Horror · 9 min czytania
Irysy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Ha ha ha – zawsze śmiała się tak, sztucznie, gdy ktoś powiedział o niej coś złego. Izabela przypomina sobie słowa matki: Robić dobrą minę do złej gry. I wybuch pań zebranych wokół niej. Matka Izabeli była aktorką. W powietrzu można było wyczuć niechęć do niej, nieskończenie pięknej i delikatnej. - Danusia, możesz mi powiedzieć, czy ja jestem nie miła?... Ludzie mnie nie lubią- powiedziała kiedyś pijana. - Całkiem słusznie zauważasz. Tu cię nikt nie lubi. Nie pamięta tego. Co nie znaczy, że to nie siedzi w niej do dziś. Tera się już nie upija. Nie jest pewna siebie. Tutaj nic nie jest pewne nawet śmierć. Tak, tak! Zakładała kiedyś buty na wysokim obcasie, czarne i bardzo seksowne. Kiedy miała ochotę zrobić się na starszą niż wtedy była (17 lat), zakładała okulary zerowe, i czerwony żakiet. Nie wie skąd brała na to pieniądze. Wzbudzała podziw. Ale chyba tylko podziw. Paczka papierosów przystawionych do jej niewinnych, małych usteczek, przez nikogo jeszcze wtedy niecałowanych. Piękny zapach irysów. Przełamała się i zapaliła po raz pierwszy w wieku 13 lat. Nie żałuje, a bo po co? To zaproponował jej ojciec. Wtedy nie wiedziała, że jest jej ojcem. A kiedy się dowiedziała, wcale nie chciała wierzyć. Budził w niej ogromny podziw. Nie znała nikogo (nikogo pewnie nie pozna) kto przechodziłby przez bramkę w supermarkecie, z kieszeniami napełnionymi ukradzionymi rzeczami z taką pewnością. - Jest!- krzyczała zaraz gdy wyszli, całowała go w policzek. Uśmiechał się jednym koncikiem cienkich ust i z a w s z e wyjmował paczkę irysów. - Iryski dla dobrych dzieci- mówił cichutko. Kiedy była jeszcze młoda, ta kradzież była dla niej igraszką i dziecięcą emocją (podobną do oczekiwania wizyty świętego Mikołaja w Boże narodzenie). Potem coraz bardziej się denerwowała. Z czasem, miała w swojej kieszeni Iryski dla dobrych dzieci i szybko, łapczywie połykała skażone powietrze. - Cholera. Jesteś bardzo dobry. – szepnęła kiedyś, kiedy oboje palili i siedzieli przed wielką halą supermarketu w ogródku restauracji. Jej czarne włosy, przycięte nierówno, upięte w kucyk, kosmyki latające wokół całej głowy, ponoszone przez wiatr. Oczy też miała czarne i zatrważająco podobne do tego mężczyzny który siedział wtedy przed nią. Nigdy nie myśleli sobie jako o parze. Izabele bardzo to dziwiło. Często myślała: co jest ze mną nie tak? Łapała przed lustrem w swoje chude ręce dwie piersi i oceniała je okiem krytyka. Wszystko mam na miejscu- stwierdzała ostrożnie. Odchodziła od lustra jak od śpiącego dziecka. Cichutko, z pokorą. Bała się swojej opinii o sobie, że pewnego dnia zrozumie: jestem brzydka. Tak się nie stało. Mimo to czuła między językiem dziwny niesmak. Nie podobam mu się… - Pokaż tą bluzkę- usłyszała pewnego dnia za sobą grobowy głos matki. Miała zupełnie siwiutkie włosy. Była bardzo ładną , zniszczoną kobietą. Tylko nikt nie brał jej już do roli beztroskiej dziewczyny z prowincji. Nie pasowała. To był czerwony żakiet, który prawie zawsze zakładała na spotkanie z nim. Odkąd zrozumiała, że może się podobać, odkąd pewnego dnia Ewka szepnęła jej do ucha: - Marcin mówi, że masz zajebiste oczy – błysk jej sprawił, że na zawsze porzuciła swoje dzieciństwo. Nie podejrzewała, że wyrwana z niego brutalnie, tak często będzie wracać. Czerwony żakiet śmierdział niemiłosiernie papierosami. - Ty palisz, no pięknie. Kto cię tego nauczył?. – zastanowiła się jak długo to wszystko trwa. Kiedy go poznała? Chyba wtedy, przy śmietnikach, razem z Danusią zwiedziły wszystkie śmietniki od kiedy obejrzały program w telewizji o tym ile procent ludzi dziennie wyrzuca do śmietnika 100zł. Obie chciały być bogate. Tak, to wydawało się proste- pójść po śmietnikach i po prostu: znaleźć! Los tego dnia też okazał się dziwny. Znalazły 100 zł. Dokładnie 100 zł, leżało na przykrywie od śmietnika, wśród innych papierów. Pierwsza zauważyła banknot Izabela. Krzyknęła. Danusia zaczęła skakać i śmiać się. - Jesteśmy bogaaate!! – krzyczały. Usiały. Każda z nich wyobraziła sobie co innego. Danusia zmartwionego właściciela, a Izabela banknot tęskniący za swym panem. Obie rozpłakały się w tym samym momencie. Poszły oddać go właścicielowi. DO tej pory nie wie, czy jej ojciec