Erotyka · 3 min czytania
"Intimissimi" rozdział II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Minęło trochę czasu,ciemne chmury niby wyćwiczeni tancerze przepływały po niebie... Grudzień,piękny grudzień,M. ćwiczył się w sobie,nabierał pewności siebie,falowo ulegał koncentracji,popijał herbatę karmelową,próbował pisać,lecz nie wychodziło mu to zbyt dobrze. Nie zauważył nawet,gdy oczy Mariny opętały go,nie znał nic piękniejszego i bardziej świeżego niż to opętanie,wszystko stało się znowu takie dziecięce i prawdziwe,on gdzieś już widział te oczy,może tkany w łonie matki,może między światami.Były one jak strumyk,z którego chciał pić i pić,bez nabrania oddechu,pić tak łapczywie,aż sam się stanie tym strumykiem. Gdzieś na dnie duszy pojawiło się pragnienie,aby odwiedzić Marinę w jej mieszkaniu samą,absolutnie samą,bezdyskusyjnie samą,rzucić ją na łóżko,na tapczan,na kozetkę,na fotel,na podłogę,i zmusić do najbardziej wyuzdanych uniesień, zsunąć drapieżnie te sprzączki z czarnego jedwabiu okalające ramiona,w należyty sposób uczcić tę śnieżnobiałą szyję,zmusić do szarpnięć te puszyste biodra. Ale-kiedy patrzył na Marinę,nie umiał jej pożądać.Znowu stawała się syreną,albo aniołem z obrazów Correggia,tnącym swą bielą mrok nocy. Zaczął wzrastać,powrócił dawny pozytywizm i niedbała elegancja.Znów śpiewał