przygoda · 9 min czytania
Istoty - prolog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
1 Biało pomalowana szafa stoi niestrudzona, spogląda ku sypialni z pewnością od tygodni już zakurzona, Opustoszałe łóżko, brudne okno, stary chłam. pośród przeszłości stoję ja. Skrzydło szafy podmuchem rozpyla kurzu bałwany, ujawniają brud i sczezłą półkę - materiał drewniany. Leży tam czarna kamera, pochłania w czerń odmęty, tam kędy moja historia. Siadam z artefaktem na tym co moim łożem było kiedyś, czarny ekran się ukazuje, jak to było niegdyś. Zostaliśmy - obca twarz, dawny głos, od-inniony wzrok, dawne moje dzieje.
2 Pośród złotym blaskiem kąpanych źdźbeł trawy ogrodu, nad nimi pająk stąpa i buduje satynowe nici umykające wzroku, zrywa się wiatr, pajęczyna łaskoczę dziecięcą twarz, chaos wkrada się w kadr, ten jego i mój - nasz, obraz podniesiony, ludzie odzyskani, siedzą przy drewnianym stole, uśmiechają się, sobie życzliwi, zatopieni w życia mozole. Grill smażony, popcorn prażony, kawał chleba odkrojony, usta te same, oczy lustrzane, świat niezmącony. Ale w duszach coś nieznanego, dawno przeminionego, słońce świecić potrafiło tylko dnia tego jedynego. Wyblakłe dni, gdzie zerwałyście swoje nicie w tym osuwającym się ku zapomnieniu świcie?
3 Ziarna buchają zza nieznanej przestrzeni, kolorując ten obraz wakacyjnych sieni, siedzieliśmy w piżamy wieczorem okutani, młodzi przyjaciele, na wieczność sobie wydani, te dziecięce gry, figlarskie zabawy, proste wyznania, są bardziej szczere od naszego teraz umysłu splątania. Na zgniecionej pościeli karty o mistycznej mocy, między naszymi spojrzenia żadne tajemnice tej nocy, rzucamy się w wir wielkich opowieści dnia powszedniego, historii pełnych nadziei, nowości i natchnienia oka niedojrzałego, oczy tęczowych kolorów, pochłaniają te gawędy wesołe, a tożsamość się buduje, zapowiadając pełni jutra niedolę. Kacper, Alia, Oskar, Nastazja, Eryk - chcieliśmy żebym wyłączył, tak zrobiłem teraz siedzę sam w tym pokoju, film się zakończył.
4 Jechaliśmy pośród tego szumu drogi, tonów silnika, wyciszeni po przebyciu granic, senność w nas wnika. Za oknami góry - góry kamienne, zameszone, rześkie, spoglądają znad chmur na tę małą życia, marną resztę. Wasze twarze potężne w wiedzy i odmęcie skrytego marazmu, odbijają się w refleksjach, rzucanych do mnie z luster pojazdu. Odwracacie do mnie mądre głowy, rzucacie pytanie: "w jakim kraju teraz jesteśmy, nasze kochanie?". Dzisiaj też nie wiem, odpowiedź po cięciu filmu się ukazała, ale w jakim kraju teraz jesteście, po tym jak cała nasza opowieść została przerwana?
5 Pejzaż przesycony, słońce wściekłe, piaski wypiekłe, ocean przelśniony
Świat za horyzontem taki nieskończony Bryza niesie powietrze z lądów innych ciepłe Mama poucza mnie abym był życiem oniemiały Ojciec przypomina, że ptaki w zimie nie są wymarłe, tylko uciekają
6 Niewidoczne cząsteczki od tej błękitnej tafli odstępowały, sprzeniewierzają się formie gdzie dotychczas dorastały. Para się zagęszcza, rzeka patrzy na swe niesforne dzieciny, dałyby tym co descendencje im nadali trochę życiowej dziesięciny.
Nikt w ten chłód nie przyszedł nad rzekę. Tylko ja i Alia, chcieliśmy nagrywać tę na mapie świata krechę.
Część 22 / 2
Kucamy przy brzegu wody szumiącej, błękitnej serpentyny, pod podeszwami stukają kamienie w odcieniu zmoczonej platyny, pająki pełzające wśród skalnej materii w popłochu przed wodą, trafiają na zabójcze mokradła gdzie źdźbła wnoszą się czeredą.
Nikt w ten chłód nie przyszedł nad rzekę. Tylko ja i Alia, chcieliśmy zziębić się i patrzeć prosto w wierzbę.
Drugi brzeg rwącej rzeki, porasta puszcza zielenią napęczniała, ze drzew zwisają kwieciste pnącza niby brama ku inąd utajniona, prowadzi do krain i istot ponad wyobraźnie ludzi stworzonych, ale jak przejść przez istotę rzeki do krain przeczasy utraconych?
Nikt w ten chłód nie przyszedł nad rzekę. Tylko ja i Alia, chcieliśmy uwiecznić miejsce gdzie wyobraźnia spotyka schedę.
Pająk tonie, z mokradeł prosto do rzeki spływa bezwładnie, ginie w odmętach rzeki - mgła zanika - a matka cieszy szkaradnie, zza zasłony niewdzięcznej, uciekł sen świata magicznego, to ten las, ta rzeka, ten pająk, uczą dzieci kunsztu życia zdradzieckiego.
W ten chłód ja i Alia przyszliśmy nad rzekę. Wyłączyłem nagrywanie, w czarny ekran kamery się jedynie przejrzę.
Lecz wiem, że dalej siedzieliśmy szukając niestrudzeni tam, gdzieś za liśćmi tajemniczych, mistycznych stworzeń ram. Nie poddaliśmy się wtedy, nasze czubki nosów zadarte dumie, wkrótce spotkamy się w…