Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Rodzina · 10 min czytania

Ironia, sarkazm i cynizm w jednym

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nienawidzę patrzeć w lustro, zwłaszcza rano, gdy włosy przypominają stóg siana, oczy są ogromne i czerwone a o oddechu nawet nie wspomnę. Nienawidzę patrzeć w lustro, gdy mam kolejny miesiąc wolnego, gdy nie wiem, co ze sobą począć... Kiedy byłam mniejsza, mama czasami straszyła mnie, że jeżeli kobieta będzie długo wpatrywała się w lustro, to może ujrzeć samego diabła. No, to witam cię panie Belzebubie! -Kochanie!- krzyczy mama, gdy ja wciąż wzdycham patrząc na swe marne odbicie. Ostatnio przytyłam; marnie... Dlatego już od trzech dni jestem na ścisłej diecie, czyli nie jem słodyczy, nie pochłaniam miliona paczek chipsów i przerzuciłam się na zdrowe jedzenie, zatem frytki też odpadają! Cierpię, obserwując jak mój tyłek z dnia na dzień staje się większy niż najnowsze telewizory plazmowe. -Tak?- zamyślona wychodzę z łazienki i obserwuję moją zabieganą matkę. Pani dyrektor, która ma całe mnóstwo spraw na głowie; cały czas w biegu, nigdy się nie nudzi, choć przyznaje, że czasami ma na to wielką ochotę. Chciałabym się z nią zamienić, bo ja nie przepadam za nazbyt długimi wakacjami, takimi pięciomiesięcznymi na przykład. Cóż, matura- zaczyna się w maju, w maju się kończy i potem, jeżeli masz tyle szczęścia, czekasz do października, by móc znowu się uczyć. Ech, życie jest piękne, całe życie się uczysz, by wiedzieć więcej niż twój przodek, a i tak skończysz jak reszta, kilka metrów pod ziemią. Ktoś by zapytał: „Po co to wszystko?”, a ja bym odpowiedziała: „A co byś robił czekając na śmierć?”. Osobiście przepadam za zdobywaniem wiedzy, tak w gwoli ścisłości. -Gdzie dałaś moją szczotkę?- mruknęła mama. O kurczę! -Została w samochodzie?- skrzywiłam się nieznacznie. Pani Dyrektor zirytowana i rozdrażniona dopiła swoja poranną kawę i złapała ogromną torebkę, pełną kartek, karteczek, papierosów i długopisów. -Wiecznie gubisz te cholerne szczotki do włosów!- obruszyła się- Przecież mówiłam, żebyś je odnosiła do łazienki- westchnęła ostentacyjnie- Czemu ona jest w samochodzie?- uniosła lewą brew do góry, jakby chciała powiedzieć: „Szkoda, że jej nie schowałaś w psiej budzie”. Jak ja nie lubię, gdy się na mnie krzyczy! -Bo wczoraj jechaliśmy z tatą na zakupy i nim ja się ubrałam, on już na mnie trąbił, więc jeszcze nieuczesana wzięłam ze sobą szczotkę- wyjaśniłam pokrótce. Mama machnęła na mnie ręką, przez te dziewiętnaście lat nauczyła się, że jestem niereformowalna i pewnych rzeczy już mnie nie nauczy. -Dobra, muszę jechać- zgasiła niedopalonego papierosa i założyła buty na obcasach- bo w szkole znów mamy młyn. Zawsze miała młyn w szkole. A ja zawsze sądziłam, że to świetna sprawa, być dyrektorem szkoły, ale z tego, co obserwuję, to wcale nie jest przyjemna praca, zważywszy na fakt, że szkoła i jej pracownicy to dom wariatów. Koledzy i koleżanki przestają być kolegami i koleżankami, gdy obejmuje się stanowisko kierownicze, nagle jest się ofiarą nieprzyjemnych plotek, sprzątaczki kłócą się między sobą, woźny kłóci się ze swoją żoną wariatką, kucharki kłócą się między sobą... Aż chciałoby się zaśpiewać : „Domowe przedszkole... Ja wszystko to pierdolę!”, że tak dosadnie się wyrażę. - Obiad jest w lodówce, dasz dziadkom zupę koło 12.00, pamiętaj o babci lekach- informowała mnie rodzicielka biegnąc do samochodu- Wrócę koło piętnastej. I tyle ją widziałam. Tak wyglądają nasze poranki, każdy wstaje o innej porze, każdy je co innego, pije co innego i wychodzi o innej godzinie niż poprzedni członek rodziny. Na mamę przynajmniej trafiam, bo tato wstaje „razem z kurami”(piąta lub czwarta rano), żeby pobiegać z ukochanym psem podwórkowym, który miał być małych rozmiarów a śpi z rodzicami w łóżku i stojąc na dwóch łapach ma ponad 165 cm, wiem, bo ja tyle mam. Dziś zapowiada się piękny i słoneczny dzień, jak mniemam; żadnej chmurki, błękit nieba. Jest dopiero ósma rano, do kosmetyczki jestem umówiona na jedenastą. Co ja zrobię z tym wolnym czasem? Wiem! Victoria! Zrobię to, co ostatnio zdarza mi się często- zmarnuję go. Najpierw przygotuję śniadanie, ze względu na dietę będą to płatki zbożowe z mlekiem lub jogurtem i zielona herbata, żeby oczyścić organizm z toksyn współczesnego życia. Potem zasiądę przed telewizorem, żeby nie marnować czasu jedynie jedząc, tylko jeszcze zapychając go małostkową wiedzą. Następnie uświadomię sobie, że już powinnam wychodzić, a nadal jestem w piżamie, toteż szybko ubiorę coś, co jest „w miarę” wyprasowane i pognam do miasta. Jak postanowiłam, tak też zrobiłam i, o dziwo, zdążyłam. -Dzień dobry- przywitałam się uśmiechnięta. -Dzień dobry- odpowiedziała mi kosmetyczka- Proszę siadać. I zaczęło się, brwi, nogi, wosk, depilacja, podskubywanie i przyskubywanie, czyli to, z czym każda kobieta musi się zmagać. Któregoś razu na takim zabiegu doszłam do wniosku, że kobiety są masochistkami, bo każdą to boli, lecz i każda na to chodzi. Oczywiście, można wybrać mniej bolesną żyletkę lub krem, ale niestety to wosk pozostawia…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ironia, sarkazm i cynizm w jednym — czytnik · opowiadania