Fantastyka · 9 min czytania
"It's just a game"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{i} - Nie uda mu się.. - Uda. - Jest za słaby, za dużo w nim gniewu. - To właśnie gniew jest jego siłą. - ... Nie uda mu się. - Przekonamy się. {/i} - Ciągle pada - pomyślał po raz setny, patrząc w okno. Deszcz jest błogosławieństwem na zszargane nerwy, lecz gdy pada non-stop już trzeci dzień - staje się doprawdy irytujący. Siedział wciśnięty w kącik, między ścianą, oknem a parapetem. Mimo, iż owinął się kocem, czuł zimno ciągnące od szyby. Był znużony. Serce wolno, ospale waliło o ściany klatki piersiowej, a płuca o wadze ołowiu ciężko pompowały powietrze. Atak nastąpił rano, ale ciągle odczuwał jego skutki. Siedział więc bez ruchu, starając się nie prowokować "śpiących demonów bólu". Deszcz rytmicznie bębnił o szyby. Tlące się w nim węgielki gniewu od czasu do czasu podrygiwały tanecznie. Był jednak zbyt zmęczony by podsycić swoją złość. Znów zasnął, a jego świadomość wróciła do wydarzeń sprzed pięciu godzin.
- A ja chcę... - zawiesił głos, próbując się zdecydować. Pączki, drożdżówki, bułki maślane i inne tego typu wyroby nęciły swoim wyglądem i zapachem. Był przeraźliwie głodny. Matka jednak nie zwracała na niego uwagi, beztrosko przechadzając się między sklepowymi półkami. Zaczął się denerwować. - Mamo, kup mi coś do jedzenia. Matka spojrzała na niego z lekceważeniem. - Przecież już jadłeś! - Ale jestem głodny! - naprawdę był. Nawet nie wiedział czemu nagle zaczął mu się skręcać żołądek. Ssanie aż zgięło go wpół. - Później. Zacisnął zęby. To "później" oznaczało 3 godziny, a ból skręcał mu kiszki. Poczuł jak narasta w nim gniew. Zrobił dwa głębokie oddechy. Przeszło tak nagle jak się zaczęło. Może wszystko skończyło by się dobrze, gdyby nie nagła uwaga matki. - O! Mam ochotę na pizzę. No więc jaką chcesz? Teraz poczuł jak go mdli. Nie miał nic przeciwko pizzy, ale jedzenie jej w hipermarkecie i to o 11.00 rano, to lekka przesada. Szczególnie, że nie było tu nadzwyczaj czysto, za to tłumnie. Żołądek zaprotestował. - Nie chcę pizzy. - odezwał się cicho. - No to zdecyduj się! Jesteś głodny czy nie?! - matka patrzyła na niego gniewnie - Co, może chciałbyś czekoladę?! Jak będziesz tyle wpierdalać to... Nie słuchał dalej jej jadowitych uwag. Czuł jak płomień nienawiści w nim wybucha. - To moja mama - upomniał się w duchu - Ma tylko zły humor i dlatego nie pamięta, że nie znoszę czekolady... Głód się wzmógł. Nie, nie głód, to było coś innego... Złość sprawiła, że bolał go żołądek, a nienawiść pozostawiła niesmak w ustach. Mdliło go. Matka nie przestawała głośno wyrażać swoich niesprawiedliwych i okrutnych uwag. Nie przyjmowała do świadomości żadnych prób wyjaśnień. To było naprawdę męczące, irytujące, a z czasem także denerwujące. Czuł się jakby mu ktoś nagle wbił sztylet w brzuch. Ból napłynął niczym tsunami. Z trudem mógł oddychać, ale nikt nie zauważał tego. Ogromny gniew walczył o pierwszeństwo z paraliżującym bólem. Oparł się o ladę. Niby nic. Niedostrzegalnie oparł się o nią całym ciężarem. Zaczęło mu się kręcić w głowie. Czuł że nie ustoi. - Słuchasz mnie?!! - warknęła matka. - Boli mnie brzuch... - zaczął, lecz ona już nie zwracała na niego uwagi. Zacisnął zęby. Sam nie wiedział czy tym razem z bólu czy z gniewu. Próbował oddychać rytmicznie. Wydawało mu się, że jakiś cień próbuje wedrzeć się do jego mózgu. Kiedy zamykał oczy, prawie go widział... - Colgate czy Signal? Skoncentrował się na matce. - Kiedy się dąsasz to się dąsaj, ale teraz masz wybrać pastę! Zmrużył oczy. Nienawiść na chwilę wzięła górę. Potrząsnął głową. - To moja matka... - pomyślał, ale z mniejszą wiarą. Ból znowu zaatakował. Sięgnął do kieszeni, ale nie znalazł tam tabletek. Musiał zostawić je w samochodzie. - Daj kluczyki - wymówił wyraźnie. - Co? - Daj kluczyki - ból o mało nie zgiął go wpół. - Po co ci? - Muszę się położyć... - Jechaliśmy tyle godzin do tego marketu, a ty mi tu chorujesz! - odezwała się z pretensją. Językiem przejechał po zębach. Wiedział, że jeśli zaraz się nie położy to zemdleje. - Daj kluczyki. - Zaraz pójdziemy... - Daj te kluczyki! Teraz! - głos miał opanowany, mimo iż ledwo mógł ustać. W takich momentach jak ten, jego serce tonęło w morzu rozgoryczenia. Zwierzęca reakcja. Ochota zniszczenia wszystkiego, co ból przysparza, co ból…