Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 9 min czytania

IV. Sen

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Cztery: Sen

Był kompletnie nieprzygotowany na to, co ujrzał. Musiał odczekać kilka dni, aż wierzchowiec odzyska siły. Gdyby tylko mógł wyruszyć wcześniej... wówczas na pewno by zdążył. Ale to byłoby zbyt proste. Od samego początku miał złe przeczucia. Wiedział, że cos pójdzie niezgodnie z planem, lecz nie spodziewał się czegoś takiego. Kiedy już zjechał ze zbocza Wiecznie Ośnieżonej Góry na równą ziemię, skierował się do stolicy. Po drodze nie zauważył nic nadzwyczajnego. Miasta i wsie żyły swym mało barwnym życiem. Nigdzie nie było ani śladu... ani śladu przemarszu wojsk. Tylko Måne. W całości zniszczone. Ostrożnie przekroczył ledwie trzymającą się murów bramę miasta i rozejrzał się po mieście. Zsiadł z konia, postanowił go tu puścić wolno – jeszcze go zamęczy, szkoda zwierzęcia. I tak było już nieźle wyczerpane. Mury były zupełnie zniszczone, domostwa popalone. Ziemia i kamienne ściany, pozostałości po budowlach były czarne od popiołów i sadzy. Niektóre naznaczone krwią. Ludzką krwią – co do tego nie miał wątpliwości. Czuł wszechobecną śmierć. Czuł się dokładnie tak samo, gdy zaglądał w oczy Nidhogga, oczy pozbawione tęczówek i wyraźnych źrenic. Jakby Niflheim rozszerzyło swe granice na tą część Midgardu.

Szukał czegoś. Sam nie wiedział czego, ale wiedział, iż musi coś znaleźć.

Smród spalenizny drażnił nozdrza, Ulven aż bał się myśleć, co tu palono, chociaż w głębi umysłu doskonale o tym wiedział. Dopiero po kilku minutach trafił na pierwszego trupa. Miał na sobie kolczugę – musiał więc być żołnierzem. Twarz i ciało miał... pogryzione, toteż Ulven nigdy by go nie rozpoznał. Co i tak nie miało znaczenia, gdyż podczas swego pobytu w Måne widział ledwie kilku ludzi. Pochylił się nad nieszczęśnikiem i zaczął go przeszukiwać. Znalazł garść złotych monet, srebrny wisior wyobrażający Młot – oręż Thora, oraz kołczan strzał. Zabrał wszystko. - Niech Odyn przyjmie Cię do Valhalli, wojowniku – powiedział szeptem wstając – i dzięki za strzały, tobie nie będą potrzebne.

Słońce leniwie zachodziło, powietrze zrobiło się chłodniejsze. Ulven nadal krążył po mieście – a raczej po ruinach miasta. Trupów nie było wcale tak wiele, jak się początkowo spodziewał. Albo ludzie uciekli, albo porwała ich sama Hel – powiedział do siebie w duchu. Żadne inne wytłumaczenie nie wchodziło w grę. Zastanowił się, gdzie mógłby spędzić noc. Musiał odpocząć kilka godzin, ale bał się zaryzykować sen. Czuł tu zbyt wiele śmierci. Duchy poległych nie opuściły tego miejsca, lub czaiło się tu coś gorszego... Zdecydował, że odpocznie półleżąc, oparty o kamienną ścianę pozostałą po jednym z budynków.

Kiedy słońce zaszło już całkowicie, jego oczom ukazał się niezwykły widok. Z początku widział jakieś niewyraźne światło w oddali, mieniące się wszystkimi kolorami tęczy. Poświata stopniowo się zbliżała. Gdy się rozejrzał, stwierdził, że poświata nadchodzi ze wszystkich możliwych do wyznaczenia kierunków świata, oraz z nieba. Zupełnie, jakby tworzyła wokół barwną kopułę, która się zwężała. A on był w jej centrum. Poczuł dreszcz na plecach, lecz jednocześnie podniecenie. Ciekawość, oraz strach. Zapewne wstałby, by lepiej się przyjrzeć zjawisku, lecz z wrażenia zapomniał, iż jest w ogóle zdolny do wykonywania jakichkolwiek ruchów. Nagle kolorowe światło go oślepiło. Odruchowo zamknął oczy. Kiedy ponownie je otworzył... Ujrzał... Nie, to nie może być prawdą...! Tego nie oglądał żaden śmiertelnik! Światło przybrało formę wielobarwnej, świecącej pośród nocy mgły, otaczającej wszystko wokół. Pośród niej poruszały się kobiece postacie. Widział je wyraźnie. Niektóre nawet spoglądały na niego, lecz zaraz odwracały wzrok – jakby były zajęte czymś ważniejszym. Wszystkie miały długie, jasne włosy w tysiącu odcieni – od pomarańczu, przez odcienie złota, klasyczny „ludzki” blond, do niemalże czystej, śnieżnej bieli. Nosiły na sobie krótkie zbroje kolcze, wykonane ze stosunkowo sporych pierścieni, pod którymi widniał jakiś nieznany biały materiał. On nie odbijał światła, zdawało się, iż raczej świeci swoim własnym. Patrzył na nie z zachwytem, wszystkie przewyższały urodą śmiertelniczki, jakie kiedykolwiek widział na oczy. Jedna z nich pochyliła się nad ciałem martwego żołnierza, odgarnęła mu włosy, odsłaniając pooraną pazurami oraz zębami twarz. Wpatrywała się w nią z takim zachwytem, jakby to była twarz pięknego młodzieńca.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
IV. Sen — czytnik · opowiadania