerpaniu? - Nie, ale jeśli nie wierzysz, to sprawdź. Wilbur podnosi koszulkę. We wgłębieniu pępka jest małe wejście. Z kieszeni u spodni wyciąga tester akumulatora. Jego końcówkę wkłada do wejścia. Na małym ekranie ukazuje się liczba 75. - Widzisz, 75% energii. Wystarczy przynajmniej na 10 lat. Jeśli nie będę się za bardzo nadwerężał. Wilbur chowa tester i wstaje od stołu. - Idę do swojego pokoju - zwraca się do Dominiki. - Możesz wziąć tą śrubkę. Nie będę jej potrzebował. - Co będziesz jadł na kolację? - pyta Michał. - Dziękuję, ale nie jestem głodny. A poza tym, czuję silną wewnętrzną potrzebę wypicia tej cudownej kawy, w tym cudownym barze. - Czyli wychodzisz? - Tak, mój drogi. Macie całą noc dla siebie. Wrócę nad ranem. Mam klucz, mam dostateczną ilość pieniędzy. I nie martwcie się o mnie. Przecież nic mi nie grozi. Wilbur wychodzi. Michał odprowadza go wzrokiem. - Akurat o to się nie boję. Mam nadzieję, że tym razem nie będzie się awanturował.
Wilbur siedzi przy barze pijąc trzecią filiżankę kawy. Jego powieki stają się coraz cięższe, ma kłopoty z koncentracją wzroku. W pewnym momencie zauważa kątem oka przystojną brunetkę. Ale nie odwraca głowy w jej stronę. - Tom, jeszcze raz to samo. - Wiesz, - mówi barman wlewając do filiżanki kawę - jesteś najdziwniejszym klientem jakiego kiedykolwiek obsługiwałem. Przychodzisz tu prawie codziennie i zamawiasz tylko kawę. I to tą najdroższą. - Hodowaną na Neptunie - dodaje Wilbur. - A wiesz dlaczego ją zamawiam? - Nie. - Bo parzysz najlepszą kawę, jaką kiedykolwiek piłem. A byłem w wielu miejscach i próbowałem różnych napojów. Wilbur ponownie, dyskretnie, kątem oka, zerka na ową przystojną brunetkę i zauważa, że ona bezustannie mu się przygląda. Barman odchodzi, by obsłużyć innego klienta. Wilbur spogląda na lustrzany sufit i ze zgrozą spostrzega, że brunetka przybliża się do niego. Powoli, by nie stracić równowagi, odwraca się w jej stronę. - Cześć, przystojniaku - rzecze brunetka. - Czy my się znamy? - Nie, ale chyba nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy się poznali. - Chyba nie. - Jak ci na imię? - Wilbur. Jak bohater filmu „Łowca androidów” Ridleya Scotta. Chwila ciszy. Brunetka nad czymś się zastanawia. - Ale przecież Wilbur występuje tylko w książce. W filmie go nie ma. - Zupełnie mnie nie znasz, a już się czepiasz - mówi obrażony Wilbur. - Przepraszam, nie chciałam cię obrazić. - Dobra, wybaczam ci. Zresztą to i tak nie ma znaczenia. Wasz świat jest skazany na zagładę. Brunetka otwiera szeroko oczy. - O czym ty mówisz? - Mam na myśli sposób, w jaki traktujecie tą planetę. Postanowiliście ją posiąść nie zastanawiając się z czym macie do czynienia. - Kim ty jesteś, że mówisz takie rzeczy? Kolejnym Mesjaszem? - Nie, po prostu stwierdzam fakty. - Nie jesteś stąd, prawda? - pyta brunetka. - Na waszą planetę przyleciałem kilka lat temu. I nadal przeraża mnie wasz stosunek do naturalnego środowiska tego miejsca. - Ale przecież tu nie ma naturalnego środowiska! Spójrz, musieliśmy wybudować aż siedem procesorów atmosferycznych, by tutejsze powietrze nadawało się do oddychania. - Dla was, ale nie dla istot, które żyły tu przed wami. - Przecież tu nie ma żadnych innych istot poza ludźmi! Wilbur wypija łyk kawy. - Jeśli nie zaprzestaniecie swojej ekspansji, stanie się to, co wydarzyło się na Ziemi. - Masz na myśli Wojnę? - Nie chodzi tu o samą Wojnę. Po prostu, przyroda się zbuntuje i znów będziecie musieli zmienić miejsce zamieszkania. W ten sposób powstaje błędne koło. - Ale przecież tu naprawdę nie ma innych istot poza ludźmi. Wilbur wypija łyk kawy. Spogląda z uśmiechem na twarzy na brunetkę. - Och, jak mało wiesz o świecie, w którym żyjesz. - O co ci chodzi? Znam raporty, wyniki badań tej planety. W żadnym z nich nie ma najmniejszej wzmianki o istotach żyjących na tej planecie. - Brunetka robi się coraz bardziej zdenerwowana. - W takich warunkach nikt by nie mógł żyć. Przecież musieliśmy wybudować aż siedem procesorów atmosferycznych... - Z czego dwa z nich zaraz zostały zniszczone - przerywa jej Wilbur. - Pozostaje tylko pytanie, kto to zrobił. Brunetka nie odpowiada. Unika wzroku Wilbura. - Słuchaj, nie mam zamiaru siać zamęt. Po prostu chcę zwrócić uwagę ludziom na Przyrodę. Kiedyś potrafili oni żyć z nią w symbiozie. Ale nie trwało to długo. Szybko zaczęła się ekspansja człowieka. Łamał on wszelkie prawa Przyrody. Nie zwracał uwagi na ostrzeżenia, wysyłane mu przez Naturę. - Jakie ostrzeżenia? - Trzęsienia ziemi, powodzie, tornada, wybuchy wulkanów... Dziwi mnie tylko, dlaczego Natura tak długo zwlekała z odparciem ataków ludzi. - Wilbur dopija kolejną kawę. - Ale kiedy zaatakowała, zrobiła to bardzo sprawnie i szybko. Ludzie nie mieli nawet czasu na zorganizowanie się. - Być może to było przyczyną klęski? - wtrąca brunetka. - Nie. Ludzie i tak nie mieli szans. Musieli przegrać. W sumie dobrze, że tak się stało. Teraz Ziemia wygląda jak Eden. Nic i nikt jej nie zniszczy. - Spogląda prosto w oczy brunetki. - Tak więc powinniście zastanowić się nad swoim postępowaniem. - Ale tu przecież - powtarza z uporem brunetka - nie ma żadnych innych istot oprócz ludzi!! Wilbur spogląda na nią. Ma już dość tej rozmowy. Brunetka spostrzega to. - Słuchaj, Wilbur. Mam u siebie w domu świetną Brandy, rocznik 1990. - Nie piję alkoholu. - Ale przecież jesteś pijany... Wilbur rzuca jej oburzone spojrzenie. W ciszy spogląda na pustą filiżankę i mówi: - Tutejszy sposób podrywania? Brunetka wygląda na speszoną. „Chyba nie robi tego na co dzień.”, myśli Wilbur. „Czyli nie jest prostytutką. A może jest dobrą aktorką?” - Okay, - mówi - pozbędę się swoich dekonstruktywnych uprzedzeń i pozwolę się uwieść kobiecie. Wstaje i kieruje się do wyjścia. Brunetka nadal siedzi zamyślona przy barze. Wilbur zatrzymuje się i zerka na nią. - Czy twoje zaproszenie nadal jest aktualne? Brunetka spogląda na niego, kiwa głową i wstaje. Razem wychodzą z baru. - Mieszkam na drugim końcu miasta.
- Wiesz co? - odzywa się Michał - Wydaje mi się, że lada dzień Wilbur opuści nas. - Dlaczego? - pyta Dominika. Obydwoje leżą w łóżku. Michał odkłada gazetę i spogląda na Dominikę, która zajęta jest czytaniem książki. - On coraz trudniej znosi tutejsze środowisko. - Ale przecież na Ziemi jest tak samo, jak tu u nas. - Kochanie, dawno tam nie byłaś. Chyba bardzo dawno. - Ostatni raz odwiedziłam Ziemię jakieś 20 lat temu. - Chwila zastanowienia. - O, cholera, przecież byłam wtedy 7-letnim dzieckiem. I niewiele pamiętam. - No widzisz. A teraz Ziemia wygląda jak rajski ogród. Dosłownie. Byłem tam 5 lat temu. Czyli zanim cię poznałem. - Ale przecież teraz nie ma tam żadnych ludzi! - Masz rację. Po ostatniej Wojnie ludzie zostali zmuszeni do opuszczenia Ziemi. Całe szczęście, że wtedy kilka sąsiednich planet było skolonializowanych. Bo inaczej ludzie nie mieliby gdzie zamieszkać. - Ale co to ma wspólnego z Wilburem?…