Romans · 4 min czytania
"Intimissimi" rozdział VIII
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
...miałeś rację ,drogi M.Często wybucham śmiechem nad tą naszą bieganiną. Doprawdy jesteśmy jak gołębie ,które tuptają śmiesznie,takie bezbronne i zabawne,w poszukiwaniu okruchów szczęścia z tego bochenka ,który jest nam dany,ale ciągle, ciągle nas omija.Tymczasem nikt nie docenia wartości chwili, nie szuka prawidłowości w przeszłości, nie odcyfrowuje jej , tylko Ja i M,dwoje równie pięknych jak głupich alchemików... Drzwi otworzyły się i we drzwiach pojawił się M,poczym wolno nie patrząc nawet w stronę Mileny,zbliżył się do orzechowego stolika.Teraz dopiero spojrzał na nią w sposób,który miał być zapewne namiętny i dziki,ale nie wyszło mu to zbyt dobrze,co przyprawiło Milenę niemalże o wybuch śmiechu. M nieprawdopodobnie zakłopotany,uśmiechnął się także.Przemógł się w sobie ,nachylił i pocałował Milenę w policzek,będąc już pewien,że to prawda,że ona jest tu,choć niewiadomo dlaczego i w jakim celu.Owionął go delikatny zapach tego niezwyciężonego ciała...
-Wiem czego ci trzeba,mój najwierniejszy wielbicielu – zaśmiała się Milena,przesunęła ręką po obojczyku,otworzyła torebkę i wyciągnęła paczkę drogich papierosów. Ten ruch dłoni mknącej po obojczyku bez jakiegoś wyraźnego celu! M pomyślał,że jest on jak łagodne szarpnięcie strun harfy,ostatnio jednak walczył z patetycznymi porównaniami,więc porzucił ten pomysł,zaciągnął się dymem i rozmawiał z Mileną,jak dawniej , z fascynacją przemieszaną z nabożnym lękiem. Po dwóch kieliszkach cytrynówki Milena i M doszli do stanu,w którym zatracili poczucie terażniejszości,nie istniało już tu