Kariera · 6 min czytania
Ironia losu rodzeństwa Thielów
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
– Skurwysyyyyyyynyyy! Natka darła się tak głośno, że idący obok ludzie patrzyli się na nią z przerażeniem. A Piotr, gdy już się zorientował, o co chodzi, wybuchnął takim śmiechem, że ci sami ludzie już nie wiedzieli, czy się bać, czy śmiać, czy uciekać, czy to wariaci, czy co. – W biały dzień! Spod wydziału prawa! Noż kurwa! – dziewczyna stała bezradnie przed pustym stojakiem na rowery, na którym wisiała przecięta linka zabezpieczająca. – Co się śmiejesz?! – To nie ja, to los się śmieje. – Piotr nawet nie był w stanie dokończyć tego zdania, tak się zanosił śmiechem. Natalia jeszcze chwilę poprzeklinała, podarła się, po czym zapytała brata: – Gdzie jest najbliższy komputer z Internetem? – U mnie. Chodź. Wrócili się do budynku, z którego przed minutą wyszli. Natka szła szybko, nerwowo, wygrażając się złodziejom, że oto ją popamiętają, że nie opłaci im się to i takie tam. Za to chód Piotra był jak zwykle luzacki. I jak zwykle skupiał wzrok swoich studentek. – Co chcesz zrobić? – zapytał. – Muszę jakoś namierzyć ten swój GPS. Wprawdzie nie za bardzo wiem, jak to się robi, ale znajdę tę dziuplę, choćbym miała, kurwa, cały dzień nad tym siedzieć. Ależ mnie wkurwili! – dodała po dłuższej chwili, gdy już zbliżali się do gabinetu 121. „To znowu my” – powiedział prawnik, wchodząc do pokoju, w którym mecenas Sokoliński, wykładowca prawa finansowego, albo sprawdzał prace studentów, albo grał w pasjansa, albo czytaj sportowe niusy na Onecie. Nigdy nie było wiadomo, co robi, bo zawsze siedział cicho, nie odzywał się słowem, minę też miał nieprzeniknioną. Więc być może grał w pasjansa, bo gdyby czytał prace studentów albo niusy sportowe, to od czasu od czasu pewnie by się zaśmiał. Albo zdenerwował. Natalia dobrała się do komputera i o dziwo szybko znalazła odpowiednią stronę, na której – po zalogowaniu – można było śledzić drogę zarejestrowanego na twoje nazwisko lokalizatora. Punkt jeszcze się poruszał, co oznaczało, że złodzieje nadal rowerem jechali. Nadal klęła, patrzyła na ekran monitora złowrogo, ale z cwanym uśmieszkiem. Po pierwsze, wiedziała, że rower odzyska, po drugie – być może zlokalizuje dziuplę, w której znajdzie się więcej skradzionych jednośladów, po trzecie – w końcu może w praktyce wypróbować sprzęt, który nabyła w Niemczech nie do końca legalnie. Zadzwoniła do swoich kolegów z policji kryminalnej, mówiąc, że jest na tropie – prawie pewnym – złodziei rowerów i żeby przygotowali się na „akcję”. – Śmieszy was to? To nie wam ukradli rower za pięć koła, więc się zamknijcie. Zadzwonię do was, jak się zatrzymają. Musicie po mnie…