Podróże · 15 min czytania
Izrael
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
IZRAEL
Już samo przekraczanie granicy izraelskiej dla nas, Europejczyków przyzwyczajonych do względnie swobodnego przemieszczania się z kraju do kraju, dostarcza ciekawych wrażeń. Czy to kwestia sugestii po przeczytanych/usłyszanych informacjach, czy też stan faktyczny, dość, że czuje się wyraźnie, iż Izrael to kraj mocno zmilitaryzowany. A co drugi żołnierz to kobieta. Na porządku dziennym są również całkiem na serio pytania o broń: „czy masz?’ „czy przewozisz?” Na które trzeba też całkiem serio odpowiadać, bowiem Izraelczycy są bardzo czuli na tym punkcie i mają bardzo poważny stosunek do broni. I mimo wewnętrznego rozbawienia (próbowałem wyobrazić sobie podobną sytuację na przejściu granicznym w Świecku) z kamienną twarzą odpowiedziałem, że nie mam i nie przewożę. Granicę przekraczaliśmy w Ejlacie i stamtąd autokarem dalej do Jerozolimy. Tchnienie egzotyki: „na prawo Egipt, na lewo Jordania, a tam, na wprost to Arabia Saudyjska. Jedziemy dalej”. I niespodzianka. Przejeżdżamy przez centrum a tu jak byk napis: „EILAT. AIRPORT” Lotnisko? W środku miasta? Jak – nie przymierzając – obok domów Towarowych Centrum w Warszawie? Albo na tyłach Centrum Handlowego „Opolanin” w Opolu? Owszem. Podobno działa to tak, że jeśli chcesz dokądś wyruszyć z Ejlatu, przychodzisz na kwadrans przed odlotem na lotnisko, kupujesz bilet, wsiadasz i lecisz. Proste. Nie wiem, nie sprawdzałem ale jestem skłonny uwierzyć w izraelski porządek, precyzję i logistykę. Jedziemy. Zaczyna się normalny izraelski, lipcowy dzień: pył, kurz, upał. Wkoło skały, pustynia, krajobraz nieco księżycowy ale widoki piękne. Po drodze mamy w planach postój nad Morzem Martwym, kąpiel. Jestem szalenie ciekaw, choć z osobistego doświadczania siły wyporności przyjdzie zrezygnować. Parę dni wcześniej pokaleczyłem stopę o kamieniste dno i choć rana goi się, zostałem życzliwie ostrzeżony przez znawców tematu: „nie dasz rady”. I aby uzmysłowić mi, że to nie czcze przechwałki, przytaczają liczby: Morze Śródziemne – bardzo słone – ma zasolenie około 3%. Morze Martwe średnio 30%! Zobaczymy. Na razie mijamy Qumran, miejsce gdzie w połowie zeszłego wieku odnaleziono słynne Rękopisy znad Morza Martwego. Nie zatrzymujemy się, z okien autokaru oglądam grupę skał, które nie wyglądają zbyt imponująco. Większe wrażenie robi Masada, żydowska twierdza, która jest dziś symbolem heroicznego oporu, aż do końca i wydaje się, że dla Izraelczyków ma porównywalne znaczenie jak Termopile dla Greków. Dość powiedzieć, że na jej ruinach żołnierze składają przysięgę wojskową. Docieramy nad Morze Martwe, pierwszy postój i pierwsze zetknięcie z ziemią izraelską. Sympatyczni, uśmiechnięci ludzie, czysto, miło i – nareszcie! – normalna kawa: sypana, w dużym kubku. Ceny przystępne: pięć dolarów, pan za ladą z uśmiechem i bez irytacji wydaje resztę z kolejnego banknotu studolarowego. Zaczyna mi się podobać w Izraelu. Przed kąpielą w morzu zaglądamy jeszcze do sklepu oferującego kosmetyki wytwarzane na bazie minerałów z akwenu. Podobno rewelacyjne w działaniu. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie ale patrząc na ceny, odnoszę wrażenie, że jakikolwiek kosmetyk za te pieniądze miałby skuteczność wręcz magiczną. W sklepie zaskoczenie: obsługa mówi płynnie po rosyjsku, fiszki przy specyfikach zapisane są cyrylicą, dookoła brzmi mowa Puszkina. Spory ruch, Rosjanie wychodzą ze sklepu wręcz obładowani zakupami. Na wszelki wypadek postanawiam przeprowadzić swoisty test i na początek wchodzę do morza nie dalej niż do połowy łydek. Znawcy mieli rację! Wytrzymuję około minuty, ból w zranionej stopie staje się tak dokuczliwy, że muszę uciekać na brzeg. Wrzeszczę jeszcze do kolegi: „No, fotografuj mnie! Rób szybko to zdjęcie, póki stoję w wodzie!” Na brzegu, dobrych kilka minut obmywam stopę normalna wodą ale i tak przez cały dzień dalej czuję swoją ranę. Natomiast, faktycznie, nie ma możliwości utopienia się w Morzu Martwym. Można spokojnie usiąść na wodzie jak na fotelu, ciało jest wypychane na powierzchnię niczym korek. Obserwuję znajomych i nieznajomych, mamy wszyscy sporo radochy. Ruszamy do Jerozolimy. Mamy świetną przewodniczkę, panią Jolę, która sypie ciekawostkami, datami i różnymi faktami jak z rękawa. Robi się coraz cieplej, dobrze, że autokar jest klimatyzowany, inaczej byłoby ciężko wytrzymać. Ot, nowoczesna turystyka: autobusy z air-condition, suchy prowiant... już nie ma prawdziwych podróżników... Zatrzymujemy się na Górze Oliwnej. Przed nami panorama Jerozolimy, z prawej ogród Getsemani. Na wprost, u podnóża góry rozciąga się Dolina Jozafata, miejsce gdzie – jak się przyjmuje – ma odbyć się Sąd Ostateczny. Ta niedookreśloność to zresztą najczęściej pojawiające się stwierdzenie. Tutaj nic nie jest pewne na 100%, wszystkie te święte miejsca obarczone są klauzulą „przyjmuje się”, „uważa się”, „podobno”. To niespokojny rejon, sama Jerozolima była wielokrotnie burzona i to tak, że kamień na kamieniu nie zostawał. Trudno więc dziś autorytatywnie stwierdzić gdzie, z całą pewnością, modlił się Jezus, w którym miejscu na pewno stała świątynia... wszystko tutaj owiane jest mgłą przypuszczeń, niepewności, domysłów. Najbardziej rzuca się w oczy Kopuła Na Skale. Jasny, złoty punkt na tle zabudowań miasta, trzecie najświętsze miejsce islamu. Patrząc nieco w lewo dostrzegamy szarą kopułę Bazyliki Grobu Pańskiego. Dopiero wtedy powoli dociera świadomość stopnia komplikacji wzajemnych stosunków w mieście, w którym ścierają się trzy religie: islam, judaizm i chrześcijaństwo. Pani Jola opowiada przepyszną anegdotę?; historyjkę? Otóż, wedle tradycji żydowskiej, Mesjasz ponownie wjedzie do Jerozolimy przez Bramę Złotą. Widać ją wyraźnie, to potężny fragment muru okalającego Stare Miasto. Ale, żeby nie było tak słodko, Arabowie zamurowali Bramę (Wikipedia podaje, że uczynili to władcy otomańscy w XVI w.) Żeby jeszcze bardziej utrudnić sprawę, wzdłuż całego muru muzułmanie założyli cmentarz i od VII wieku chowają tutaj swoich zmarłych. W czym rzecz? Mianowicie 623 przykazanie judaizmu zabrania kapłanom zbliżania się do zmarłych innej religii a już nie do pomyślenia jest sam akt stanięcia na „nieczystej” ziemi. Powstał potężny dylemat: Mesjasz przybędzie a tu brama zamurowana a i przed murami pas „ziemi skażonej”. Co robić? Udali się Żydzi po pomoc do rabinów. Długo trwały narady, wreszcie znalazło się rozwiązanie: „Muzułmanie zamurowali Złotą Bramę? No, to my ją odmurujemy. Mamy kilofy, wiertarki i co tam jeszcze, chwila i będzie brama otwarta”. Ale to niezupełnie rozwiązało problem. Brama odmurowana, dobrze, ale jak przez nią wjechać gdy wkoło cmentarz muzułmański? Pomyśleli rabini, pomyśleli i wymyślili: „Bramę odmurujemy a nad cmentarzem zbudujemy kładkę albo mostek”. I po kłopocie. „Gdy Mesjasz przybędzie, przejdzie mostkiem nad cmentarzem i wjedzie przez otwartą bramę”. Dobrze? Niezupełnie: „no, jakże to tak? Przecież to Mesjasz, ma tak czekać jak pierwszy lepszy turysta aż my tę bramę odmurujemy i jeszcze kładkę będziemy budować?” Znów pomyśleli rabini i znaleźli rozwiązanie, zaiste genialne w swej prostocie: „ile czekamy na powtórne przyjście Mesjasza? 2000 lat, tak? I jeszcze poczekamy, nikt nie wie jak długo ale z pewnością jeszcze trochę. To jak On poczeka kilka dni aż my to wszystko zbudujemy, to nic Mu się nie stanie”. Zanim weszliśmy na Stare…