Melodramat · 3 min czytania
Ironia miłości cz IV
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zatrzymał się przed hotelem ogrodzonym murem, zza którego obficie tryskała fontanna. Wysoki budynek z przyciemnianymi szybami wyglądał dość tajemniczo. W przejściu powitał go kelner. Wziął od niego płaszcz, po czym ruchem ręki wskazał na drugiego kelnera, który doprowadzić miał go w przeznaczone miejsce. Podczas gdy szli korytarzem, Igor dostrzegł, że podłoga była tak przejrzysta, iż mógł w niej przejrzeć się. Dotarli do marmurowych schodów, tam podziwiał ich masywne poręcze o falujących kształtach. Obrazy zawieszone wzdłóż schodów wydawały się Igorowi przepiękne. Przedstawiały lasy, zwierzęta, dziką przyrodę - to, co lubił odkąd pamięta. Ściany, na których zawieszone były te obrazy połyskiwały złociście w świetle lamp. Lecz to, czym Igor się zachwycał nagle ustąpiło miejsca innemu widokowi. Ujrzał dość przerażający w jego świadomości widok kłębiących się ludzi. Zewsząd otaczał ich dym nikotynowy. Igor w powszechnej wrzawie nie bardzo wiedział co z sobą zrobić, lecz z ratunkiem natychmiast przyszedł mu kelner. Poprosił Igora, by zaczekał chwilę, po czym wyruszył na poszukiwanie gospodarza przyjęcia. Upłynęło może parę minut, zanim Igor ujrzał znajomą sylwetkę przyjaciela, a uśmiech samoczynnie wypłynął mu na usta. Nic dziwnego, bowiem Dawid po prostu kipiał energią, na jego twarzy malowały się pozytywne emocje. Igor nagle zapragnął doznać