Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 8 min czytania

INTELIGENCJA POLSKIEGO URZĘDNIKA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Siedziałem w poczekalni wsłuchując się w krzyki dochodzące z gabinetu dentysty. Wnosząc po odgłosach dobiegających moich uszu, albo klient był totalnym mięczakiem, albo stomatolog miał gorszy dzień i usuwał nie tego zęba, co trzeba. Ewentualnie zapomniał dać znieczulenie. Na wizyty u dentysty zawsze starałem się przychodzić na ostatni moment. Zbyt długie siedzenie na niewygodnym plastikowym krzesełku i odgłosy borowania, lub krzyków, jak w tym konkretnym przypadku, nie wpływały na mnie zbyt budująco. Z każdą minutą spędzoną w towarzystwie wspomnianych odgłosów, malała i tak wątła chęć posadzenia moich czterech liter na skórzanym, pochyłym fotelu za drzwiami. Za to rosła chęć opuszczenia tego budynku. I to jak najszybciej. Z dziurami w zębach można przecież żyć. Gabinet stomatologa sąsiadował z biurem Agencji Modernizacji Rolnictwa, w której rolnicy mogli uzyskać pomoc w wypełnieniu wniosków o dopłaty. W pewnym momencie z góry, gdzie mieściły się biura zajmowane przez pracowników Gminnego Ośrodka Opieki Społecznej, zeszła urzędniczka. Co najmniej dwadzieścia kilogramów nadwagi, mina ja wiem wszystko najlepiej i nigdy się nie mylę - typowa polska bezmyślna biurwa. Przykleiła na drzwiach pracownicy Agencji Modernizacji Rolnictwa kartkę i wróciła do swojej jaskini samorządowego nieróbstwa. Jako że wzrok miałem już nie ten co kiedyś, a ciekawość wzięła nade mną górę, wstałem i podszedłem do drzwi, by zapoznać się z treścią kartki. W dniach 04.04.14 - 12.04.14 biuro będzie nie czynne. A to dobre, zaśmiałem się. Odwróciłem się do kobiety, która siedziała razem ze mną w poczekalni. Oprócz nas był jeszcze jakiś mężczyzna. Mimo iż nasza nędzna gmina była nędzna nie tylko z budżetu (co jakoś nie miało stosownego odzwierciedlenia w zarobkach pracowników, w szczególności wójta, sekretarza i skarbnika), ale i z liczebności, żadnej ze wspomnianych osób nie znałem. - Ma pani może długopis? Kobieta zagrzebała w torebce. Po chwili wręczyła mi to, o co zapytałem. Instynkt mnie nie zawiódł. Płeć słabsza jest przeważnie o wiele lepiej przygotowana od mężczyzn do nieprzewidywalnych zmagań, jakie funduje nam dzień powszedni. Podszedłem do drzwi, pomiędzy wyrazy „nie” a „czynne” wstawiłem strzałkę, którą opatrzyłem komentarzem następującej treści: Zapamiętaj! Partykułę nie z imiesłowami przymiotnikowymi (czynnym i biernym) piszemy łącznie. - Co tam pan gryzmoli? - zainteresował się mężczyzna. - Uczę polską urzędniczkę podstaw poprawnej pisowni. - Chyba wie, jak się powinno poprawnie pisać. - Z tego, co tu widzę, nie wie. - W końcu jest urzędniczką - kontynuował mężczyzna, ignorując moje słowa - na pewno skończyła jakieś studia. - I tego się właśnie obawiam, że ta analfabetka ma wyższe wykształcenie. Nawet się domyślałem, gdzie studiowała. Mieliśmy w okolicy uczelnię, którą mógł skończyć każdy głąb, aby tylko wszystko opłacał na czas. Ta szkoła wykształciła już wielu tępych urzędników. Nie mogłem odmówić sobie jeszcze jednego komentarza. Tym razem zgryźliwego. Obok poprzedniego dopisałem: Wypadałoby to wiedzieć, skoro się zajmuje takie stanowisko. I zarabia kilka tysięcy miesięcznie za nicnierobienie - dodałem w myśli. - Teraz już wiem, kto wypisuje sprayem na przystankach te wszystkie głupoty - zdenerwował się mężczyzna. Nawet nie zadał sobie trudu, żeby sprawdzić, co konkretnie pisałem, ale w niczym nie przeszkodziło mu to w osądzeniu mnie. Brakowało tylko, żeby wyjął telefon i zadzwonił na policję. Kobieta wstała i podeszła do drzwi. Oddałem jej długopis. - No, tak - westchnęła. - Co za gafa. Tylko kto jej wytłumaczy, co to jest imiesłów przymiotnikowy? - Dobre pytanie. Obawiam się, że to awykonalne zadanie. - Tak to jest jak się dostaje pracę po…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
INTELIGENCJA POLSKIEGO URZĘDNIKA — czytnik · opowiadania