Religia · 7 min czytania
Ironia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Podnosisz głowę. Rano, gdy za oknem jeszcze półmrok. Ogarnięta zniechęceniem opadasz na poduszkę, powieki stają się ciężkie. Jejku jak mi się nie chce wstawać. - myślisz sobie. W uszach znowu rozbrzmiewa niemiłosierny dźwięk budzika. Trzeba wstać i zacząć całodniową harówkę. Jak co dzień powoli układasz harmonogram na kolejny dzień gonitwy życia. W końcu po dwukrotnym przypomnieniu porannego wroga, twoje stopy lądują na zimnej posadzce. Po omacku szukasz ciepłych bamboszy i z uparcie zamkniętymi oczami docierasz do łazienki. O tak, odrobina lodowatej wody powinna doprowadzić cię do porządku. Po tej wczorajszej imprezie, głowa ciąży ci bardziej niż zwykle, nogi odmawiają posłuszeństwa, a lustro bez żadnych skrupułów podaje jak na tacy rzeczywisty obraz twojej poweekendowej osoby. Czy te wory pod oczami muszą ciągle oszpecać moją twarz? - zastanawiasz się, krytycznie spoglądając na swoje oblicze. - Chyba nawet dobry podkład i róż nie zdołają tego ukryć... A niech to i jak ja mam się teraz pokazać na ulicy. O tak, jakby to było dla ciebie najważniejsze. No cóż, w końcu wygląd to sprawa pierwszorzędna, nic tak nie wpływa pozytywnie na dobre samopoczucie, jak przeświadczenie, że jest się zrobionym na bóstwo. Kurcze, tyle mam do zrobienia, a została mi tylko godzina. Absolutnie nie mogę się spóźnić. Jeśli do tego dojdzie, to marne są szanse, żebym zagrzała długo miejsce w tej firmie. Tak, masz rację. Szef nie przyjąłby pozytywnie twojej kolejnej wpadki, tym bardziej, że ostatnio naprawdę mu podpadłaś. Na nic się zda dotychczasowa dobra opinia. Na tym świecie raz się jest na wozie, a raz pod wozem. Lepiej się pośpiesz. Czterdzieści minut i poranna toaleta skończona. W końcu jesteś gotowa do wyjścia. Jeszcze tylko szybkie zerknięcie na całokształt dzisiejszego wizerunku. Hm...nie ma co ukrywać, efekty nieskazitelne. Dobry makijaż zrobił swoje. Jak to dobrze, że włosy nie straciły na swojej puszystości. Muszę zapisać sobie adres tego fryzjera. - przemknęła ci myśl po głowie. - Potrafi czynić cuda. Zaraz po wyjściu z klatki poczułaś na sobie aurę zgiełku i pospolitości okolicy, w której mieszkasz. Jak ja nienawidzę tego osiedla. To jedna z rzeczy, która musi przytłoczyć mnie od samego rana. Czy tu kiedykolwiek będzie czysto, bardziej ekskluzywnie? Starasz się jak najprędzej przejść obok bloku numer trzynaście, aby jeśli to tylko możliwe uniknąć wzroku i sprośnych uwag robotników ocieplających budynek. W sumie to nie moja wina, że jestem atrakcyjną kobietą. - myślisz sobie - Ale czy konieczne są te wszystkie spojrzenia i epitety pod moim adresem ze strony płci przeciwnej? Jak to jest, że długie nogi i cienka talia wywołują tego typu uczucia? Dziwisz się temu? Przecież sama ich prowokujesz. Co byś chciała osiągnąć skoro twoje pośladki są ledwo zasłonięte przez kolejny, nowoczesny trend mody, a biust jest wyraźnie uwidoczniony przez genialnie wycięty dekolt? Nie, wcale się nie czepiam. Po prostu zwracam ci uwagę, na to, co wydawało mi się tak oczywiste, że nie trzeba o tym wspominać. Tak więc najpierw pomyśl, a dopiero później zadawaj tego typu pytania. Szybkie zerknięcie na zegarek. O kurza morda, za minutę odjeżdża mój tramwaj - to pierwsze słowa, które wyszły dziś z twoich ust. No leć, po coś w końcu masz te długie nogi prawda? Aaa zapomniałem...szpileczki. No rzeczywiście, w takich warunkach to raczej maratonu nie wygrasz. Ale ja muszę zdążyć na ten tramwaj, cholera, przecież…